Tag Archive for patriotyzm konsumencki

Patriotyzm ekonomiczny młodego konsumenta (cz I.)

Grafika2

Przedstawiamy pierwszą część pracy badawczej przesłanej PatriotyzmowiEkonomicznemu.pl do publikacji przez młodego badacza Roberta Stempkowskiego.

——————————————————————————————————————————
1. Wstęp

Tematem pracy jest zbadanie świadomość uczniów w wieku 15 lat – 17 lat szkoły gimnazjalnej oraz licealnej z zakresu patriotyzmu ekonomicznego ze szczególnym uwzględnieniem patriotyzmu konsumenckiego oraz wpływ wyborów, jakie młodzi konsumenci dokonują podczas zakupów, na rozwój i funkcjonowanie gospodarki polskiej. Jeśli młodzież będzie przyswajała tę wiedzę od najmłodszych lat to w przyszłości poprzez podejmowanie właściwych decyzji konsumenckich przyczyni się do realnego wzrostu gospodarczego Polski.

Inspiracja do przedstawienia młodzieży metod i założeń patriotyzmu ekonomicznego, mająca na celu zwiększeniem ich chęci do kupowania polskich produktów, zaczerpnięta została ze stron internetowych 590x.pl – „Gospodarka, polskie produkty i kapitał, jak wpływają na nasze życie i dobrobyt” oraz inicjatywa Polski Ślad – „pokazująca szeroki wachlarz korzyści płynący z postaw patriotyzmu ekonomicznego wśród konsumentów i przedsiębiorców”.

W prezentacji przygotowanej do zajęć zostały porównane, sprawdzone produkty, kupowane przez młodzież, najczęściej za swoje kieszonkowe, tj. słodycze, napoje, przekąski, które są sprzedawane w sklepie m.in. Stempkowski_Robert_Grafika1POLOmarket. Wiedza i świadomość wyboru polskiego produktu lub polskiej firmy została sprawdzona u młodzieży przed przedstawieniem prezentacji w formie krótkiej ankiety nazwanej „PRZED” oraz po zaprezentowaniu tematu ankiety nazwanej „PO”.

Read more

Patriotyzm gospodarczy jest na czasie

Fiat

Co jest problemem polskiej gospodarki?  Jest ich wiele, ale podstawowy sprowadza się do tego, że bardzo mało w niej… polskiej gospodarki. Od początku lat 90. rządzący z ochotą rzucili się do prywatyzowania gospodarki, która dotychczas była państwowa. W większości przypadków miało to uzasadnienie ekonomiczne, ponieważ przedsiębiorstwa ponosiły straty, były źle zarządzane i produkowały niekonkurencyjne produkty. Niestety proces ten został tak bardzo pozostawiony sam sobie, że doszło tu do wielu niekorzystnych dla budżetu Polski zjawisk, a niekiedy nawet oszustw.

Przede wszystkim sprzedawano za tanio (nie uwzględniając lub niedoszacowując takich walorów, jak cena marki – co w przypadku na przykład Wedla na pewno oznacza stratę liczoną w mln zł). W przypadku PZU dopiero zmiana rządu doprowadziło do cofnięcia bardzo niekorzystnej dla Polski prywatyzacji. Nie obyło się to bez wysokich kosztów. Trudno też zrozumieć działania obecnego rządu, który w najgorszym momencie sprzedaje przedsiębiorstwa, które przynoszą zyski!

Po drugie sprzedawano pochopnie firmy kluczowe dla gospodarki, jak chociażby banki, co spowodowało, że jesteśmy pod względem finansowym kolonią, gdyż zaledwie 15% bankowości (liczonej zasobami finansowymi banków) pozostało już w rękach rodzimego kapitału. A w bankowości nie ma sentymentów. Gdy w czasie kryzysu włoski UniCredit miał kłopoty ratował się wydrenowaniem PeKaO S.A., którego jest właścicielem. Poza tym skąd mamy pewność, że zagraniczne banki nie faworyzują, na przykład za pomocą polityki kredytowej, firm ze swojego kraju? Przesłanką do postawienia takiego pytania jest historia fabryki makaronów Malma.

Po trzecie często prywatyzowano nie prywatyzując. Telekomunikacja Polska oraz sieć Idea zostały sprzedane państwowej (francuskiej) spółce France Telekom (właściciel marki Orange). Dlaczego Francuzi swoje telekomy utrzymują w formie firm państwowych, a my musieliśmy je „sprywatyzować”? Nie ma to chyba uzasadnienia biznesowego, bo przecież sieci komórkowe w Polsce rozwijały się razem ze ścisłą czołówką europejską. Nie mieliśmy tu zaszłości, weszliśmy razem z innymi i byliśmy jednymi z najlepszych.

Z drugiej strony mamy do czynienia z szeregiem ulg podatkowych serwowanych zagranicznym koncernom w zamian za to, że raczą założyć u nas fabrykę. Dlaczego tych pieniędzy nie przeznacza się na wspieranie polskich przedsiębiorców, którzy często muszą potem walczyć z tymi zagranicznymi? Nie mówiąc o tym, że z ulg korzystają u nas zagraniczni inwestorzy z takich branż jak handel, gdzie nie powinno być w ogóle mowy o ulgach.

Chaotyczne prywatyzowanie i faworyzowanie „zagranicznych inwestorów” nie jest poparte rachunkiem ekonomicznym, nie mówiąc już o kosztach społecznych. Jest wyłącznie wynikiem politycznej ideologii. Jakaś wpływowa grupa ludzi w Polsce wierzy, że prywatyzowanie jest dobre dla gospodarki. Wierzą, że „przyciąganie zagranicznych inwestorów” jest dobre dla naszych (czy ich?) portfeli.

Nietrudno dopatrzyć się w tym przeświadczeniu jakiegoś cienia PRL-u. Wtedy „zachodni produkt” z automatu oznaczał „lepszy produkt”. Państwowe to było niczyje i źle zarządzane. Ale PRL skończył się ponad 20 lat temu. Czas chyba zacząć myśleć kategoriami tu i teraz. A współcześnie świat powraca do patriotyzmu gospodarczego. Odczuliśmy to na własnej skórze, gdy Fiat zabrał produkcję Pandy do Włoch.

Czy polscy pracownicy pracowali gorzej od włoskich? Wręcz przeciwnie. Prezes Fiata przyznał, że decyzja nie miała uzasadnienia ekonomicznego, tylko chodziło o to, żeby dawać pracę ludziom we Włoszech. Obecnie produkcję do własnego kraju przywracają  Ford i  Apple a amerykańska sieć Walmart zobowiązuje się, do kupowania określonego % towarów na amerykańskim rynku. Niektóre kraje po prostu nigdy nie przestały był patriotyczne gospodarczo (Francja, Niemcy, Skandynawia). Warto zauważyć, że cały czas mówimy o krajach, które są od nas bogatsze i do poziomu których ciągle staramy się dobić. Ile to już lat? Może po prostu do tej pory robiliśmy to źle?

 

Ile jesteśmy w stanie zagospodarować z pieniędzy UE?

logo PŚ

Czy ma znaczenie, ile rząd wynegocjuje z unijnego budżetu? Mniejsze niż się wydaje. Na 10 euro, które zostanie nam przyznane w budżecie, 7 natychmiast wróci do starych krajów UE w postaci kontraktów dla tamtejszych firm. Być może właśnie dlatego koszt budowy autostrad jest w Polsce taki wysoki (budujemy drożej niż np.: w Danii), bo płacimy firmom zachodnim a nie polskim. Z pozostałych 3 euro, które na jakiś czas zostaje w polskim obiegu gospodarczym, część też umknie, bo to, co Polak zarobi, wyda w Lidlu, Biedronce czy Auchan (żadna z tych sieci nie jest polska, więc zysk i część podatków może wyprowadzać z Polski).

Dlatego ważniejsze od tego, ile jesteśmy w stanie wynegocjować z budżetu UE jest to, ile umiemy zatrzymać w obiegu naszej, polskiej gospodarki. Czy umiemy stworzyć legalne mechanizmy, które pozwolą bardziej wspierać nam polskich przedsiębiorców? Polski rząd ma w tej kwestii częściowo związane ręce (chociaż mniej niż twierdzi, bo kiedy upadały polskie stocznie, polski rząd tłumaczył to ograniczeniami w zakresie pomocy publicznej nakładanymi przez przepisy UE, a tymczasem rząd niemiecki swoje stocznie dotował i teraz statki buduje się w Niemczech).

Zwykle kiedy nie można liczyć na oficjalne czynniki, pozostają tylko inicjatywy oddolne i pozarządowe. Jedną z nich jest Polski Ślad. Program opiera się na zasadzie pomocniczości, którą można by streścić jako „preferujemy nasze, ale bez zbytniego fanatyzmu”. Polacy chętnie wybieraliby produkty polskie… gdyby wiedzieli, które są polskie. Ostatnie 20 lat namieszało w naszej gospodarczej świadomości. Sprzedane zostały zagranicznym koncernom takie marki, jak Wedel, Biedronka, Tyskie, Lech, Żywiec, Idea (dziś Orange), Era (dziś T-Mobile), większość banków. Jednocześnie jednak przedsiębiorczość Polaków pozwoliła zachować część marek i rozwinąć zupełnie nowe.

Przekazujemy apel od Polskiego Śladu do polskich przedsiębiorców. Rejestrujcie się (Strefa Przedsiębiorcy) i pozwólcie tym samym konsumentom świadomie wybierać Wasze produkty.

Patriotyzm konsumencki na co dzień, czyli o kupowaniu polskich samochodów

fot. Olek Remesz / creative commons licence / wikimedia

Kiedy piszącemu te słowa zdarza się dyskutować o patriotyzmie ekonomicznym, nieważne czy z nieznajomą osobą na forum internetowym, czy z jakimś dalszym lub bliższym znajomym, regularnie powraca jeden motyw. Brzmi on mniej więcej tak „no dobrze, wszystko pięknie, tylko powiedz mi, jaki polski samochód mam kupić?”

Zamiast samochodu może być wymieniony telefon komórkowy, komputer, aparat cyfrowy czy jakieś inny produkt, w przypadku którego mamy do czynienia ze spełnieniem dwóch warunków: (1) jest to produkt powszechnie używany; (2) żadna polska firma nie zajmuje się obecnie jego produkcją.

Rozmówca – jeśli rzecz dzieje się w trakcie rozmowy twarzą w twarz – zazwyczaj po zadaniu takiego pytania uśmiecha się tryumfalnie, zakładając, że właśnie wykazał nierealność i bezsens patriotyzmu ekonomicznego.

Czy rzeczywiście tak jest? Chyba jednak nie. Spróbujmy więc powiedzieć bardzo krótko, na czym zasadza się w praktyce istota tej części patriotyzmu ekonomicznego, którą określamy jako patriotyzm konsumencki. Otóż wyobraźmy sobie dwa skrajne sposoby działania:

1. Kupujemy polskie produkty (lub usługi) w polskim sklepie (firmie).

2. Kupujemy zagraniczne produktu (lub usługi) w sklepie (firmie) poza granicami Polski, nie będącej własnością Polaków.

Patriotyzm konsumencki polega na tym, żeby dążyć – o ile to możliwe – ku temu pierwszemu. Nie zawsze będzie to możliwe – oczywiste jest, że są rozliczne produkty niewytwarzane i niedystrybuowane w Polsce. Jasne jest jednak również, że pomiędzy dwoma tu wymienionym sposobami działania istnieje wiele możliwości pośrednich. Za tym jednak idą pewne możliwości praktyczne. Na przykład, jeżeli kupujemy towary importowane – róbmy to w firmie będącej polską własnością. Jeżeli robimy zakupy w sklepie będącej własnością niemieckiego czy portugalskiego kapitału – wybierajmy polskie towary. Kierunek, w którym powinniśmy zmierzać jest więc wyraźny.

Przy zaistnieniu wielu okoliczności naraz – (a) konsumenci zaczynają działać racjonalnie, kalkulują swój zysk w szerszej perspektywie oraz (b) przedsiębiorcy doceniają takich konsumentów, sygnalizują, że korzyści z kupowania ich towarów i usług stanowią zysk także w szerszej perspektywie – patriotyzm konsumencki zaczyna być najkorzystniejszą postawą wyboru.

Nad tym, że nie ma polskich telefonów komórkowych można oczywiście ubolewać. Jeśli jednak patriotyzm konsumencki będzie się rozwijał, to z czasem pojawią się na rynku polskie telefony komórkowe, komputery czy samochody. I ku temu trzeba dążyć, bo wszystkim nam opłaca się sytuacja, w której bogacą się nasi sąsiedzi, nasze państwo oraz nasze społeczeństwo i naród.  Wtedy bowiem siłą rzeczy wzrasta także zawartość naszego portfela.

Fasola z orzełkiem…

Polska fasola z orzełkiem

Dziś o fasolce z orzełkiem. Najpierw rys historyczny zaczerpnięty ze strony Ministerstwa Rolnictwa:
„Polska fasola z orzełkiem ma niezwykłą i długą historię. Już na pierwszy rzut oka wywołuje zdumienie i urzeka kształtem. Jej białe nasiona natura ozdobiła oryginalnym znamieniem w kolorze wiśniowo-czerwonym w kształcie „orzełka”. Co więcej, na niektórych ziarnach, nad orzełkiem, występuje niewielka plamka, przypominająca koronę polskiego godła. Według przekazów ustnych na Sądecczyznę fasola trafiła z dawnych kresów wschodnich. W okresie zaborów traktowano ją tam jako symbol patriotyczny. Tak też postrzegali ją zaborcy represjonując tych, którzy ją uprawiali. Z tego powodu zwykle sadzono ją w tajemnicy, pośród ziemniaków, aby nie była widoczna. W ten sposób przetrwała do czasów niepodległości. Wyrazem tradycji patriotycznych związanych z tą fasolą był także zwyczaj przygotowywania z niej przynajmniej jednej potrawy wigilijnej. Patriotyczne znaczenie tej niezwykłej fasoli potwierdzają źródła historyczne. Prof. dr Kazimierz Roupert w artykule „Polska fasola z orzełkiem” z 1923 roku przywołuje pamięć o podobnych odmianach fasoli uprawianej w XIX w. z pobudek patriotycznych w różnych rejonach Polski. „(…) Będąc małym chłopcem natknąłem się na Kujawach na ciekawą rzecz, która mnie ogromnie przejęła: w Plebance, opodal znanej miejscowości kąpielowej – Ciechocinka, pokazał całemu towarzystwu, bawiącemu tam na wycieczce, właściciel p. Stanisław Gębczyński, całą grządkę fasoli i przyciszonym głosem oświadczył: – To jest polski „szablak z orzełkiem”. Dostaliśmy wtedy kilka strąków, tej tycznej fasoli i z nabożnem wzruszeniem rozdłubywaliśmy z bratem strąki, by – ku naszemu wówczas rozczarowaniu – zobaczyć białe ziarna z nieregularnymi plamkami czerwonej barwy w okolicy znaczka, od strony brzusznej ziarna. Była to, jak dziś widzę, odmiana fasoli z „oczkiem”, jak wspomniana amerykańska, jeno nie zółtem, lecz czerwonem”.

Fasolka z orzełkiem jest wpisana na listę produktów regionalnych województwa małopolskiego i stąd jej opis na oficjalnych stronach rządowych. Mnie w tej historii zastanawia jak dziwne atrybuty mogą wiązać się z patriotyzmem.

Kiedy mówi się o wyjątkowej w całej historii Polski patriotycznej postawie pokoleń XIX i pierwszej połowy XX wieku, to mówi się często o „wychowaniu na trylogii Sienkiewicza”. Na pewno trylogia była ważna, ale przecież nie tylko ona inspirowała. Szukano natchnienia w różnych obszarach życia, także w wizji nowoczesności. W II Rzeczypospolitej patriotyzm przyświecał przecież wielkim projektom modernizacyjnym: Gdyni, COP-owi, budowie najnowocześniejszego samolotu (Łoś) czy pociągów (Luxtorpeda). Również w PRL-u pojawiały się projekty patriotyczne –  jak chociażby polski samochód Syrenka. Kiedy przyjrzeć się wielkim projektom ludzkości czy indywidualnym sukcesom różnych ludzi, zawsze widać stojącą za nimi wielką ideę. Patriotyzm niewątpliwie jest taką ideą, która może napędzać do ciekawych działań. Kiedy robi się coś nie tylko dla siebie, ale też dla Ojczyzny, dla potomków wtedy łatwiej znaleźć w sobie kreatywność czy wytrzymałość do dalszej pracy (także wtedy, gdy projekt nie idzie tak jak trzeba). Myślę, że tak właśnie było przez pokolenia z Polakami na Kresach sadzącymi między ziemniakami fasolę „z orzełkiem”. Dziś bycie fanem polskiej gospodarki i polskich wynalazków jest jeszcze bardziej potrzebne i jeszcze bardziej sensowne.

W globalnym świecie nadal występują narodowe produkty: fińska Nokia, niemieckie samochody, brazylijska kawa, kubańskie cygaro, węgierskie salami, francuskie wina. Nawet jeżeli część produkcji jest umiejscowiona poza macierzystym krajem, to największe zyski zawsze płyną do centrali. Czy my możemy mieć takie marki? Może to będzie najszybszy procesor na świecie z Bytomia (firma DCD), może produkty Bella (które stają się monopolistami w obszarze byłego ZSRR), może nasze piwa, które w browarach typu Kormoran czy Amber osiągają szczyty jakości, może w końcu nasza żywność, w tym może i owa fasolka z orzełkiem. Należy jednak zauważyć, że wielkie światowe marki najpierw znalazły zaufanie i zbyt u konsumentów w swoich rodzinnych krajach. To poparcie dało im siłę do ekspansji zagranicą.  Czy chcemy i umiemy zaufać naszym?

.

Kreatywne myślenie o podatkach?

Tym razem nie chodzi o raje podatkowe, ale raczej o niestandardowe podejście do możliwości generowania wpływów do państwowej kasy.

Patriotyzm ekonomiczny zakłada, że podejmujemy decyzje zakupowe, mając w pamięci beneficjenta, jakim jest skarb państwa otrzymujący wpływy z podatków od przychodów/obrotów firmy wzbogacającej się dzięki naszym zakupom. Jest to pewna forma „egoizmu”, którym kierujemy się my – konsumenci. Oczywiście, gdy wyjeżdżamy na zagraniczne wakacje, to nasze pieniądze w naturalny sposób trafiają do zagranicznych kieszeni. Ciekawy (może kontrowersyjny nawet) sposób „ominięcia” tego „problemu” wymyślił burmistrz Wilna.

Około miesiąc temu zaproponował, aby rząd Litwy zakupił jakąś wyspę grecką po to, aby stała się administracyjną częścią litewskiego terytorium. Burmistrz stwierdził, że zakup ten z korzyścią ostatecznie odbiłby się na podatkach: „[O]dpoczywając na naszej własnej wyspie, ludzie nie zostawialiby pieniędzy w Turcji lub w Egipcie, lecz w litewskich firmach, a podatki z tego tytułu płynęłyby do litewskiego skarbu państwa”.

Te nieszablonowy pomysł może oczywiście budzić skojarzenia z wykupywaniem majątku narodowego od bankruta. Może wydawać się nieetyczny w związku z tym. Ale zauważyć trzeba, że władze Grecji de facto chciały sprzedać jedną ze swoich wysp za 15 mln euro. Litewski polityk wpisuje się więc poniekąd w ofertę już istniejącą na „rynku”.

Informacja ta musi skłaniać do zastanowienia się nad mentalnością i postawą polityka, który poszukuje aktywnie okazji do zasilenia kasy państwa. Jak musi być sformatowany jego sposób postrzegania własnej gospodarki, aby polityk ten był gotów na takie propozycje i takie oświadczenia? W moim odczuciu wskazuje to na kreatywne myślenie o możliwych strumieniach przychodu do budżetu i wskazuje na zakorzenienie kategorii patriotyzmu konsumenckiego/ekonomicznego w dyskursie litewskim. Warto naśladować ten sposób myślenia na naszym gruncie, nawet jeśli żadnej wyspy Polska nie kupi.

Polski SPAR planuje rozwój

Mało kto wie, że za wieloma polsko brzmiącymi nazwami stoją zagraniczni właściciele. Swojsko brzmiąca Biedronka – ulubiony sklep tysięcy Polaków – w rzeczywistości należy do portugalskiej firmy Jeronimo Martins. Inna popularna sieć, która odniosła wielki sukces na rodzimym rynku – Żabka – od kilku lat nie jest już w polskich rękach.

Prawdopodobnie jeszcze mniej osób wie, że z kolei za niemiecko brzmiącą nazwą sklepów SPAR kryje się od niedawna polski właściciel – firma Bać-Pol. Dysponująca 9 hurtowniami cash & carry grupa kapitałowa zapewni solidne zaplecze logistyczne znanej przede wszystkim na południu Polski sieci sklepów SPAR.

– Dzięki temu sklepy będą mogły zaoferować asortyment nie tylko po atrakcyjnej cenie, lecz i z przyzwoita marżą. To powinno przełożyć się na sukces rynkowy – zauważa Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

(źródło: gazetaprawna.pl)

Prawo do korzystania z międzynarodowej marki SPAR nowy właściciel wykupił razem z 61 sklepami, które obecnie funkcjonują pod nią w Polsce. Sklepy SPAR można spotkać przede wszystkim w Niemczech i Austrii, gdzie z powodzeniem konkurują z międzynarodowymi koncernami. W tej chwili sklepy SPAR w Polsce i innych krajach są osobnymi firmami.

Nowy właściciel planuje dalszy rozwój polskiej sieci. Tylko do końca tego roku do istniejących obecnie 61 sklepów ma dołączyć kolejnych 25. Polski SPAR będzie konkurować na bardzo trudnym i zdominowanym przez zagraniczne firmy rynku sklepów dyskontowych – a więc sklepach oferujących niewielki asortyment, ale w konkurencyjnych cenach. Ten segment handlu detalicznego rozwija się obecnie w Polsce najdynamiczniej. Jeśli spośród portugalskiej Biedronki, angielskiego Tesco, czy niemieckiego Lidla polscy konsumenci będą mogli wybierać także polskie dyskonty – jest to z pewnością dobra wiadomość.

Patriotyzm ekonomiczny a wolny rynek

Wielu współczesnych publicystów uważa idee wolnego rynku za bezdyskusyjne co do zasady, do dyskusji co do szczegółów. Postulaty deregulacji są w świecie wprowadzane od lat – z różnymi skutkami. To, co nazywamy od lat 90. globalizacją, jest właściwie postępującym procesem upraszczania i ujednolicania zasad obrotu handlowego i inwestycyjnego w świecie, a więc przynajmniej w teorii, jest działaniem mającym na celu budowę globalnego, wolnego rynku. Piszę „w teorii”, ponieważ jest wiele kontrowersji związanych z preferencjami, które kształt nadawany globalizacji daje pewnego rodzaju podmiotom gospodarczym, co w zasadzie przeczy idei równości i konkurencyjności podmiotów gospodarczych.

www.naludowo.pl

Po upadku żelaznej kultury, po bankructwie systemu sowieckiego nastąpiło, zwłaszcza w naszej części świata, globalizacyjne przyśpieszenie, zresztą z różnymi konsekwencjami, które warto będzie kiedyś, w osobnym wątku, opisać i przedyskutować. Natomiast w czasach kryzysu pojęcie deregulacji zaczyna wśród wielu osób budzić wątpliwości, a państwa zaczynają interweniować w obszarach, które miały być oddane tzw. prawom rynku.

Bez względu jednak na nasz stosunek wobec idei wolnego rynku i deregulacji, wszyscy dobrze wiemy, że idealny wolny rynek nie jest empirycznie możliwy, tak jak nie jest empirycznie możliwy  w pełni kontrolowany rynek. Z jednej bowiem strony pewne sfery muszą być poddane kontroli – nie jest np. możliwe, aby każdy z nas emitował swój pieniądz lub by każdy produkował broń atomową, z drugiej zaś nie da się kontrolować wszystkiego, gdyż takie próby prowadzą do powstawania czarnego rynku (tu akurat mamy duże doświadczenie – wielu z nas pamięta jak sprawy się miały ponad dwadzieścia lat temu). Gdzieś właśnie pomiędzy tymi dwoma skrajnymi niemożliwościami może sytuować się realny wolny rynek – jego rzeczywista lokacja zależy oczywiście od poglądów prawodawców, polityków,  działań lobbystów itd.

Wolny rynek to przede wszystkim daleko posunięte uwolnienie konkurencji, którą konsumenci premiują lub karzą swoimi decyzjami konsumenckimi. Według teoretyków wolnego rynku to właśnie konsumenci powinni kształtować rynek swoimi wyborami, a państwo/prawo powinno jak najszerzej umożliwić sprzedawcom i producentom usług oraz towarów konkurować jakością i ceną (oraz innymi walorami, bliżej nieokreślonymi). Rynek jest więc wolny w jakimś – mniejszym lub większym – stopniu, gdy to kupujący i sprzedający dzięki kalkulowaniu swojej opłacalności i związanymi z nią decyzjami kształtują jego formę.

Czy patriotyzm gospodarczy zakłóca funkcjonowanie wolnego rynku?

– postawienie tego pytanie wydaje się konieczne, jeśli weźmiemy pod uwagę realia współczesnego świata oraz przewodni wątek tego bloga.  Patriotyzm ekonomiczny – jak wskazywałem – to patriotyzm konsumencki + patriotyzm gospodarczy.

Patriotyzm konsumencki w żaden sposób nie koliduje z ideą wolnego rynku, ponieważ jest wyrazem woli konsumentów, na którą rynek musi reagować. Naturalnie, wyklucza bądź stawia w gorszej pozycji niektóre podmioty gospodarcze, to jednak o niczym nie decyduje. W świecie pozbawionym patriotyzmu konsumenckiego wiele podmiotów również jest w naturalny sposób w gorszej pozycji od innych.  Moglibyśmy dla przykładu twierdzić, że geografia koliduje z wolnym rynkiem, ponieważ firmy fińskie nie są w stanie wyprodukować bananów, które konkurowałyby z bananami wyprodukowanymi w Ameryce Południowej. Podobne przykłady, sprowadzające obiekcje wobec patriotyzmu konsumenckiego do absurdu, można by  - jak widać – podawać w wielu wariantach, nie tylko w geograficznym.

folkownia.pl

Mówienie więc, że patriotyzm konsumencki szkodzi wolnemu rynkowi przypomina argumentację, że bycie Eskimosem szkodzi wolnemu rynkowi, ponieważ Eskimosi niepotrzebnie koncentrują się na zakupie ciepłej odzieży, zamiast kupować również stroje kąpielowe i leżaki do opalania. Eskimosi kupują to, co wydaje się im potrzebne, co opłaca im się kupować, podobnie jak osoby, które kierują się w wyborach patriotyzmem konsumenckim.

Patriotyzm gospodarczy – czyli druga strona medalu – wydaje się być mniej koherentny z ideą wolnego rynku. Wszak potencjalnie wchodzą w jego zakres decyzje osób publicznych – urzędników i polityków. Jednak decyzje tych osób również powinny się kierować kryterium opłacalności oraz dodatkowo kryterium woli suwerena, czyli obywateli.  Nie ma więc powodu, aby sądzić że istnieje jakaś fundamentalna sprzeczność między opłacalnością, kalkulacją decydentów a wolnym rynkiem.

Dołączanie czynnika patriotyzmu przy decyzjach ekonomicznych nie przeczy więc wolnemu rynkowi, nadal bowiem wybieramy to, co jest lepsze, bez względu na to, czy dotyczy to produktów/usług z naszego kraju czy z zewnątrz.

Zresztą problem konkurencji można uzupełnić o wyższy poziom. Tak jak konkurują jednostki i firmy, tak też konkurują państwa i regiony. W naszym interesie jest, aby nasze państwo wypadało w tej konkurencji jak najlepiej. Kierując się tu ideą deregulacji powinniśmy więc wymagać, aby nikt i nic nie ograniczał naszego państwa w decyzjach ekonomicznych, które podejmuje ono w interesie swoich obywateli.

pap.pl

pap.pl

Takie podejście do zagadnienia decyzji prowadzi do fundamentalnego pytania: czy nie moglibyśmy potraktować własnego państwa jako wielkiej firmy, w której każdy z nas ma udziały i którego rządy mają zadanie pracować nad tym, aby udziałowcy (obywatele) mieli jak największe zyski? Jeśli odpowiemy na to pytanie pozytywnie, to patriotyzm ekonomiczny nie tylko nie wydaje się dziwny, lecz staje się najlepszą (i jedyną) strategią podnoszenia kursu naszych akcji.

Nad zagadnieniem państwa jako wspólnej firmy obywateli zastanowię się w jednym z kolejnych wpisów. Perspektywa ta wydaje się bowiem niezwykle kusząca, łącząc idee zarówno indywidualistyczne (liberalne – konkurujemy jako państwo i jako jednostki) oraz kolektywne (wspólnotowe – działamy razem).

Wolny rynek z założenia ma opierać się na woli jednostek, a więc także i grup. Skoro jednostki i grupy uważają, że opłaca im się dokonywać pewnego rodzaju wyborów, to znaczy, że odmawianie im prawa do tych wyborów byłoby niczym innym jak właśnie niszczeniem zasady wolnego rynku. Zatem pytanie o związek wolnego rynku z patriotyzmem ekonomicznym można by postawić inaczej:

 

czy w sytuacji, gdy ludzie chcą, aby ich wybory ekonomiczne pozytywnie oddziaływały na ich środowisko społeczne i państwowe, to właśnie odmowa prawa do patriotyzmu ekonomicznego nie narusza tak hołubionej przez wielu zasady konkurencji i wolności wyboru, w skrócie zwanej wolnym rynkiem?

Patriotyzm ekonomiczny, gospodarczy, konsumencki – terminologia, czyli o co tu chodzi?

Nie wszyscy lubią rozróżnienia pojęciowo-terminologiczne. Jednak pewna ich dawka jest niestety zawsze absolutnie konieczna, aby nie popaść  w logomachię, czyli spór tylko słowny.  Kiedy jednak ustali się już terminologię, przypisując terminom w miarę ostre znaczenia, można potem używać jej mniej zobowiązująco, podkreślając co mamy na myśli, gdy danego terminu używamy. Właśnie ustaleniu terminologii, niezobowiązującemu, ale jednak akcentującymi pewne intuicje semantyczne, służy ten artykuł.

Patriotyzm ekonomiczny

Z patriotyzmem ekonomicznym  możemy mieć do czynienia wszędzie tam, gdzie podejmowane są decyzje o szeroko rozumianym charakterze ekonomicznym (sprzedaż, kupno, wymiana, kooperacja itd.). Jeśli decyzje te świadomie i z rozmysłem uwzględniają element pozytywnego wpływu podejmowanego działania na środowisko społeczno-kulturowo-przyrodnicze (kraj, społeczność, wspólnotę etniczno-kulturową), z którym decydent się identyfikuje, to w działaniu tym zachodzi zjawisko patriotyzmu ekonomicznego.

Dla przykładu, kupując w sklepie jogurt możemy nie brać pod uwagę miejsca jego produkcji a jedynie cenę. Kiedy jednak przy wyborze pokierujemy się czynnikiem miejsca produkcji (Polska) lub/i firmy produkującej go (polska firma lub spółdzielnia będąca właścicielem mleczarni), to ewidentnie realizujemy patriotyzm ekonomiczny.

Zjawisko to zachodzi również wtedy, kiedy urzędnicy zadecydują, że realizację zadania zlecą lokalnej firmie, która utożsamia się z regionem i płaci w nim podatki, zamiast globalnej korporacji, traktującej dany kraj tylko jako rynek zbytu (decyzji tej nie należy mylić z korupcją, która ma miejsce wtedy, gdy decydenci odniosą prywatny zysk, niezasłużony, a region stratę z jakiegoś powodu).

I w końcu, patriotyzm ekonomiczny pojawi się tam, gdzie jedna firma wybierze sobie na kontrahenta inną firmę, która „gra w tej samej drużynie”, czyli jest związana z tym samym państwem, dzięki czemu łatwiej o zaufanie, zrozumienie – komunikację i poczucie wspólnych ram działania, a także wspólny wzrost potencjału ekonomicznego  powodujący korzyści organizmowi państwowemu,  którego właściciele tych firm są obywatelami i z którym czują się kulturowo i uczuciowo związani.

Ekonomia opisuje działanie rynku jako abstrakcyjnego miejsca wymiany dóbr i usług, które jest stymulowane potrzebami jednostek. Patriotyzm ekonomiczny jest świadomie realizowaną przez jednostki potrzebą pozytywnego oddziaływania na rozwój swojego środowiska przy zachowaniu realizacji innych swoich potrzeb, zatem jest częścią zjawiska zwanego wolnym rynkiem. Może stać się nawet jedną z jego podstawowych składowych, jeśli patriotyzm ekonomiczny stanie się zjawiskiem w miarę masowym.

Patriotyzm konsumencki

Patriotyzm konsumencki to nazwa zjawiska, w którym postawa konsumenta jest świadomie nakierowana na preferowanie podczas zakupów towarów i usług, których produkcja, promocja i związany z nimi obieg pieniędzy dotyczy kraju, wspólnoty czy kultury, z którą utożsamia się konsument. Czynnik patriotyzmu konsumenckiego może mieć różny wpływ na dokonywany wybór (niekiedy może być czynnikiem dominującym, innym razem dodatkowym). Niemniej czynnik ten musi świadomie wystąpić, aby mówić o patriotyzmie konsumenckim.

W wypadku tego zjawiska, konsument kieruje się zwykle wiedzą o konsekwencjach swoich wyborów – stoi więc za nimi dobrze rozpropagowana wiedza o zależnościach między wydanymi przez konsumenta pieniędzmi a pozytywnymi konsekwencjami decyzji dla otoczenia konsumenta, a zatem pośrednio dla samego konsumenta. Jak widać patriotyzm konsumencki wpisuje się więc w szeroki wachlarz świadomych, obywatelskich ruchów konsumenckich.

Patriotyzm gospodarczy

Czynnik patriotyzmu ekonomicznego  nie występuje wyłącznie po stronie konsumentów (zwłaszcza, że wielu konsumentów pełni również rolę producentów i decydentów wyższych stopni, czyli ponadjednostkowych). Także przedsiębiorcy i firmy mogą podejmować wysiłki w celu zmobilizowania konsumentów oraz zwiększenia synergii pomiędzy krajowymi podmiotami gospodarczymi, co należy właśnie do istoty patriotyzmu gospodarczego. Patriotyzm gospodarczy ma również wymiar polityczny, chociaż ponadpartyjny. Obowiązkiem każdego polityka jest przecież podejmować takie decyzje, które dadzą jak najlepsze efekty społeczeństwu, krajowi i regionowi, którego dotyczą.

Nie ma więc nic dziwnego w tym, że o ile patriotyzm gospodarczy w wypadku konsumentów  i przedsiębiorców wymaga wiedzy i pewnej edukacji, to w wypadku polityków i urzędników powinien być obowiązkiem, bez względu na opcję polityczną. Zadaniem polityka jest bowiem przede wszystkim dbać o nasze wspólne gospodarstwo.

Oto przykłady patriotyzmu gospodarczego. Dwie firmy próbują stać się dostawami części dla miejscowej firmy, która składa gotowy produkt. Oferują podobne ceny. Jedna jest miejscowa, druga zagraniczna. Firma, która decyduje, wybiera firmę miejscową, ponieważ buduje to stałą kooperację i promocję wyrobów i firm krajowych, zwiększa obroty finansowe wspólnego państwa, a poza tym daje sygnał miejscowym konsumentom, że warto kupować nasze produkty.

Inny przykład, urząd wojewódzki musi zakupić pewną ilość mebli do szkół. Ma wiele ofert, ale nie wybiera najtańszej. Wybiera nieco droższą ofertę. Jednak meble wyprodukuje konsorcjum miejscowych firm, z miejscowych materiałów. Tańszą ofertę proponowała firma zagraniczna, która miała zamiar przywieźć produkt i „wywieźć” pieniądze. Skąd decyzja? Korzystniejsze dla województwa jest wsparcie firm miejscowych. Nie chodzi o sentymenty. Chodzi o wzmocnienie miejscowej firmy, a w konsekwencji stabilności zatrudnienia w niej miejscowych pracowników, kooperacji z miejscowymi podwykonawcami, płacenia lokalnych podatków, promocji regionu przez silną markę, płacenia datków charytatywnych, bogacenia się miejscowych obywateli itd. Czy nie opłaca się więc zapłacić „drożej”?

Patriotyzm gospodarczy wyraża się także w budowaniu miejscowego lobby producenckiego, które namawia polityków do wspierania decyzji korzystnych dla miejscowego rynku, reprezentując interesy kraju, konsumentów. Wszak politycy się zmieniają, a rozwiązania i interes społeczeństwa są bardziej trwałe niż kadencje. Rozwiązania prawne nigdy nie są neutralne, zawsze dla kogoś działają. Dlaczego nie mają działać dla nas?

Patriotyzm gospodarczy działa także w drugą stronę. Oznacza również postawy charakterystyczne dla osób będących właścicielami i zarządcami firm. Charakteryzuje je lojalność w stosunku do swoich rodzimych klientów oraz państwa, w którym firma powstała i dzięki którego otoczeniu mogła się rozwinąć. Patriotyzmem gospodarczym można nazwać rezygnację z „okazji” jaką jest oferta rajów podatkowych. Podobnie wybór jaki stoi przed właścicielami każdego rozwiniętego przedsiębiorstwa – czy i jak sprzedać w nim udziały? Miarą patriotyzmu w tej sytuacji jest ważenie konsekwencji, jakie transakcja przyniesie nie tylko dla kieszeni sprzedających, ale także dla samego przedsiębiorstwa, jego pracowników, kooperantów i konsumentów. Znowu w dłuższej perspektywie opłaca się być lojalnym swojej wspólnocie, państwo. Płacenie podatków na miejscu może być np. świetnym elementem marketingu, przekonującym konsumentów do sięgania na półce po produkt tej a nie innej firmy.

Konkluzje

Można oczywiście zadać pytanie o kwestię ceny, jaką przyjdzie zapłacić za uwzględnienie czynnika patriotyzmu ekonomicznego. Niekiedy poczucie kierowania się tym czynnikiem może być tak mocne, że podmiot uważa kwestię ceny czy jakości za drugorzędną. Innym razem podmiot może działać bardziej zachowawczo, wybierając w oparciu o równorzędność tych różnych czynników oceny. Nie możemy podać ogólnego, właściwego wzorca zachowania, zależy on bowiem od indywidualnej sytuacji.

Decyzja o wyborze polskiego dostawcy jest zawsze racjonalna tylko w kontekście tego, w jakiej sytuacji znajduje się podmiot decydujący. Nieracjonalne jest natomiast ignorowanie tego, co się stanie i gdzie trafią pieniądze, którymi zapłacimy za usługę lub towar, gdy dokonamy wyboru. Uwzględnienie czynnika patriotyzmu ekonomicznego może sprawić, że dokonamy wyboru, który z punktu widzenia samej transakcji wydaje się nieracjonalny. Jednak świadomość zmian jakie przynoszą na rynkach wybory dokonywane przez konsumentów, firmy i instytucje jest podstawą do podejmowania decyzji racjonalnych w długim terminie.

Patriotyzm ekonomiczny wychodzi ze słusznego założenia, że wszystkim nam statystycznie opłaca się tworzyć synergię działania oraz lokalny, państwowy splot relacji i zależności ekonomicznych, bo dzięki temu wiele pieniędzy zostaje tutaj i wiele spraw załatwianych jest tutaj, w naszym domu, a każda złotówka tak czy inaczej do nas wraca. Wystarczy tylko masowo zacząć świadomie wybierać na swoim poziomie decyzji.

Biorąc pod uwagę przedstawioną terminologię, właśnie dlatego dla naszego bloga wybraliśmy domenę „patriotyzmekonomiczny.pl” -  ma on bowiem zakresowo zajmować się zarówno aspektem patriotyzmu gospodarczego, jak i patriotyzmu konsumenckiego, a te zjawiska współtworzą właśnie patriotyzm ekonomiczny.