Tag Archive for tradycja

Czy jesteśmy dumni ze swojej kultury?

ludowe

Kultura i gospodarka często idą w parze, chociaż nie zawsze. Doskonałym wzorem do naśladowania są Amerykanie, którzy ze sprzedaży swoich wzorów kulturowych zrobili bardzo dochodowy sektor. Są kraje, takie jak Jamajka, które mimo, że biedne gospodarczo są kulturową (głównie muzyczną) potęgą. Są też kraje, które wydają się odcinać od swojej spuścizny kulturowej. W tym podejściu tradycja to obciach i należy się od niej odcinać. Przyszłość ma zapewnić oświecone „nowe”. To podejście do granic absurdu wdrażano w byłym bloku wschodnim, ze Związkiem Radzieckim na czele.

Nie umiem odpowiedzieć, czy my, dzisiejsi Polacy jesteśmy dumni ze swojej historii, czy nie. Podobno w większości pochodzimy od chłopów, więc niech jakimś wskaźnikiem naszego nastawienia do naszego tła kulturowego będzie to, jak odbieramy uwspółcześnione wersje „songów”, które towarzyszyły naszym przodkom, tak jak nam dziś towarzyszą głównie anglojęzyczne pieśni zapuszczane przez popularne rozgłośnie radiowe. Różnica może jeszcze jest taka, że oni wtedy śpiewali, a my już tylko słuchamy.


The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

Fasola z orzełkiem…

Polska fasola z orzełkiem

Dziś o fasolce z orzełkiem. Najpierw rys historyczny zaczerpnięty ze strony Ministerstwa Rolnictwa:
„Polska fasola z orzełkiem ma niezwykłą i długą historię. Już na pierwszy rzut oka wywołuje zdumienie i urzeka kształtem. Jej białe nasiona natura ozdobiła oryginalnym znamieniem w kolorze wiśniowo-czerwonym w kształcie „orzełka”. Co więcej, na niektórych ziarnach, nad orzełkiem, występuje niewielka plamka, przypominająca koronę polskiego godła. Według przekazów ustnych na Sądecczyznę fasola trafiła z dawnych kresów wschodnich. W okresie zaborów traktowano ją tam jako symbol patriotyczny. Tak też postrzegali ją zaborcy represjonując tych, którzy ją uprawiali. Z tego powodu zwykle sadzono ją w tajemnicy, pośród ziemniaków, aby nie była widoczna. W ten sposób przetrwała do czasów niepodległości. Wyrazem tradycji patriotycznych związanych z tą fasolą był także zwyczaj przygotowywania z niej przynajmniej jednej potrawy wigilijnej. Patriotyczne znaczenie tej niezwykłej fasoli potwierdzają źródła historyczne. Prof. dr Kazimierz Roupert w artykule „Polska fasola z orzełkiem” z 1923 roku przywołuje pamięć o podobnych odmianach fasoli uprawianej w XIX w. z pobudek patriotycznych w różnych rejonach Polski. „(…) Będąc małym chłopcem natknąłem się na Kujawach na ciekawą rzecz, która mnie ogromnie przejęła: w Plebance, opodal znanej miejscowości kąpielowej – Ciechocinka, pokazał całemu towarzystwu, bawiącemu tam na wycieczce, właściciel p. Stanisław Gębczyński, całą grządkę fasoli i przyciszonym głosem oświadczył: – To jest polski „szablak z orzełkiem”. Dostaliśmy wtedy kilka strąków, tej tycznej fasoli i z nabożnem wzruszeniem rozdłubywaliśmy z bratem strąki, by – ku naszemu wówczas rozczarowaniu – zobaczyć białe ziarna z nieregularnymi plamkami czerwonej barwy w okolicy znaczka, od strony brzusznej ziarna. Była to, jak dziś widzę, odmiana fasoli z „oczkiem”, jak wspomniana amerykańska, jeno nie zółtem, lecz czerwonem”.

Fasolka z orzełkiem jest wpisana na listę produktów regionalnych województwa małopolskiego i stąd jej opis na oficjalnych stronach rządowych. Mnie w tej historii zastanawia jak dziwne atrybuty mogą wiązać się z patriotyzmem.

Kiedy mówi się o wyjątkowej w całej historii Polski patriotycznej postawie pokoleń XIX i pierwszej połowy XX wieku, to mówi się często o „wychowaniu na trylogii Sienkiewicza”. Na pewno trylogia była ważna, ale przecież nie tylko ona inspirowała. Szukano natchnienia w różnych obszarach życia, także w wizji nowoczesności. W II Rzeczypospolitej patriotyzm przyświecał przecież wielkim projektom modernizacyjnym: Gdyni, COP-owi, budowie najnowocześniejszego samolotu (Łoś) czy pociągów (Luxtorpeda). Również w PRL-u pojawiały się projekty patriotyczne –  jak chociażby polski samochód Syrenka. Kiedy przyjrzeć się wielkim projektom ludzkości czy indywidualnym sukcesom różnych ludzi, zawsze widać stojącą za nimi wielką ideę. Patriotyzm niewątpliwie jest taką ideą, która może napędzać do ciekawych działań. Kiedy robi się coś nie tylko dla siebie, ale też dla Ojczyzny, dla potomków wtedy łatwiej znaleźć w sobie kreatywność czy wytrzymałość do dalszej pracy (także wtedy, gdy projekt nie idzie tak jak trzeba). Myślę, że tak właśnie było przez pokolenia z Polakami na Kresach sadzącymi między ziemniakami fasolę „z orzełkiem”. Dziś bycie fanem polskiej gospodarki i polskich wynalazków jest jeszcze bardziej potrzebne i jeszcze bardziej sensowne.

W globalnym świecie nadal występują narodowe produkty: fińska Nokia, niemieckie samochody, brazylijska kawa, kubańskie cygaro, węgierskie salami, francuskie wina. Nawet jeżeli część produkcji jest umiejscowiona poza macierzystym krajem, to największe zyski zawsze płyną do centrali. Czy my możemy mieć takie marki? Może to będzie najszybszy procesor na świecie z Bytomia (firma DCD), może produkty Bella (które stają się monopolistami w obszarze byłego ZSRR), może nasze piwa, które w browarach typu Kormoran czy Amber osiągają szczyty jakości, może w końcu nasza żywność, w tym może i owa fasolka z orzełkiem. Należy jednak zauważyć, że wielkie światowe marki najpierw znalazły zaufanie i zbyt u konsumentów w swoich rodzinnych krajach. To poparcie dało im siłę do ekspansji zagranicą.  Czy chcemy i umiemy zaufać naszym?

.

Kibicuję polskiej gospodarce – kupuję polskie piwa

J38825

Które piwa z dostępnych w naszych sklepach i piwiarniach są polskie?

Po co takie pytanie? Otóż nie wszyscy wiemy, że wiele polskich browarów o wiekowej tradycji i wiele piwnych marek jest obecnie w rękach zagranicznych właścicieli, co owocuje między innymi tym, że zysk ze sprzedaży tych piw w dużej części nie pozostaje w Polsce. Nasz zakup służy więc innym gospodarkom, innym społeczeństwom. Jeżeli potem dziwimy się dlaczego mamy kiepskie drogi, kiepską kolej czy kiepską służbę zdrowia pomyślmy o tym, że wybierając nie-polski produkt, sami się do tego po części przyczyniamy.

Zapraszamy zatem do quizu sprawdzającego konsumencką wiedzę na temat przynależności kapitałowej piw sprzedawanych w Polsce.

Polski browar?

Start
Twój wynik to: %%SCORE%% z %%TOTAL%% "%%RATING%%"  
Twoje odpowiedzi są podświetlone poniżej.

Gama – polska sieć sklepów

W ciekawym artykule z portalu „Nowy Obywatel” napisano na temat usieciowiania sklepów spółdzielczych:

 

Sieć handlowa nie musi być własnością wielkiego koncernu lub funduszu inwestycyjnego. Prężnie rozwija się handlowa sieć spółdzielcza pod szyldem „Gama – Tradycyjnie dobry wybór”. W pierwszym kwartale 2012 otwarto 9 nowych placówek.

Sklepy nowej sieci są  rozrzucone po całym kraju, co jest oczywiście optymistyczne, gdyż buduje w pewnym sensie efekt skali:

W Wałczu powstał drugi sklep Gama, rozbudowany, z trzykrotnie powiększoną powierzchnią sprzedaży (230 mkw.). Drugi nowy obiekt sieci, „przebrandowany” zgodnie ze standardami, otwarto w Kołobrzegu – informuje portal dla handlu.pl. Już drugą Gamę uruchomiła również spółdzielnia z Hajnówki. Wszystkie 3 spółdzielnie przekonały się do koncepcji dzięki sklepom pilotażowym, uruchomionym w poprzednim roku. – „Nowa sieć Gama łączy tradycje spółdzielczości z nowoczesnością, co skutkuje zwiększonym zainteresowaniem klientów i coraz lepszymi wynikami ekonomicznymi” – powiedziała Mieczysława Bogdanowicz, prezes Społem PSS w Hajnówce.

Jak konkludują – mocno, ale przecież zgodnie z naszym interesem – autorzy artykułu:

To świetnie. Ale nam się marzy, żeby wreszcie placówki „Społem” z całego kraju, obecnie całkiem lub częściowo niezależne od siebie, połączyły siły, poszerzyły asortyment i jakość obsługi, obniżyły ceny – i kopnęły „Biedronki”, „Lidle” i „Tesco” tak mocno, żeby wylecieli z Polski i już nie wrócili.

Może tylko cieszyć fakt, że polskie przedsięwzięcia ekonomiczne rozumieją potrzebę integracji. Co jednak ważne dla nas, chcielibyśmy wiedzieć, że Gama płaci podatki w miejscu, w którym robi interesy. Jeśli tak w istocie jest, to nie pozostaje nic innego, jak zachęcić polskich konsumentów do zostawiania swoich pieniędzy w sieci Gama.

To się nam wszystkim po prostu opłaca. Patriotyzm ekonomiczny to nie romantyczna idea, to konieczność.

Przecież nie chcemy być kolonią?

Lalanki – polskie zabawki

Lalanka

Z przyjemnością prezentuję patriotyczny projekt o nazwie LALANKA. Na stronie firmy możemy dowiedzieć, że zaczęło się od tego, „że choć sklepowe półki uginają się pod ciężarem słodkich bobasów, elegantek o figurach modelek czy pospolitych lal, nie znalazłyśmy (właścicielki – założycielki)  wyjatkowej polskiej lali, która towarzyszyłaby naszym dzieciom w dzieciństwie”.

Jako rodzicowi pozostaje mi tylko przytaknąć. Gdyby ktoś chciał otoczyć dziecko symbolami narodowymi: angielskimi, amerykańskim czy niemieckimi to W POLSCE nie będzie z tym miał problemów. T-shirty dla dzieci czy inne ubrania i gadżety z nazwami tych krajów, flagami, godłami są dość dostępne. Nie mówiąc już o tym, że napisy na ubrankach i zabawkach są chyba częściej angielskie niż polskie. Gdyby ktoś chciał sięgnąć do naszych wzorów ludowych to już w ogóle będzie ciężko – a przecież jest to kopalnia wspaniałych inspiracji.

Dwie mamy, którym leżało to na sercu stworzyły firmę i lalkę Lalankę, gdyż „było dla nas ważne, by nasza laleczka była w pełni polska – stworzona z rodzimych, ekologicznych surowców, hołdowała polskim tradycjom i uniwersalnym wartościom”.

Cóż, pozostaje mi tylko podziękować: Dziękuję!

 

 

„Polska tradycja. Polska firma. Polski ślad”

Znalazłem ciekawy film o patriotyzmie ekonomicznym. Dzielę się nim z Czytelnikami. Widać, że nie jesteśmy sami. Wielu ludzi w Polsce zaczyna myśleć o tym, jak ulepszyć nasze życie, dzięki mądrej ekonomii.

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

„Wybierając żywność tradycyjną wspierasz polskie dziedzictwo kulinarne”

Idąc po ulicy Kopcińskiego w Łodzi napotkałem sklep, który reklamował się taką tablicą:

Nigdy nie myślałem o takim argumencie na rzecz kupowania „swojej” żywności. Zawsze miałem na uwadze zagadnienie korzyści wypływających z przesłanek ekonomicznych lub zdrowotnych. Właściwie jednak, czemu nie kultura i tradycja?

Przecież kultura i tradycja są równie cennym zasobem jak zbiorniki czystej wody czy lasy.  Skoro więc te drugie mogą przynosić zyski (i powinno się o nie dbać oraz racjonalnie używać), to dlaczego nie te pierwsze wartości?

Przekonałem się. Warto dbać o polskie smaki i dziedzictwo kulinarne. Warto także z powodów merkantylnych, dla zwiększenia ilości brzęczących blaszek w naszych portfelach.

Cieszy mnie to, że takie inicjatywy są stale obecne w Polsce. Martwi jednak, że mają lokalny lub rozproszony charakter. Przydałoby się je jakoś usieciowić, wzmocnić, pójść z nimi pod strzechy i do mediów.

Jak to zrobić? Ma ktoś pomysł?

Szwejk zarabia na Czechów, czemu Zagłoba nie pracuje dla nas?

Mój znajomy odwiedził ostatnio Pragę. Praga, wiadomo, kto tam nie był? Mniejsza więc o to, co tam jest, a czego nie ma. Wśród wielu rzeczy, o których rozmawialiśmy, pojawił się również wątek kultury, niepowtarzalności, tradycji i tożsamości narodowej.

Są to zagadnienia bardzo generalne, skomplikowane i ważne, więc nie zamierzam się nawet mierzyć z nimi. Chciałbym jednak wskazać na jeden aspekt kultury narodowej, właśnie na aspekt ekonomiczny.

Otóż Czesi zarabiają na promocji swojej kultury pod każdą postacią. Wiele piwiarni i pubów nosi imię dzielnego wojaka Szwejka, a sceny z żywota tego sympatycznego – skądinąd – bohatera dekorują i tworzą nastrój miejsc, w których goście z przyjemnością pozostawiają swoje pieniądze.

 

Nie znaczy to, że cała Praga taka jest. W wielu miejscach Praga jest równie bezduszna (plastykowa, korporacyjna, żarówiasta) jak polskie miasta.

To jednak, co interesuje i przyciąga turystów jest wyjątkowe, właśnie szwejkowe. I tu przechodzimy do zarządzania cennym zasobem, jakim jest własna, narodowa kultura.

Błędem jest więc zapominanie o własnej kulturze – także w ekonomii. Zaściankowy nie jest Zagłoba – jest on oczywiście zaściankowy w dobrym rozumieniu słowa zaścianek – zaściankowe jest małpowanie stylu tak bezjakościowego, że nie wiesz już, czy jesteś w Paryżu, Nowym Jorku czy Warszawie.

Małpowanie to symbol mentalnego postkolonializmu. Twórcze prezentowanie własnej kultury, to niezależność i powód do dumy, ale także przyczyna dobrych dochodów.

Czekam więc na piwiarnie jegomościa Zagłoby, karczmy grunwaldzkie czy tawerny marynarzy spod Oliwy.

To dzięki takiemu umiejętnemu wykorzystaniu naszej kultury nie tylko poczujemy własną wartość, ale przede wszystkim przekonamy cudzoziemców do tego, że warto pieniądze wydać u nas, w Rzeczypospolitej Pana Zagłoby.

Festiwal projektowania w Łodzi

W dniach 20-30.10 odbędzie kolejny Łódź Design Festiwal, który chyba znowu pokaże twórczą moc estetyki prosto z Polski. Zeszłoroczny festiwal, na którym miałam okazję być, jest wydarzeniem systematycznie podnoszącym rangę polskich projektów i estetyki typowej dla naszego kraju, a mało do tej pory promowanej. W tegorocznym konkursie Make Me!, w którym wybierane są prace różnych artystów – wyróżnione zostały m.in. projekty – 100years.pl oraz ekologiczne kafle Caldo.

Na marginesie przeszłych i przyszłych wydarzeń festiwalowych (jak zawsze są one mieszanką konkursu, wystaw tematycznych i targów sztuki użytkowej) warto podkreślić, że widać wyraźnie jak branża projektowania i wzornictwa przemysłowego staje się potencjalnie coraz mocniejszą stroną polskich produktów i partnerem dla promowania polskiego biznesu w świecie.

Dzisiaj to właśnie czasopisma wnętrzarskie (ELLE DECO) czy specjalistyczne magazyny skierowane do grafików i projektantów (jak 2+3D) podejmują bardzo aktywnie tematykę rozwoju młodych, polskich twórców oraz osiągnięć przedwojennych projektantów mebli, ceramiki, wzornictwa przemysłowego. Np. w dodatku do EllE Deco (nr paździenik-listopad) możemy zobaczyć wybór „Top 10 polskiego designu” (tytuł artykułu może mało trafiony..), a w nim zdjęcia sportowej syreny z lat 60., ludowego dywanu-wycinanki Mohohej!, czy polskiego parowozu z otuliną aerodynamiczną (projekt PM36-1 z 1937 roku). To w tych czasopismach dowiadujemy się o tym, jak cenione są przez kolekcjonerów porcelanowe figurki z Ćmielowa oraz które wzory fajansu z Bolesławca najlepiej sprzedają się w Japonii.

Być może więc to właśnie ten nie-polsko brzmiący „dizajn” będzie sprzymierzeńcem w promowaniu patriotyzmu konsumenckiego?