Tag Archive for rynki

Kibicuję polskiej gospodarce – kupuję polskie piwa

J38825

Które piwa z dostępnych w naszych sklepach i piwiarniach są polskie?

Po co takie pytanie? Otóż nie wszyscy wiemy, że wiele polskich browarów o wiekowej tradycji i wiele piwnych marek jest obecnie w rękach zagranicznych właścicieli, co owocuje między innymi tym, że zysk ze sprzedaży tych piw w dużej części nie pozostaje w Polsce. Nasz zakup służy więc innym gospodarkom, innym społeczeństwom. Jeżeli potem dziwimy się dlaczego mamy kiepskie drogi, kiepską kolej czy kiepską służbę zdrowia pomyślmy o tym, że wybierając nie-polski produkt, sami się do tego po części przyczyniamy.

Zapraszamy zatem do quizu sprawdzającego konsumencką wiedzę na temat przynależności kapitałowej piw sprzedawanych w Polsce.

Polski browar?

Start
Twój wynik to: %%SCORE%% z %%TOTAL%% "%%RATING%%"  
Twoje odpowiedzi są podświetlone poniżej.

Gama – polska sieć sklepów

W ciekawym artykule z portalu „Nowy Obywatel” napisano na temat usieciowiania sklepów spółdzielczych:

 

Sieć handlowa nie musi być własnością wielkiego koncernu lub funduszu inwestycyjnego. Prężnie rozwija się handlowa sieć spółdzielcza pod szyldem „Gama – Tradycyjnie dobry wybór”. W pierwszym kwartale 2012 otwarto 9 nowych placówek.

Sklepy nowej sieci są  rozrzucone po całym kraju, co jest oczywiście optymistyczne, gdyż buduje w pewnym sensie efekt skali:

W Wałczu powstał drugi sklep Gama, rozbudowany, z trzykrotnie powiększoną powierzchnią sprzedaży (230 mkw.). Drugi nowy obiekt sieci, „przebrandowany” zgodnie ze standardami, otwarto w Kołobrzegu – informuje portal dla handlu.pl. Już drugą Gamę uruchomiła również spółdzielnia z Hajnówki. Wszystkie 3 spółdzielnie przekonały się do koncepcji dzięki sklepom pilotażowym, uruchomionym w poprzednim roku. – „Nowa sieć Gama łączy tradycje spółdzielczości z nowoczesnością, co skutkuje zwiększonym zainteresowaniem klientów i coraz lepszymi wynikami ekonomicznymi” – powiedziała Mieczysława Bogdanowicz, prezes Społem PSS w Hajnówce.

Jak konkludują – mocno, ale przecież zgodnie z naszym interesem – autorzy artykułu:

To świetnie. Ale nam się marzy, żeby wreszcie placówki „Społem” z całego kraju, obecnie całkiem lub częściowo niezależne od siebie, połączyły siły, poszerzyły asortyment i jakość obsługi, obniżyły ceny – i kopnęły „Biedronki”, „Lidle” i „Tesco” tak mocno, żeby wylecieli z Polski i już nie wrócili.

Może tylko cieszyć fakt, że polskie przedsięwzięcia ekonomiczne rozumieją potrzebę integracji. Co jednak ważne dla nas, chcielibyśmy wiedzieć, że Gama płaci podatki w miejscu, w którym robi interesy. Jeśli tak w istocie jest, to nie pozostaje nic innego, jak zachęcić polskich konsumentów do zostawiania swoich pieniędzy w sieci Gama.

To się nam wszystkim po prostu opłaca. Patriotyzm ekonomiczny to nie romantyczna idea, to konieczność.

Przecież nie chcemy być kolonią?

Lalanki – polskie zabawki

Lalanka

Z przyjemnością prezentuję patriotyczny projekt o nazwie LALANKA. Na stronie firmy możemy dowiedzieć, że zaczęło się od tego, „że choć sklepowe półki uginają się pod ciężarem słodkich bobasów, elegantek o figurach modelek czy pospolitych lal, nie znalazłyśmy (właścicielki – założycielki)  wyjatkowej polskiej lali, która towarzyszyłaby naszym dzieciom w dzieciństwie”.

Jako rodzicowi pozostaje mi tylko przytaknąć. Gdyby ktoś chciał otoczyć dziecko symbolami narodowymi: angielskimi, amerykańskim czy niemieckimi to W POLSCE nie będzie z tym miał problemów. T-shirty dla dzieci czy inne ubrania i gadżety z nazwami tych krajów, flagami, godłami są dość dostępne. Nie mówiąc już o tym, że napisy na ubrankach i zabawkach są chyba częściej angielskie niż polskie. Gdyby ktoś chciał sięgnąć do naszych wzorów ludowych to już w ogóle będzie ciężko – a przecież jest to kopalnia wspaniałych inspiracji.

Dwie mamy, którym leżało to na sercu stworzyły firmę i lalkę Lalankę, gdyż „było dla nas ważne, by nasza laleczka była w pełni polska – stworzona z rodzimych, ekologicznych surowców, hołdowała polskim tradycjom i uniwersalnym wartościom”.

Cóż, pozostaje mi tylko podziękować: Dziękuję!

 

 

W poszukiwaniu rynków zbytu – kierunek Łotwa!

Eksport rodzimych produktów w każdym kraju stanowi fundament zdrowej gospodarki, czego dobitnym dowodem są Niemcy budujące potęgę właśnie na sprzedaży swoich towarów i technologii do innych krajów. Dla polskich firm wiele rynków zachodnich wydaje się być dziś z oczywistych powodów zamkniętymi (np. te rynki, gdzie funkcjonują silne narodowe monopole w danej branży), czy też trudno dostępnymi (tam, gdzie trendy konsumenckie nie dopuszczają towarów „nie-swoich”). Dodatkowo, jak pokazują przykłady wielu przedsiębiorstw starających się o wejście do innych krajów, brakuje w naszym państwie dobrych systemów wsparcia eksportu i promocji polskich firm za granicą.

Tym ciekawszy i wart zwrócenia uwagi wydaje się przypadek opisany przez portal „Kurier Galicyjski”, a mianowicie rynek łotewski. Jak pisze „Kurier…”:
Polsko-łotewskie obroty handlowe osiągnęły w roku 2011 rekordowy poziom około 1,4 mld euro – według statystyk łotewskiego GUS. Nadwyżka polskiego eksportu nad importem wynosiła około 350 mln euro, przy poziomie eksportu na poziomie ok. 850 mln euro. Portal podaje, że obecnie na Łotwie działa już około 100 polskich firm i cieszą się one dosyć sporym powodzeniem, a nasz kraj jest szóstym w kolejności partnerem handlowym Łotwy w międzynarodowym obrocie.

Atutem tego rynku jest z pewnością przychylność państwa łotewskiego dla sektora MŚP i silne dążenie do utrzymania klarownych standardów w gospodarce. Nie można zapominać także o 60-tys. Polonii stanowiącej (jak można domniemywać) naturalną pulę konsumentów polskich towarów.

W takiej sytuacji z pewnością wiele polskich firm MŚP budujących swoją markę w oparciu o skojarzenia z polskością i dobrą jakością np. z branży spożywczej (regionalne browary, producenci żywności ekologicznej) mogą docelowo rozważać rynek łotewski jako obszar swojej ekspansji zagranicznej. Ich sukces zależeć oczywiście będzie od wielu czynników, także od jakości wsparcia ze strony polskich instytucji publicznych zajmujących się promocją eksportu.

 

Rynek badań w Polsce

rynekbadan

Wiedza to władza. W nowoczesnym społeczeństwie wiedza jest bardzo ważnym kapitałem. Zresztą nie tylko w nowoczesnym. Społeczeństwa, która wyprzedzały wiedzą zgarniały często premię za pierwszeństwo. Obecnie wiedzę gromadzi się bez przerwy i wszędzie. Agencje badawcze śledzą trendy w każdej dziedzinie życia: preferencje wyborcze, zachowania młodzieży, pracujących, bezrobotnych, seniorów, czytelnictwo prasy, oglądanie tv, użytkowanie internetu, konsumpcja, zarobki, opinie na setki tematów itd.

Ranking firm badawczych 2011 wg raportu dla OFBOiR

Rynek badań w Polsce to nawet 750 mln złotych rocznie (szacunek roku 2011 wg raportu wykonanego na zlecenie Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku). Od roku 2004 dodatkowo wzmacniany zleceniami obsługującymi społeczne projekty finansowane z UE. Najlepiej zarabiająca 18-stka firm tej branży wypracowuje około 75% obrotów całej branży badawczej. W rankingu przychodów w roku 2011 pierwsze 6. miejsc zajmują firmy kontrolowane przez kapitał zagraniczny i tylko one obejmują około 60% całego rynku badawczego. Światowe centrale tych firm mieszczą się w U.S.A. (Millword Brown i ACNielsen), Niemczech (GFK), W. Brytanii (TNS OBOP i Pentor) oraz Francji (IPSOS). W sumie ponad 80% przychodów w tej branży ściągają z polskiego rynku firmy zagraniczne. Oznacza to, że część środków, które wpływają do Polski na projekty badawcze z UE od razy wypływa w postaci zysku firm, które te projekty prowadzą. Krótko mówiąc: polskie społeczeństwo jest badane głównie przez podmioty zagraniczne. Oprócz oczywistych skutków finansowych (zyski wypływające za granicę) może to mieć również trudne do przewidzenia efekty strategiczne – wiedza o Polsce, która jest łatwo dostępna dla marketingowców na całym świecie.

Kiedy Orlen będzie globalną firmą?

orlen_stacja

Dziennik Gazeta Prawna zapowiada przywrócenie na rynek marki stacji paliwowych Aral. Aral kapitałowo należy do brytyjskiego BP, ale do końca XX wieku była marką niemiecką.  Niemieccy kierowcy do dziś są do niej bardzo przywiązani i właśnie na tym przywiązaniu menadżerowie BP w Polsce opierają strategię przywracania marki Aral, którą około 10 lat temu zlikwidowali w Polsce (istniało wtedy ponad 100 stacji Aral). Przywracanie marki Aral odbywa się tylko w rejonie przygranicznym z Niemcami, ponieważ to głównie kierowcy naszego zachodniego sąsiada mają tankować na Aral. Tankowanie w Polsce stało się ostatnio opłacalne dla Niemców mieszkających przy granicy, ponieważ mimo rosnących cen paliw w Polsce są one jeszcze tańsze niż na stacjach w Niemczech. Fakt, że wielki światowy koncern (BP to trzecia firma w branży paliwowej na świecie) wprowadza takie rozwiązanie jak przywracanie niemieckiej marki na terenie Polski bardzo dobrze świadczy o patriotyzmie konsumenckim niemieckich kierowców (aczkolwiek niezbyt dobrze o ich konsemenckiej świadomości – Aral już niemiecki nie jest).

stacja Star

Zastanawiam się czy polscy kierowcy tankujący w Niemczech mają podobny poziom patriotycznej motywacji co ich niemieccy koledzy tankujący w Polsce. Możliwości nie brakuje. Polska firma Orlen posiada w Niemczech sieć 485 stacji pod marką Star. Pytanie dlaczego Star a nie Orlen pozostaje zagadką na inny wpis. Na razie pozostaje otwartym pytanie czy jest szansa, żebym jadąc na wakacje do Hiszpanii mógł tankować tylko na polskich stacjach? Innymi słowy: czy Orlen ma potencjał globalnego rozwoju? Może ten rozwój powinien jednak iść na zachód – gdzie mieszka Polaków coraz więcej niż na wschód (Możejki), gdzie jest nas coraz mniej. Pytanie tylko czy my jako społeczeństwo i jako konsumenci jesteśmy dobrą bazą do globalnego skoku takiej firmy jak Orlen. Sukces globalny wszystkich firm zaczynał się od zaufania, którym obdarzali je konsumenci w ich rodzimych krajach.

Czy kapitał ma narodowość? Coś się zmienia.

bigos

Jak zauważa Igor Janke na łamach Rzeczypospolitej do niedawna jedyna poprawna odpowiedź na pytanie zawarte w tytule brzmiała: oczywiście nie. Jednak ostatnie procesy gospodarcze na świecie sprawiają, że odpowiedź nie jest już tak oczywista. W roku 2009, gdy światowy kryzys finansowo dopiero się rozpoczynał prezydent Francji wzywał rodaków do kupowania rodzimych produktów wskazując takie działanie jako jeden ze sposobów walki z załamaniem gospodarczym.

Silne państwa dbają o wielkie, rodzime koncerny a często są po prostu ich właścicielami. Telekomunikacja Francuska (w tym Orange – należą do nich również Telekomunikacja Polska) jest firmą państwową. Volkswagen należy do państwa niemieckiego, a Gazprom do rosyjskiego. Na silnych markach w/w państwa opierają swoją potęgę gospodarczą i wydaje się, że kalka myślowa „kapitał nie posiada ojczyzny” służy tylko odwróceniu uwagi od wykupowania przez koncerny pochodzące z silnych krajów firm w słabszych krajach. Trendy odnośnie patriotyzmu gospodarczego wydają się być obecnie niedookreślone. Z jednej strony Fiat przenosi produkcję Pandy z Polski do Włoch i prezes tej firmy przyznaje, że ta decyzja nie miała uzasadnienia finansowego a opierała się na poczuciu patriotyzmu gospodarczego i zapewnienia pracy Włochom a nie Polakom. Z drugiej strony firma Jeronimo (kontrolująca m.in. polską Biedronkę) przenosi swoją siedzibę z rodzinnej Portugalii do Holandii ze względu na niższe podatki. I tu zaskoczenie – Portugalczycy są oburzeni i wzywają do bojkotu sieci sklepów Pingo Doce (należących do Jeronimo).

Zastanawiam się czy w Polsce udałby się bojkot Polsatu do czasu aż zacznie płacić podatki w Polsce? Albo przekonać, że produkty francuskiego Danona nie są wcale lepsze od produktów Mlekovity czy Bakomy. Albo, że bezpieczniej i korzystniej jest założyć konto w Kasach Stefczyka lub Banku Spółdzielczym niż w filii zagranicznego banku

Przeczytaj także: Kolonializm bankowy
Powrót Pandy do Włoch oraz oburzenie Portugalczyków wskazują, że na Zachodzie patriotyzm konsumencki rośnie w siłę.

Kapitał zagraniczny: korzyści czy straty?

buty

Jak co roku Narodowy Bank Polski opublikował raport prezentujący wyniki jakie osiągnęły zagraniczne firmy w Polsce. W 2010 roku zagraniczni inwestorzy mimo kryzysu zarobili 11,3 mld euro. Nie jest to kwota dużo mniejsza niż w rekordowym roku 2008, kiedy to z Polski wypłynęło 13,8 mld. Wg raportu średnia rentowność zainwestowanego w Polsce kapitału wyniosła 7,5%.

Najwięcej zarabiają na polskim rynku firmy z Holandii, Francji i Niemiec, natomiast najlepiej (czyli mając największą rentowność) Rosjanie. Zagraniczne firmy realizują swoje zyski poprzez wypłatę dywidendy, zwrotu pożyczek i ich oprocentowania lub opłat (na przykład za korzystanie ze znaków towarowych). Wysokość wyprowadzonego z Polski kapitału wystarczyłaby na załatanie dziury budżetowej. Oczywiście inwestycje kapitału zagranicznego w Polsce mają też swoje dobre strony. Niestety – nie wiem jakie.

Wydaje mi się, że lepiej dla polskiej gospodarki kiedy zysk wypracuje firma polska niż zagraniczna. Tym bardziej, że zagraniczne inwestycje w Polsce nie zapewniają nam na przykład skoku cywilizacyjnego. Nie dorobiliśmy się swojej Nokii jak Finowie. Przez inwestorów z Zachodu jesteśmy traktowani równorzędnie z krajami rozwijającymi się i inwestuje się u nas ze względu na tanią siłę roboczą. Przejęcie Telekomunikacji Polskiej przez Francuzów nie poprawiło jakoś znacząco zadowolenia polskich konsumentów z usług tej firmy. Poziom usług pozostał ten sam, ale ileś osób straciło pracę, żeby francuski właściciel mógł mieć większe zyski.

Nie uważam, aby inwestycje zagraniczne same w sobie były zjawiskiem niepożądanym. Nie podzielam jednak również bałwochwalczego entuzjazmu niektórych ekonomistów i komentatorów, którzy każdą inwestycję witają jak księcia na białym koniu, a nominalny poziom zaangażowania zagranicznych firm uważają za wskaźnik postępu. Przy inwestorach zagranicznych należy brać pod uwagę, czy wnoszą coś nowego do naszej gospodarki, czy uczą nas czegoś, na czym w przyszłości my Polacy będziemy mogli zarobić. Po co nam inwestycje, które pogryzają polskie firmy? Czy naprawdę dobrym rozwiązaniem jest oddanie w obce ręce ponad 3/4 sektora bankowego? Czy musieliśmy sprzedawać sieci komórkowe, które rozwijały się w tempie takim samym jak ich zagraniczni konkurenci. Krótko mówiąc pomyślmy też o jakości zagranicznych inwestycji nie podniecając się tylko ich ilością.

I chociaż wiele dobrych firm zostało sprzedanych całkiem niepotrzebnie to nie należy rozpaczać, że mleko zostało rozlane. Wszystko w rękach zwykłych konsumentów. Wystarczy, że zaczną wiedzieć który kapitał jest polski i uwzględniać tę zmienną w swoich codziennych zakupach.

Kolonializm bankowy

Reklama PBS bez celebryty

Zdaniem ekonomistów banki są krwioobiegiem gospodarki. Jeżeli to stwierdzenie jest prawdą (a ja się z nim zgadzam) to polska gospodarka od dłuższego czasu jedzie na kroplówce, ponieważ większość polskiego sektora bankowego jest w rękach zagranicznych. Używając metafory morfologicznej można powiedzieć, że nasza krew nie jest tłoczona przez nasze serce. Zdaniem Sylwestra Górecznego (comperia.pl) 80% kapitału tworzącego polski system bankowy to udziały zagraniczne.

 

Własność banków obecnych na polskim rynku Źródło: comperia.pl

 

Polskimi pozostaje jeszcze kontrolowany przez skarb państwa PKB BP, banki spółdzielcze oraz SKOK. Wydawać by się mogło, że jest to problem w skali makro nie dotyczący jednak zwykłych klientów banków. Zagrożenia makro są oczywiste: wyprowadzanie zysków za granicę, preferowanie zagranicznych podmiotów w strategii kredytowej banków a więc osłabianie polskiej gospodarki. Jednak nawet „szary” klient banku musi sobie zdawać sprawę, że wybierając bank o kapitale zagranicznym nie jest objęty pełną ochroną państwa polskiego. Na przykład nadzór nad obecym na naszym rynku Polbankiem sprawuje grecka instytucja nadzorująca (a nie polska Komisja Nadzoru Finansowego).

Ciekawostką  związaną z obcą własnością w sektorze bankowym jest zatrudnianie celebrytów do reklam. Reklamowanie się w ten sposób stało się modą (Bank Polskiej Spółdzielczości nie przebił się ze swoją reklamą wyśmiewającą tę modę). Gdy bank jest w rękach zagranicznych często zarabiają zagraniczni celebryci: Depardieu, Cleese, Banderas, De Vito, Moritz. Oczywiście nie jest to regułą (najsyniejszy celebryta reklamujący bank, Marek Kondrat pracuje dla holenderskiego ING).

Do grona zagranicznych twarzy w reklamach banków dołącza obecnie Juliette Binoche – będzie reklamować Credit Agricole, który „pożarł” Lukas Bank. Można z przekąsem przyznać, że gwiazda francuskiego kina będzie promować polską kulturę, ponieważ na potrzeby reklamy nauczy się czterech polskich słów „spróbuj, polubisz, jak ja”. Super Express szacuje, że za udział w reklamie zdobywczyni Oscara zainkasuje 100 tys. USD – to wychodzi 25 tys. USD za jedno słowo. Cóż, znam tańsze sposoby promocji polskości.