Tag Archive for przemysł

Polski przemysł

stocznia gdańska

Zakończenie epoki w PRL-u wiązało się z odcinaniem się często nieprzemyślanym od tego co wiązało się z tym niesuwerennym etapem w historii Polski. Część z tych procesów doprowadziło do upadku wielu zakładów przemysłowych, których Polska socjalistyczna nabudowała wiele. W latach 90. na świecie panowało przekonanie, że państwa nowoczesne stopniowo pozbędą się przemysłu (który przeniesie się do państwo dopiero rozwijających się) na rzecz usług i innowacji. Nie wszyscy dali się ogarnąć tej postmodernistycznej modzie – na przykład Niemcy, posiadające rozbudowany przemysł wiele zrobiły (jako państwo), żeby go zachować. Dziś, po (lub w trakcie) kryzysie finansowym widać, że posiadanie przemysłu nie kłóci się z byciem nowoczesnym krajem. Pracujący od wielu lat na bremeńskim uniwersytecie prof. Zdzisław Krasnodębski twierdzi:

Ich przewaga wynika przede wszystkim z ich gospodarki. To, że Niemcy nie pozbyły się swojego przemysłu maszynowego, co kiedyś uważano za warunek modernizacji, okazało się zbawienne. Ich przemysł samochodowy wytwarza 20 proc. PKB, a sprzedaż aut do Chin rośnie lawinowo. Niemcy mocno zacisnęli pasa – realna płaca spadała w latach 1999 – 2009 o 4,5 proc. Czerpią też wielkie korzyści ze wspólnego rynku europejskiego. Można nawet powiedzieć, że zalewają go swoim eksportem” (rp.pl, „Czy Niemcy to hegemon Europy”, 29 sty 2012).

Rozwój przemysłu był jednym z priorytetów, który stawiała sobie świeżo odbudowana II Rzeczpospolita. Ktoś kiedyś porównując II i III RP stwierdził, że do jednej i do drugiej wracali z emigracji Polacy: do II RP głównie inżynierowi, do III RP głównie poeci. Ta sugestywna metafora ilustruje szereg zjawisk, które zdecydowały o tym, że przemysł został w naszej obecnej Polsce zaniedbany. Przeciw temu próbuje działać Polskie Lobby Przemysłowe – organizacja, która w tym roku obchodzi 19-lecie istnienia. Być może z tej okazji ukazał się bardzo dobry raport opisujący to, co stało się z polskim przemysłem od roku 1989. Zapraszam do lektury, bo zawsze można zacząć od początku, ale do tego niezbędna jest wiedza.

Raport do pobrania ze strony pisma Obywatel.

Prywatyzować, nie-prywatyzować – czyli co się dzieje w państwie polskim.

konin

Na forach internetowych „rozmnaża się” ostatnio wpis alarmujący o planach prywatyzacji  dwóch kopalni węgla brunatnego.

„UWAGA !!! Chcą sprywatyzować dwie potężne kopalnie zatrudniające 5 tyś osób ( KWB ADAMÓW , KWB KLECZEW ) które przynoszą olbrzymie zyski skarbowi państwa. Najpierw chcą je złączyć z PAK SERWISEM a później sprzedać Vattenfalowi za śmieszne pieniądze, oczywiście już podzielone pod stołem. Po prywatyzacji ogłosili 50% redukcje zatrudnienia czyli ok 2,5 tyś ludzi na bruk z okolic Konina i Turka ! Pomóżcie bo nawet regionalna prasa milczy bo jest opłacana przez te spółki ! Po tej sprzedaży 2 największa energetyczna spółka państwowa przejdzie w ręce obcego kraju ! Przyklejajcie to proszę na różne fora, nagłaśniajcie , może GP się zajmie tematem, bo my nie rozumiemy dlaczego sprzedawać firmy dające całym rodzinom pracę ale i potężne zyski skarbowi państwa ( roczny przychód obu kopalni 700 milionów złotych !”

 Gdyby to się okazało prawdą mielibyśmy do czynienia z kolejną kuriozalną sytuacją, gdy w ramach PRYWATYZACJI () sprzedajemy przedsiębiorstwo innemu (niż polskie) państwu. W tym wypadku byłoby to państwo szwedzkie, które w całości jest właścicielem Vattenfal’a. Po pierwsze nazywajmy rzeczy po imieniu – to NIE będzie prywatyzacja. Po drugie jaki jest sens sprzedawania przedsiębiorstwa, które jest rentowne? To tak jakby sprzedać samochód na chodzie po to, żeby za otrzymane pieniądze jeździć taksówkami.

Bardzo proszę wszystkich o nagłośnienie tej sprawy jeszcze teraz. Czasami rząd opamiętuje się, gdy widzi, że społeczeństwo jest w stanie się przeciwstawić (przykłady: ACTA, próba sprzedaży Lotosu). W mediach ten temat pojawi się dopiero, gdy rząd ogłosi „negocjacje” w sprawie „prywatyzacji”. Gdy sprawy zajdą za daleko nawet rejtanowskie rozdarcie koszuli i rzucenie się na podłogę nie pomoże. Działajmy póki nie jest za późno. Przesłanie tej wiadomości znajomym może być wysiłkiem emocjonalnym – zdaję sobie z tego sprawę, bo patriotyzm nie jest teraz modny, trendy ani jazzy. Ale przecież nie chodzi o machanie szablą na koniu tylko o (po)nowoczesne wklejenie linka – damy radę prawda? :)

Czy Polska wygra grę w gaz łupkowy?

gaz

Czy posiadanie zasobów naturalnych zawsze przyczynia się do wyższego poziomu życia mieszkańców kraju? Niekoniecznie. Arabia Saudyjska czy Bahrajn zyski ze sprzedaży ropy dystrybuują tak, że poziom życia w krajach jest stosunkowo wysoki. Kiedy jednak przyjrzymy się chociażby Rosji to tam państwo dochody ze sprzedaży surowców przeznacza głównie na utrzymanie statusu imperium (czyli np.: na zbrojenia). Przypadek rosyjski i tak jest przyzwoity, gdy porównamy go do kolonialnego (nadal) wyzysku krajów afrykańskich, gdzie głównymi beneficjentami wydobycia są korporacje z Zachodu lub Chin.

Pytanie o to jak gospodarować surowcami naturalnymi jest obecnie bardzo ważne dla Polski w związku z perspektywami wydobycia gazu łupkowego. Wokół poszukiwań prowadzonych przez polskie i zagraniczne firmy na naszym terytorium rośnie napięcie. Pojawiły się już głosy o szkodliwości technologii wydobycia „łupków” dla środowiska. Wygląda to na klasyczny przypadek eko-terroryzmu. Następne Komisja Europejska „czepia” się polskich rozwiązań prawnych dotyczących przyznawania koncesji na poszukiwania i wydobycie. Przepisy unijne wymagają ogłoszenia przetargu podczas gdy przepisy polskie premiują firmy, które już prowadziły poszukiwania na danym terenie. Czy to krok do tego, żeby ten intratny kawałek tortu w większym stopniu mogły obsługiwać firmy nie-polskie?

I jednocześnie na jednym z portali gospodarczych pojawia się informacja, że być może Niemcy rozpoczną wydobycie gazu łupkowego szybciej niż Polska. Takie zdanie wyraził Kevin Biddle, dyrektor ds. wydobycia, ExxonMobile – firmy będącej w ścisłej czołówce poszukiwań gazu łupkowego w Europie. Jak w każdym biznesie i w wydobyciu gazu łupkowego będą premie za pierwszeństwo. Ci, którzy wystartują jako pierwsi mogą potem czerpać korzyści ze szkoleń czy sprzedaży technologii. Poza tym bez względu na to ile tego gazu wydobędą firmy w Niemczech, potem będą mogły w ofercie przetargowej w Polsce wpisać „doświadczenie w wydobyciu gazu łupkowego”, którego nie będą miały PGNiG czy Orlen.

Europa dwóch… jakości

ariel

Przyjmuję, że pojęcie Europy dwóch prędkości jest znane czytelnikowi. Zjawisko wskazywane jest jako jedno z zagrożeń jedności europejskiej a chodzi w nim mniej więcej o podział krajów na lepsze i gorsze. Słyszałem czasami opinie, że jedność europejska jest już faktem gospodarczym, bo wielkiem korporacjom wszystko jedno gdzie produkują (liczy się tylko renotowność) i we wszystkich krajach sprzedają takie same produkty. Polacy podróżujący po Europie fascynują się tym, że gdzie by nie pojechali to mogą zrobić zakupy w sklepach tych samych sieci, których sklepy są również obecne w Polsce (zwykle nie zwracamy uwagi na to, że żadna z tych sieci nie ma siedziby w Polsce). Gdzie by nie pojechali mogą nabyć te same produkty, które można kupić w kraju.

Jednak Polacy, których obecność w krajach Europy można określić jako pobyt dłuższy czasami przekonują się, że proszek niemieckiej firmy sprzedawany pod tą samą nazwą i w tym samym opakowaniu i w Niemczech i w Polsce ma inne właściwości piorące w zależności czy został wyprodukowny na potrzeby rynku po wschodniej lub zachodniej stronie Odry. Ten produkowany na rynek niemiecki jest po prostu lepszy. Stąd czasami można spotkać na bazarach osoby handlujące proszkami, płynami do płukania czy czekoladami. Niewtajemniczonym może to wydawać się dosyć dziwne, bo towary na pierwszy rzut oka dostępne są w każdym super i hipermarkecie w kraju. A jednak znajdują nabywców, bo ludzie wiedzą, że Ariel produkowany dla Polski jest mniej bielotwórczy niż ten produkowany dla Niemców.

Temat podwójnych standardów poruszany jest na forach internetowych. Na przykład Sandula pisze:

„Przykro to mówić, ale duże koncerny oszukują polskiego klienta. A klient się daje. Zresztą wystarczy rzucić okiem na tłumaczenia ( najczęściej z tyłu produktu, gdzie tłumaczony jest skład i sposób użytkowania ) do jakich krajów idzie dany produkt : zauważcie ,ze jesteśmy najczęściej w „pakiecie” z Słowacją, Czechami czy Węgrami – wniosek z tego prosty to co idzie na Europę Środkowo –Wschodnią jest gorszej jakości … i mogą nas robić w bambuko. Niemcy, Francja czy

Podejrzany Proszek A.

anglia najczęściej są razem w „pakiecie” i ten sam produkt który idzie na te kraje jest zupełnie inny bo w tych krajach jest dużo większa świadomość konsumentów i nikt sobie na żadne oszustwa nie może pozwolić ! Niech by tylko jakiś niemiec poczuł się oszukany – taki producent z miejsca by stracił renomę i wylądował przed sadem. A my jak te baranki kupujemy co dają, płacąc często te same, albo większe pieniądze  … Smutne!” (źródło).

Inny internauta pisze:

„sa rozne wersje jakosciowe tych samych produktow. Na rynki, gdzie jest mocne
prawo konsumenta, i gdzie ludzie sa w stanie zaplacic wiecej ida wersje wykonane
z lepszych komponentow. Byly zdaje sie 3 rozne normy, z czego np. Polska miala
ta srodkowa, a Szwecja i Niemcy najwyzsza jakosc. On staral sie kupowac sprzet z
hurtowni w Niemczech, bo mniej sie psul i byl ladniej wykonczony (nie bylo
niepasujacych kantow itd)” (źródło).

W ostatniej wypowiedzi pada ważna sugestia: uczciwość koncernów wobec konsumentów zależy od tego czy prawo w danym państwie jest sprawnie respektowane (same posiadanie przepisów jeszcze nic nie daje – potrzebne są struktury, urzędy i dobra kadra, żeby wymuszać ich przestrzeganie).

Chemia to nie jedyny segment produktów, który podlega podwójnym standardom. Jakiś czas temu wyszło na jaw, że firma Gerber do słoiczków z jedzeniem dla dzieci dodaje mięso oddzielone mechanicznie (zmielone ścięgna, włókna, błony). Firma Nestle odpowiadając na pytania konsumentów nowomową, w której na wszystkie sposoby odmienia się zwrot „najwyższa jakość naszych produktów”. Sprawą zajmowała się przez krótki czas Gazeta Wyborcza i jak wtedy ustaliła do produktów tego samego typu we Francji i Niemczech nie dodaje się mięsa oddzielonego mechanicznie.

Wynika z tego, że wybierając polską chemię czy jedzenie nie tylko wspieramy własną gospodarkę, ale też chronimy się przed robieniem w balona. Jestem gotów zaryzykować stwierdzenie, że dotyczy to również ubrań, RTV i kont bankowych.

Marzy mi się polska marka samochodów…

cetana

Na portalu dziennikwschodni.pl ukazał się artykuł o studentach Politechniki Lubelskiej budujących eko-samochody. W artykule znalazłem głównie informacje techniczne dotyczące projektowanych przez zespół studentów pojazdów. Lektura wzbudziła we mnie nadzieję, że może właśnie z tej inicjatywy powstanie – wiem, że oczekiwana przez wiele osób – nowa, polska marka samochodów. Odkąd w latach 90. przehandlowaliśmy wolność gospodarczą za w zamian za wolność polityczną (której z kolei powoli też pozbywamy się) szanse na polski samochód są małe. W najlepszym wypadku pozwala się nam produkować auta projektowane przez wielkie koncerny, ale kiedy idzie nam zbyt dobrze nawet to jest zabierane (przeniesienie produkcji Fiata z Tych do Mediolanu oraz ostatnie wieści o możliwości przeniesienia z gliwickiej fabryce Opla produkcji Astry IV). Jak się okazuje tzw. międzynarodowy kapitał (który rzekomo nie ma ojczyzny) w czasach kryzysu łatwo odsłania swoją narodowość i w pierwszej kolejności ratuje biznesy w swoich macierzach. Dlatego tak bardzo brakuje mi polskiego samochodu. Nie chodzi tu więc tylko o sentyment, ale przede wszystkim o gospodarkę. Oczywiście po latach nieobecności na tradycyjnym rynku motoryzacyjnym wybicie się ponownie wymagałoby wielkich nakładów finansowych, których od nikogo nie oczekuję. Jednak szanse na nadrobienie zaległości przychodzą często wraz ze zmianami technologicznymi. Przypomnijmy sobie jak Polska nadrobiła zaległości w zakresie telefonizacji kraju, gdy pojawiły się komórki albo w dziedzinie bankowości, gdy zamiast czeków wprowadzono karty płatnicze. Gdy pojawia się zmiana pułapy startowe wyrównują się. Nie znalazłem w artykule na dziennikwschodni.pl odpowiedzi na te wątki, więc dotarłem do jednego ze studentów pracujących przy tym projekcie, Michała Sapielaka. Zapytałem, czy czy projekt będzie projektem wzmacniającym polską gospodarkę, czy będzie próbą tworzenia polskiej marki i czy całe przedsięwzięcie pozostanie w rękach polskiego kapitału? Konstruktor odpowiedział, że nie spodziewał się takiego pytania. Zwrócił uwagę, że budowa obu pojazdów ma przede wszystkim rozwijać ich umiejętności jako inżynierów.

-  „Uczymy się korzystać z najnowocześniejszych materiałów i urządzeń które nie są dla nas dostępne podczas normalnych zajęć na uczelni, dodatkowo chcemy propagować ekologię ale w normalny sposób ( nie chce za bardzo się rozpisywać na ten temat ale przepisy wprowadzane przez Unię są delikatnie mówiąc chore, każdy kto zagłębi się w temat np norm RoHS wie dlaczego elektronika nie wytrzymuje tak długo jak kiedyś, czy normy emisji CO2 które powodują że europejski kapitał przenoszony jest na inne kontynenty)” – pisze Michał.

Myślę sobie, że jeżeli ktoś jest na III roku studiów to postawienie na pierwszym miejscu rozwoju swoich umiejętności jest najbardziej normalnym dążeniem. Zastanawiam się czy w ciągle rosnącym aparacie urzędniczym naszego państwa są ludzie oddelegowani do tego, żeby przypadki takich inicjatyw monitorować i wspierać. Bo wsparcia niewątpliwie wymagają jeżeli mają wykroczyć poza etap fascynującej, studenckiej przygody i wejść w etap komercyjnego sukcesu (projekt studentów PL uzyskał na razie tylko wsparcie rektora). Ze współczesnych potęg motoryzacyjnych chyba tylko amerykańska powstała głównie za sprawą prywatnych przedsiębiorców (ale i oni mogliby nie osiągnąć dzisiejszej pozycji, gdyby nie wielkie zamówienia państwowe np.: w czasie II wojny światowej). Czy ktoś, kogo opłacamy z naszych podatków pilnuje, aby takie pomysły jak ten rodzący się na Politechnice Lubelskiej wspierać dla dobra polskiej gospodarki? A jeżeli nie państwo, to czy w naszym społeczeństwie istnieją sieci powiązań i odpowiedni poziom zaufania pozwalające utworzyć podmiot (spółdzielnię, spółkę akcyjną), który kapitał na rozwój takiego projektu pozyskałby od wielu drobnych inwestorów. W ten sposób budowali polską gospodarkę nasi przodkowie od Powstania Styczniowego po II RP w warunkach trudniejszych niż my mamy dziś.

A jak do tematu patriotyzmu gospodarczego podchodzą sami konstruktorzy? Cytuję wypowiedź w całości:

- „Czy będą to projekty wzmacniające polską gospodarkę – myślę że jest to ciekawe pytanie i zależy to przede wszystkim od sponsorów przedsięwzięcia, na to żeby pojazdy zostały wprowadzone do masowej produkcji praktycznie nie ma szans, ale pewne rozwiązania w nich zastosowane jak najbardziej. Prowadzimy rozmowy z kilkoma firmami, w większości lokalnymi, abyśmy współpracowali przy projekcie. Co z tego wyjdzie będę mógł napisać dopiero za jakiś czas” (M.S.).

Na razie konstruktorzy skupiają się na propagowaniu projektu, którego elementem byłby start w międzynarodowym konkursie shell eco maraton, na którym mogliby promować zarówno sponsorów jak i samo rozwiązanie. Wszystko jest na dobrej drodze, ponieważ pomyślnie przeszli już dwa etapy rekrutacji.

Gaz łupkowy – nadzieja czy przekleństwo?

Wydaje się, że wstępne informacje napływające na temat ilości złóż gazu łupkowego w Polsce są niesłychanie optymistyczne. Jak piszą media (niezalezna.pl 14.10.2011):

Eksploatacja złóż gazu łupkowego znajdujących się na terenie Polski to olbrzymia szansa dla naszego kraju – szansa, jaka trafia się raz na setki lat. To klucz do realnego zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski i solidnego wzmocnienia polskiej gospodarki. Zgodnie z ogłoszonymi w kwietniu br. szacunkami amerykańskiej Agencji ds. Energii, na terenie Rzeczypospolitej może znajdować się nawet 5,3 bln metrów sześciennych możliwego do eksploatacji gazu łupkowego. Ta ilość, zgodnie z wyliczeniami ekspertów, zaspokoi nasze potrzeby surowcowe na najbliższe trzysta lat. Co więcej, z importera rosyjskiego gazu możemy stać się eksporterem własnego gazu niekonwencjonalnego.

Pytanie, które się w tym kontekście nasuwa, brzmi:

czy Polska pójdzie drogą Nigerii, czy drogą Norwegii?

Pierwszemu z tych krajów bogate złoża surowców energetycznych przyniosły wojny i przekleństwo. Drugi z krajów dzięki gazowi i ropie awansował z biednego i egzotycznego krewnego do grona niezależnych i bogatych państw.

Śmiem twierdzić, że tym co zdecydowało o różnicy w efekcie, był nie tylko kontekst oraz ingerencja zewnętrznych podmiotów w sprawy Nigerii. Uważam, że czynnikiem decydującym był poziom patriotyzmu gospodarczego, który spowodował, że Norwegia nie oddała swoich surowców pod obcą kontrolę, tylko kierując się zdrowym narodowym egoizmem, zaczęła konsumować zyski głównie samemu.

Wraz z informacjami o dużych złożach gazu łupkowego pojawiły się pogłoski, że podział dostępu do złóż jest bardzo niekorzystny dla Polski, czyli że grozi nam raczej pokojowy, ale jednak raczej wariant nigeryjski niż norweski.

Jak jest naprawdę, tego jeszcze nie wiem Zachęcam każdego, kto ma wiedzę na ten temat i argumenty, żeby podzielił się tutaj z nami.

Tymczasem trwają w europarlamencie tarcia grup lobbingowych na rzecz zakazu poszukiwań i wydobycia gazu łupkowego na terenie UE. W wypadku, gdybyśmy mieli być ograbieni w stylu nigeryjskim, może to i lepiej, jeśliby zakazano wydobycia (gaz się nie przeterminuje, UE ma coraz większą szansę się przeterminować).

Jeśli ktoś uważa, że wydobycie gazu łupkowego nie będzie miało w Polsce charakteru „nigeryjskiego” (swoją drogą współczuję i życzę dobrze narodowi nigeryjskiemu), to może poprzeć apel do europarlamentu o nieblokowanie wydobycia, sformułowany przez PGNiG:

www.plomiennadziei.eu

oraz poczytać, co PGNiG na ten temat pisze na Polskiej Platformie Prac Rozwojowych dla Gazu Niekonwencjonalnego:

www.3prgn.pl/3prgn/

W jakiej mierze platforma ta jest polska oraz w jakiej mierze możemy my, Polacy mieć z tego korzyść – powtórzę – tego nie wiem. Proponuję więc wspólne drążenie tego tematu na patriotyzmieekonomicznym.pl. Sprawa bowiem idzie o ogromną stawkę naszej przyszłości.

 

Pierwsza od 20 lat polska lokomotywa

Zakłady Naprawcze Lokomotyw Elektrycznych w Gliwicach oddały w tym roku do testowania polskim przewoźnikom kolejowym swój najnowszy produkt – ponad stutonowego smoka – lokomotywę E6ACT DRAGON.

ZNLE jest przedsiębiorstwem prywatnym, którego większościowym udziałowcem jest od 2008 roku kontrolowany przez Zbigniewa Jakubasa Newag S.A. w Nowym Sączu. Gliwickie przedsiębiorstwo po zaledwie 2 latach od pozyskania inwestora wyprodukowało pierwszą od ponad 20 lat polską lokomotywę elektryczną. Nie jest to jedyny sukces Newagu. W zeszłym roku firma, w konsorcjum z niemieckim Siemensem, wygrała przetarg na dostarczenie taboru na II linię warszawskiego metra. Pierwsze 10 składów wyprodukują Niemcy, pozostałe 25 sześciowagonowych pociągów powstanie w zakładach w Nowym Sączu.

W projekcie DRAGONa uwzględniono zarówno uwarunkowania rodzimej infrastruktury kolejowej (lokomotywa jest 6 a nie 4-osiowa celem zmniejszenia nacisku osi na tory), jak i potrzeby polskich przewoźników – moc pozwalająca ciągnąć nawet 50 wagonowe składy z prędkością 120km/h. Więcej o nowej lokomotywie można dowiedzieć się z odcinka programu Jak to ruszyć? z TVN Turbo: http://www.youtube.com/watch?v=76uyK3Xsu34

Obecnie lokomotywę testuje od miesiąca LOTOS Kolej. Jest to należąca do państwowego koncernu naftowego spółka zajmująca się transportem kolejowym. Posiada ona jeden z najnowocześniejszych taborów w Polsce oraz 7% udział w rynku. Dotychczas jej flotę zasilały lokomotywy firm niemieckich i kanadyjskich – mamy nadzieję, że lokomotywa przejdzie testy celująco i przyszedł czas na zakup sprzętu od polskich producentów.