Tag Archive for Unia Europejska

W kryzysie kapitał wraca na swój bazowy rynek

zielonawyspa

Czy w Polsce żyje się dobrze? Zależy jaki punkt odniesienia przyjmiemy. Z punktu widzenia mieszkańca afrykańskiego Czadu, w którym codziennym problemem jest zdobycie wody i jedzenia, Polska jest krajem dobrobytu. Z kolei jeżeli porównamy się do naszego bezpośredniego, zachodniego sąsiada jesteśmy krajem biednym, w którym marnuje się wiele ludzkiej energii poprzez biedę, bezrobocie i coraz gorszy system edukacji. Jestem daleki od fatalizmu i uważam, że w Polsce jest dobrze. Jednak wyznaję zasadę, że kto stoi w miejscu ten się cofa i dlatego za naturalne uznaję dążenie do poprawiania bytu ekonomicznego obywateli Rzeczypospolitej.

Jednym z kierunków wzrostu dobrobytu może być kształtowanie się wśród Polaków postawy patriotyzmu gospodarczego i konsumenckiego. Patriotyzm gospodarczy to odpowiednia polityka państwa sprzyjająca przedsiębiorstwom z rodzimym kapitałem. Mimo wielu wiążących umów międzynarodowych, szczególnie w Unii Europejskiej, jest to możliwe. Wiedzą o tym przedsiębiorcy w Niemczech, których rząd aktywnie wspiera „swoich”. Polscy przedsiębiorcy nie bardzo mogą liczyć na poparcie swoich władz. Może to zmieni się. Niebagatelna w tym rola mediów, które swoją narracją mogą ukierunkować zmiany społeczne i gospodarcze.

Ostatnio z dużą satysfakcją zauważyłem, że temat patriotyzmu gospodarczego wreszcie zaczął być dostrzegany przez polskich dziennikarzy. W Dzienniku Gazecie Prawnej możemy zobaczyć w tytule: „Ciemna strona polskiej gospodarki: Obce koncerny miały w 2013 roku 16,1 mld euro dochodu”. Autor przytacza opinię:

„Dariusz Winek, główny ekonomista Banku BGŻ, mówi, że duże wypłaty dla zagranicy nie powinny dziwić przy takim stanie gospodarki, w jakim była ona w ubiegłym roku. – W czasie spowolnienia mało kto inwestuje. Poza tym ostatni kryzys dość wyraźnie pokazał, że kapitał ma jakiś paszport i wraca na swój bazowy rynek, gdy dzieje się na nim źle – dodaje ekonomista”.

Po latach lansowania tezy, że kapitał nie ma ojczyzny polscy ekonomiści zaczynają więc mówić do rzeczy. Dla ścisłości dodajmy, że kapitał z BGŻ wraca na rynek holenderski, ponieważ tam mieści się siedziba Rabobanku, który jest właścicielem BGŻ.

W miesięczniku UważamRze pojawił się artykuł „Problem krajowy brutto”, w którym autor przedstawia w przystępny sposób różnicę między wskaźnikami: produkt narodowy brutto i produkt krajowy brutto. Ten drugi został w Polsce wprowadzony w 1990 roku. Jak zauważa autor zysk niemieckiej firmy operującej w Polsce (np.: Lidla) zwiększa PKB, ale nie zwiększa PNB. Kiedy zatem cieszymy się ze wzrostu polskiego PKB (i np.: nazywamy Polskę „zieloną wyspą”) pamiętajmy, że istotna część tego PKB to zyski i dochody zagranicznych koncernów, które nie przyczyniają się do wzrostu zamożności Polaków.

Takie publikacje w mediach można poczytywać za oznakę dobrych zmian, ale te zmiany nie odbędą się same. Potrzebne są zorganizowane działania zarówno odgórne (rządowe/parlamentarne) jak i oddolne. Jeżeli nam Polakom nie będzie zależało, żeby nasze rodzime firmy wzrastały to ani UE, ani Opatrzność za nas tego nie zrobią.

Polskie drogi bez polskich wykonawców

droga

Do przetargów na budowę dróg w naszym kraju coraz rzadziej stają firmy z polskim kapitałem, informuje Rzeczpospolita. Niektóre upadły, inne walczą o przetrwanie, a te drugie mają problem z pozyskaniem kapitału. To oznacza, że o ile dotąd na 10 euro dotacji z UE 7 euro wypływało z Polski w postaci kontraktów dla firm zagraniczny, teraz ten wskaźnik przesunie się jeszcze bardziej w kierunku dla polskiej gospodarki niekorzystnym. Takie zjawisko źle wróży na przyszłość, ponieważ nie wystarczy wybudować drogę, żeby wygodnie po niej jeździć. Drogę należy jeszcze utrzymać, a na to potrzebne są podatki od polskich podmiotów gospodarczych. Kiedy drogę buduje firma z zagranicy spora część podatków odpływa do innego kraju a my możemy cieszyć się drogą tylko tak długo, dopóki nie zacznie się ona rozpadać.

Kiedy mowa o pozyskiwaniu kapitału, nie sposób pominąć roli banków. Czy taki biznes jak budowanie dotowanych z UE dróg może być opłacalny? Może, skoro firmy zachodnie (które chyba są droższe) chcą u nas budować. Dlaczego więc banki nie mogą uruchomić linii kredytowych dla polskich firm, według takich kryteriów, które wymuszą właściwe gospodarowanie?

Nie wiem tego na pewno, ale może problem wynika z tego, że 80% kapitału banków działających w Polsce należy do właścicieli zagranicznych, a tym nie zależy na tym, żeby polskie firmy budowały drogi w Polsce i być może zależy im na tym, żeby robiły to firmy z ich krajów.

Patriotyzm gospodarczy jest na czasie

Fiat

Co jest problemem polskiej gospodarki?  Jest ich wiele, ale podstawowy sprowadza się do tego, że bardzo mało w niej… polskiej gospodarki. Od początku lat 90. rządzący z ochotą rzucili się do prywatyzowania gospodarki, która dotychczas była państwowa. W większości przypadków miało to uzasadnienie ekonomiczne, ponieważ przedsiębiorstwa ponosiły straty, były źle zarządzane i produkowały niekonkurencyjne produkty. Niestety proces ten został tak bardzo pozostawiony sam sobie, że doszło tu do wielu niekorzystnych dla budżetu Polski zjawisk, a niekiedy nawet oszustw.

Przede wszystkim sprzedawano za tanio (nie uwzględniając lub niedoszacowując takich walorów, jak cena marki – co w przypadku na przykład Wedla na pewno oznacza stratę liczoną w mln zł). W przypadku PZU dopiero zmiana rządu doprowadziło do cofnięcia bardzo niekorzystnej dla Polski prywatyzacji. Nie obyło się to bez wysokich kosztów. Trudno też zrozumieć działania obecnego rządu, który w najgorszym momencie sprzedaje przedsiębiorstwa, które przynoszą zyski!

Po drugie sprzedawano pochopnie firmy kluczowe dla gospodarki, jak chociażby banki, co spowodowało, że jesteśmy pod względem finansowym kolonią, gdyż zaledwie 15% bankowości (liczonej zasobami finansowymi banków) pozostało już w rękach rodzimego kapitału. A w bankowości nie ma sentymentów. Gdy w czasie kryzysu włoski UniCredit miał kłopoty ratował się wydrenowaniem PeKaO S.A., którego jest właścicielem. Poza tym skąd mamy pewność, że zagraniczne banki nie faworyzują, na przykład za pomocą polityki kredytowej, firm ze swojego kraju? Przesłanką do postawienia takiego pytania jest historia fabryki makaronów Malma.

Po trzecie często prywatyzowano nie prywatyzując. Telekomunikacja Polska oraz sieć Idea zostały sprzedane państwowej (francuskiej) spółce France Telekom (właściciel marki Orange). Dlaczego Francuzi swoje telekomy utrzymują w formie firm państwowych, a my musieliśmy je „sprywatyzować”? Nie ma to chyba uzasadnienia biznesowego, bo przecież sieci komórkowe w Polsce rozwijały się razem ze ścisłą czołówką europejską. Nie mieliśmy tu zaszłości, weszliśmy razem z innymi i byliśmy jednymi z najlepszych.

Z drugiej strony mamy do czynienia z szeregiem ulg podatkowych serwowanych zagranicznym koncernom w zamian za to, że raczą założyć u nas fabrykę. Dlaczego tych pieniędzy nie przeznacza się na wspieranie polskich przedsiębiorców, którzy często muszą potem walczyć z tymi zagranicznymi? Nie mówiąc o tym, że z ulg korzystają u nas zagraniczni inwestorzy z takich branż jak handel, gdzie nie powinno być w ogóle mowy o ulgach.

Chaotyczne prywatyzowanie i faworyzowanie „zagranicznych inwestorów” nie jest poparte rachunkiem ekonomicznym, nie mówiąc już o kosztach społecznych. Jest wyłącznie wynikiem politycznej ideologii. Jakaś wpływowa grupa ludzi w Polsce wierzy, że prywatyzowanie jest dobre dla gospodarki. Wierzą, że „przyciąganie zagranicznych inwestorów” jest dobre dla naszych (czy ich?) portfeli.

Nietrudno dopatrzyć się w tym przeświadczeniu jakiegoś cienia PRL-u. Wtedy „zachodni produkt” z automatu oznaczał „lepszy produkt”. Państwowe to było niczyje i źle zarządzane. Ale PRL skończył się ponad 20 lat temu. Czas chyba zacząć myśleć kategoriami tu i teraz. A współcześnie świat powraca do patriotyzmu gospodarczego. Odczuliśmy to na własnej skórze, gdy Fiat zabrał produkcję Pandy do Włoch.

Czy polscy pracownicy pracowali gorzej od włoskich? Wręcz przeciwnie. Prezes Fiata przyznał, że decyzja nie miała uzasadnienia ekonomicznego, tylko chodziło o to, żeby dawać pracę ludziom we Włoszech. Obecnie produkcję do własnego kraju przywracają  Ford i  Apple a amerykańska sieć Walmart zobowiązuje się, do kupowania określonego % towarów na amerykańskim rynku. Niektóre kraje po prostu nigdy nie przestały był patriotyczne gospodarczo (Francja, Niemcy, Skandynawia). Warto zauważyć, że cały czas mówimy o krajach, które są od nas bogatsze i do poziomu których ciągle staramy się dobić. Ile to już lat? Może po prostu do tej pory robiliśmy to źle?

 

DQ80251 przywita Merkel i Tuska

dcdHonover

Najszybszy na świecie procesor z rodziny 8051 uświetni uroczystość otwarcia tegorocznych targów CeBIT w Hanowerze. Polski układ, zaprojektowany przez Digital Core Design, będzie jednym z czterech urządzeń zaprezentowanych kanclerz Angeli Merkel i premierowi Donaldowi Tuskowi, którzy 5 marca dokonają otwarcia tegorocznych targów. Procesor z Bytomia będzie reprezentował polskie dokonania w branży IT, promując Polskę jako kraj partnerski CeBIT 2013.

DQ80251 jest najszybszym na świecie procesorem z rodziny 8051, zaprojektowanym przez bytomskie laboratoria Digital Core Design. O układzie stało się głośno na początku 2012 roku, gdy firma poinformowała o stworzeniu układu, który był ponad 50. razy bardziej wydajny od standardu stworzonego przez firmę Intel. – Na stoisku narodowym podczas tegorocznego Cebitu zaprezentujemy ten sam układ, ale w nowej odsłonie – mówi Jacek Hanke, prezes Digital Core Design – dzięki pracy naszych inżynierów, zoptymalizowaliśmy działanie procesora, dzięki czemu jest w chwili obecnej ponad 66 razy szybszy od standardowego układu 8051.

Co to oznacza w praktyce?  – Nasz procesor wykonuje więcej operacji, w krótszym czasie i przy mniejszym zużyciu energii,  a o to przecież właśnie chodzi we współczesnej elektronice – dodaje Hanke.

Procesory z rodziny 8051 są najprawdopodobniej najpopularniejszym typem procesorów przemysłowych w historii. Praktycznie w każdym komputerze działa jeden główny procesor, wokół którego może działać od kilkunastu do kilkudziesięciu mikroprocesorów 8051. Mało kto też wie, że niemal w każdej karcie SIM w naszym telefonie znajduje się właśnie… układ 8051, a ponad połowa urządzeń USB (w tym popularnych pendrive) wykorzystuje procesory z tej rodziny. Nic więc dziwnego, że ostrożne szacunki mówią o co najmniej kilkudziesięciu miliardach urządzeń elektronicznych zbudowanych z wykorzystaniem tych układów, z czego około 250 milionów zostało zaprojektowanych przez Digital Core Design.

Bytomscy inżynierowie od 1999 roku (założenie firmy) zaprojektowali ponad 70 różnych rozwiązań, które znajdują zastosowanie m.in. w satelitach, samolotach, samochodach, urządzeniach przemysłowych, czy wreszcie w elektronice użytkowej. W efekcie, architektury opracowane przez Digital Core Design zostały licencjonowane klientom takim jak Intel, Sony, Philips, czy Siemens.

Ile jesteśmy w stanie zagospodarować z pieniędzy UE?

logo PŚ

Czy ma znaczenie, ile rząd wynegocjuje z unijnego budżetu? Mniejsze niż się wydaje. Na 10 euro, które zostanie nam przyznane w budżecie, 7 natychmiast wróci do starych krajów UE w postaci kontraktów dla tamtejszych firm. Być może właśnie dlatego koszt budowy autostrad jest w Polsce taki wysoki (budujemy drożej niż np.: w Danii), bo płacimy firmom zachodnim a nie polskim. Z pozostałych 3 euro, które na jakiś czas zostaje w polskim obiegu gospodarczym, część też umknie, bo to, co Polak zarobi, wyda w Lidlu, Biedronce czy Auchan (żadna z tych sieci nie jest polska, więc zysk i część podatków może wyprowadzać z Polski).

Dlatego ważniejsze od tego, ile jesteśmy w stanie wynegocjować z budżetu UE jest to, ile umiemy zatrzymać w obiegu naszej, polskiej gospodarki. Czy umiemy stworzyć legalne mechanizmy, które pozwolą bardziej wspierać nam polskich przedsiębiorców? Polski rząd ma w tej kwestii częściowo związane ręce (chociaż mniej niż twierdzi, bo kiedy upadały polskie stocznie, polski rząd tłumaczył to ograniczeniami w zakresie pomocy publicznej nakładanymi przez przepisy UE, a tymczasem rząd niemiecki swoje stocznie dotował i teraz statki buduje się w Niemczech).

Zwykle kiedy nie można liczyć na oficjalne czynniki, pozostają tylko inicjatywy oddolne i pozarządowe. Jedną z nich jest Polski Ślad. Program opiera się na zasadzie pomocniczości, którą można by streścić jako „preferujemy nasze, ale bez zbytniego fanatyzmu”. Polacy chętnie wybieraliby produkty polskie… gdyby wiedzieli, które są polskie. Ostatnie 20 lat namieszało w naszej gospodarczej świadomości. Sprzedane zostały zagranicznym koncernom takie marki, jak Wedel, Biedronka, Tyskie, Lech, Żywiec, Idea (dziś Orange), Era (dziś T-Mobile), większość banków. Jednocześnie jednak przedsiębiorczość Polaków pozwoliła zachować część marek i rozwinąć zupełnie nowe.

Przekazujemy apel od Polskiego Śladu do polskich przedsiębiorców. Rejestrujcie się (Strefa Przedsiębiorcy) i pozwólcie tym samym konsumentom świadomie wybierać Wasze produkty.

Do kogo trafiają dotacje unijne dla Polski?

a2

W polskim parlamencie trwają prace nad specustawą, której przepisy, zgodnie z pomysłem ministra transportu Sławomira Nowaka, mają pomóc podwykonawcom, którzy pracowali przy budowie dróg i autostrad, ale ze względu na bankructwo firmy wykonawczej nie otrzymali zapłaty za swoją pracę. Ustawa dość gładko przeszła przez Sejm, natomiast problem rozpoczął się w Senacie, ponieważ została ona skrytykowana przez senatora Platformy Obywatelskiej, która przecież ustawę przygotowała. Proponuję jednak na moment zostawić emocje i smaczki polityczne wokół tej sprawy i przyjrzeć się jednej wypowiedzi pracownika Ministerstwa Transportu:
To działanie celowe, żeby tym kryterium ściągnąć do Polski zagraniczne firmy budowlane. Polacy wiedzą, że za tak niskie ceny nie da się budować. Nie ryzykują, bo nie stoją za nimi gigantyczne koncerny. Wystarczy spojrzeć na to, kto buduje w Polsce drogi jako główny wykonawca. Wszystko to zagraniczne firmy. I pieniądze, które UE przydziela nam na rozwój, wracają do kasy niemieckiej, francuskiej czy hiszpańskiej”.

To znamienne wyznanie – przedstawiciel jednej z ważnych polskich instytucji rządzących przyznaje, że pieniądze, o które nasi politycy tak walczą w Brukseli, potem jeszcze energiczniej się chwalą tym, że je wywalczyli tak naprawdę służą temu, żeby niemieckie czy francuskie koncerny mogły te pieniądze zarobić. Te pieniądze mogłyby długo krążyć w obiegu polskiej gospodarki, gdyby warunki przetargów unijnych były ustalane inaczej. Polski budowlaniec płaciłby w Polsce za polskie produkty. Z tego podatki trafiałyby do polskiego fiskusa za co rząd mógłby dalej budować lubo podnosić poziom szkolnictwa, służby zdrowia. Tymczasem obieg unijnych dotacji dla Polski przypomina kredyt hipoteczny (dla niewtajemniczonych: osoba, która dostaje taki kredyt nie widzi go na swoim koncie, bo od razu trafia on na konto sprzedającego/dewelopera) – Polska dostaje jakieś pieniądze, które w szybkim tempie trafiają na konta zagranicznych koncernów, które wydadzą je już u siebie w kraju, zapłacą tam podatki dzięki czemu Niemcy czy Francuzi będą mieli jeszcze lepsze szkolnictwo i jeszcze lepszą służbę zdrowia i będą mogli wybudować lub naprawić jeszcze więcej dróg.

Jest coś niezdrowego w tym, że polski rząd układa specyfikacje tak, aby były szkodliwe dla polskich firm.

Jednolity patent europejski szkodzi polskim firmom! Wyślij petycję.

czerwony telefon

Trwają rozmowy dotyczące przystąpienia Rzeczypospolitej Polskiej do jednolitego patentu europejskiego. Wszystko wskazuje na to, że byłaby to szkodliwa dla Polski umowa. Według rzeczników patentowych, PKPP Lewiatan, Business Centre Club, Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, NSZZ „Solidarność” oraz licznej grupy naukowców jednolity patent będzie faworyzował międzynarodowe koncerny i postawi w dużo gorszej pozycji polskie firmy. Stanie się tak, bo zgłoszenia patentu można dokonać w języku angielskim, niemieckim lub francuskim. Więc koszty tłumaczeń będą trudne do udźwignięcia dla mniej zamożnych polskich firm. Patent zgłoszony gdziekolwiek w Europie ma automatycznie obowiązywać we wszystkich państwach, które przystąpią do porozumienia. W związku z tym każda firma, zanim zacznie produkcję nawet tylko na polski rynek, będzie musiała zainwestować w przeszukanie tysięcy dokumentów, by sprawdzić, czy dane rozwiązanie nie zostało już opatentowane w innym kraju.

„Czeka nas czwarty rozbiór Polski. Tym razem dokonany na naszej gospodarce”  – tak skomentowała możliwość przystąpienia do jednolitego patentu europejskiego Anna Korbela, prezes Izby Rzeczników Patentowych.

Spróbujmy to zatrzymać! Czasami masowy sprzeciw „otrzeźwia” trochę polityków. Wyślij proszę poniższą petycję do Ministra Administracji i Cyfryzacji oraz do Premiera RP Donalda Tuska. To w ich rękach leży możliwość przystąpienia lub nie do jednolitego patentu.

Podaj swoje imię i nazwisko oraz adres email, następnie kliknij „Wyślij”.

STOP jednolitemu patentowi europejskiemu

406 signatures

Poleć petycję znajomym

 

„W całej Europie nie ma drugiego kraju, który by tak lekkomyślnie sprzedał banki”.

bank-placowka

Na portalu Niezalezna.pl ukazał się artykuł autorstwa profesora Andrzej Zybertowicza. Chciałbym zwrócić uwagę na przytoczony przez autora fragment ze słynnych, nagranych rozmów byłego premiera RP Józefa Oleksego z biznesmenem Aleksandrem Gudzowatym:
„Przekręty szły, tak (…) w bankach zrobiono krętactwo, tylko naukowe. (…) W całej Europie nie ma drugiego kraju, który by tak lekkomyślnie sprzedał banki”.

Oleksy jako były premier i osoba z dostępem do informacji tajnych wie więcej niż przeciętny obywatel, myślę, że również więcej niż przeciętny dziennikarz.

Wtedy dziennikarze skupili się na wulgarnym języku rozmówców – ten fragment w mediach być może ukazał się po raz pierwszy. A przecież przekaz w nim zawarty mówi nam o naszej sytuacji gospodarczej więcej niż tysiące stron ekonomicznych publikacji i wystąpień Ministra Finansów. Wynika z niego, że jeden z kluczowych sektorów polskiej gospodarki został po prostu Polakom ukradziony.Zastanawiam się czy kogoś kto bierze kredyt, zakłada konto lub lokatę w jednym z tych „lekkomyślnie sprzedanych bankach” nie można porównać do delikwenta kupującego kradziony towar od złodzieja.

Nie wierzę, że sprzedane, polskie, banki można będzie łatwo odzyskać. O takich próbach mówiło się przy okazji wystawienia na sprzedaż przez Irlandczyków banku BZ WBK. Plan był taki, żeby PKO BP, który jest jeszcze pod kontrolą polskiego rządu wykupił BZ WBK tworząc tym samym bardzo silny bank w rejonie Europy Środkowej i Wschodniej. Rząd jednak wolał pieniądze przeznaczyć na łatanie dziury budżetowej i BZ WBK został przejęty przez hiszpańskiego Santandera.

Walka o polskich sektor bankowy to gra zespołowa. Tu naprawdę wszyscy jesteśmy reprezentacją. Wyobraźmy sobie jak spadnie wartość zagranicznych banków działających w Polsce, gdy większość z nas przeniesie swoje konta do Kas Stefczyka, banków spółdzielczych lub do PKO B.P. O ile nasze marzenia o lepszej jakości życia traktujemy poważnie to musimy odzyskać banki, ponieważ dla współczesnych gospodarek stanowią one niezbędny fundament. Najwyraźniej wszyscy poza nami zdają sobie z tego sprawę, ponieważ chyba nie ma w UE kraju, który taki procent sektora bankowego oddałby w obce ręce.

Czytaj także Kolonializm bankowy.

Ratujemy hiszpańskie banki – kto uratuje polskie?

PKOBP

Rząd hiszpański prosi o pomoc w ratowaniu swoich banków. Prawdopodobnie ją dostanie. W Polsce zaangażowany jest największy hiszpański bank, Santander. Należy do niego były BZ WBK, któreg próbował przejąć PKO B.P. jednak rząd chyba wolał, żeby największy polski bank wypłacił dywidendę (której Skarb Państwa otrzymuje najwięcej) niż, żeby konsolidował polski rynek bankowy w rodzimych rękach. Mamy więc ciekawą sytuację: Santander prowadzi ekspansję w Europie (poza Polską również w Szkocji i Niemczech), a z drugiej strony otrzyma pomoc od… no właśnie od kogo?

Instytucje, które udzielą Hiszpanii pożyczki, liczą na zwrot. Santander będzie musiał wyprowadzić zyski między innymi z Polski. Pewnego dnia. Coraz bardziej wygląda na to, że w czasie kryzysu nie opłaca się być „zieloną wyspą”, bo zielona wyspa ponosi koszty a nie dostaje wsparcia. Wydaje się, bowiem, że skoro hiszpańskie banki mają problemy to powinny wystawić się na sprzedaż i być może wtedy to PKO B.P., bank z kraju, który oparł się kryzysowi, mógłby kupić Santandera.

Czytaj również: Drenowanie polskich banków

Patent

Pierwszy polski patent w II RP: łopata piekarska

Patent to narzędzie równie groźne jak broń atomowa. Na patenty walczą dziś najwięksi tego świata: korporacje i wielkie gospodarki narodowe. Generałami tych bojów są super-prawnicy a polami bitew sądy. Przegrani mogą być odesłani w gospodarczy niebyt, przejęci lub zlikwidowani. Zwycięzcy biorą wszystko. Chyba, że zwycięzcy nie ma – wtedy przeciwnicy wycofują się „na z góry upatrzone pozycje”. Kiedy w 2009 roku Apple oskarżył Nokię o naruszenie patentu na interfejs fińska firma odpowiedziała oskarżeniem o naruszenie trzech patentów z zakresu transmisji danych i głosu. Doszli do ugody. Na świecie rocznie patentowanych jest ponad 150 tys. wynalazków z czego niemal 1/3 w Stanach Zjednoczonych a kolejna 1/5 w Japonii i kolejna 1/6 w Niemczech. To oznacza, że tylko te trzy kraje składają ponad połowę patentów. W Polsce rocznie patentuje się około 3000 wynalazków.

W związku z tym, że patent jest ograniczony terytorialnie patent ważny w Polsce może nie być ważny za oceanem. Dlatego w Unii Europejskiej trwają prace nad jednolitym patentem unijnym. Unia Europejska jest jednak instytucją, która zapewnia równość państw… o ile te państwa chcą o tę równość powalczyć. Problem dla polskich przedsiębiorców z patentem jednolitym w UE polega na tym, że dokumenty patentowe publikowane byłyby tylko w języku angielskim, francuskim lub niemieckim. Co to oznacza? Dla polskiego przedsiębiorcy oznacza to konieczność przekopywania się przez obcojęzyczne dokumenty. To oznacza koszty i stratę czasu, a więc obniża konkurencyjność polskich przedsiębiorstw. Przeciwko temu rozwiązaniu protestują naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie (napisali w tej sprawie list do premiera Donalda Tuska), a Polska Izba Rzeczników Patentowych twierdzi, że jeśli rząd ostatecznie przyjmie jednolity patent, w ciągu 8–10 lat upadnie około 80 procent polskich przedsiębiorstw.Na stronie PIRP możemy przeczytać oświadcznie:

„ W najbliższym czasie planowane jest przyjęcie regulacji prawnych, które znacząco zmienią gospodarczy obraz Europy. Beneficjentem tych regulacji będą wybrane państwa wysoko rozwinięte technologicznie, mające silny potencjał rozwoju technicznego i dysponujące znacznymi środkami na badania i rozwój, a zwłaszcza duże międzynarodowe koncerny. W praktyce, przyjęcie tych regulacji sprowadzi polskiego przedsiębiorcę do roli odtwórcy korzystającego z obcych wynalazków kosztem ponoszenia opłat licencyjnych. Konkretne, planowane regulacje przenoszą ryzyko prawne związane z domniemanym naruszeniem praw z patentu na polskich przedsiębiorców, co wprost przekłada się na wzrost kosztów prowadzenia działalności oraz zmniejszenie zdolności konkurowania z podmiotami zagranicznymi i to na terytorium ich własnego kraju. Wspomniane ryzyka dotkną wszystkich polskich przedsiębiorców, w tym mikro, małych i średnich. Również takich, których działalność nie wykracza poza terytorium Rzeczpospolitej Polskiej, a nawet ma charakter lokalny.
Czas Powiedzieć „NIE” rozwiązaniom, które zagrażają rozwojowi Polski! Jeszcze jest czas żeby się wycofać nie naruszając jakichkolwiek zobowiązań – trzeba to jednak zrobić przed przyjęciem rozporządzeń z pakietu patentowego.”

W demokracji obrona interesów bardzo często wymaga przekroczenia tzw. „masy krytycznej” – gdy sprawą interesuje się wystarczająco wiele osób rządy i inne instytucje decyzyjne uginają się. Inicjatywa PIRP zasługuje na poparcie. Przekazujmy tę wiedzę dalej. A tym razem trzeba zwrócić uwagę, że wchodzimy do paktu, którego nie będziemy beneficjentem? Kim więc będziemy? Niewolnikiem? Zdaniem Mieczysława Golba, przewodniczącego Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii Sejmu RP pakt dotyczący jednolitego patentu dla Polski może być groźniejszy niż zapisy ACTA.