Tag Archive for nowe technologie

DQ80251 przywita Merkel i Tuska

dcdHonover

Najszybszy na świecie procesor z rodziny 8051 uświetni uroczystość otwarcia tegorocznych targów CeBIT w Hanowerze. Polski układ, zaprojektowany przez Digital Core Design, będzie jednym z czterech urządzeń zaprezentowanych kanclerz Angeli Merkel i premierowi Donaldowi Tuskowi, którzy 5 marca dokonają otwarcia tegorocznych targów. Procesor z Bytomia będzie reprezentował polskie dokonania w branży IT, promując Polskę jako kraj partnerski CeBIT 2013.

DQ80251 jest najszybszym na świecie procesorem z rodziny 8051, zaprojektowanym przez bytomskie laboratoria Digital Core Design. O układzie stało się głośno na początku 2012 roku, gdy firma poinformowała o stworzeniu układu, który był ponad 50. razy bardziej wydajny od standardu stworzonego przez firmę Intel. – Na stoisku narodowym podczas tegorocznego Cebitu zaprezentujemy ten sam układ, ale w nowej odsłonie – mówi Jacek Hanke, prezes Digital Core Design – dzięki pracy naszych inżynierów, zoptymalizowaliśmy działanie procesora, dzięki czemu jest w chwili obecnej ponad 66 razy szybszy od standardowego układu 8051.

Co to oznacza w praktyce?  – Nasz procesor wykonuje więcej operacji, w krótszym czasie i przy mniejszym zużyciu energii,  a o to przecież właśnie chodzi we współczesnej elektronice – dodaje Hanke.

Procesory z rodziny 8051 są najprawdopodobniej najpopularniejszym typem procesorów przemysłowych w historii. Praktycznie w każdym komputerze działa jeden główny procesor, wokół którego może działać od kilkunastu do kilkudziesięciu mikroprocesorów 8051. Mało kto też wie, że niemal w każdej karcie SIM w naszym telefonie znajduje się właśnie… układ 8051, a ponad połowa urządzeń USB (w tym popularnych pendrive) wykorzystuje procesory z tej rodziny. Nic więc dziwnego, że ostrożne szacunki mówią o co najmniej kilkudziesięciu miliardach urządzeń elektronicznych zbudowanych z wykorzystaniem tych układów, z czego około 250 milionów zostało zaprojektowanych przez Digital Core Design.

Bytomscy inżynierowie od 1999 roku (założenie firmy) zaprojektowali ponad 70 różnych rozwiązań, które znajdują zastosowanie m.in. w satelitach, samolotach, samochodach, urządzeniach przemysłowych, czy wreszcie w elektronice użytkowej. W efekcie, architektury opracowane przez Digital Core Design zostały licencjonowane klientom takim jak Intel, Sony, Philips, czy Siemens.

Spółka „Inwestycje Polskie”

PIR

Powstanie spółki Polskie Inwestycje Rozwojowe S.A. (dalej: PIR) niewątpliwie jest krokiem w dobrym kierunku. W działaniu takiej spółki jak IP ważne będzie czy jej działalność będzie służyła inwestycjom POLSKICH PRZEDSIĘBIORCÓW, czy inwestycjom NA TERENIE POLSKI. Od tego, która opcja zostanie przyjęta do realizacji zależy to, czy w dłuższej perspektywie będziemy szli w kierunku modelu Japonii, Korei, Tajwanu, które stając się „fabryką świata” wytworzyły swoje rodzime firmy/marki wnoszące duży wkład w dobrobyt gospodarczy tych państw (Toyota, Honda, Sony, Samsung, HTC), czy raczej w kierunku Indonezji, Chin czy ostatnio Bangladeszu, które stając się nową „fabryką świata” stanowią tylko kolonialne zaplecze wielkich koncernów z Zachodu.

Powstanie PIR poparło Polskie Lobby Przemysłowe, które na swojej stronie pisze, że „Polskie Lobby Przemysłowe zaznacza zarazem, iż efektywne wykorzystanie tego rodzaju dźwigni inwestycyjnej powinno być kluczowym elementem szerzej zakrojonej strategii reindustrializacji Polski. Jej celem powinno być długookresowe powiększenie potencjału gospodarczego kraju za pomocą świadomej przebudowy i przemiany struktury gospodarki ukierunkowanej na  stworzenie bądź wzmocnienie roli bardziej wydajnych i nowoczesnych jej gałęzi”.

Cała opinia na stronie PLP

 

Komu ulgi

spawanie2

Zestawmy ze sobą dwie informacje:

Pierwszą zamieścił Puls Biznesu i dotyczy polskiej firmy z Katowic, Energoinstalu. Ta rodzinna firma (bynajmniej nie mała, bo jest to spółka giełdowa) wynalazła nowoczesną metodę spawania laserem. Kurs jej akcji wzrósł dziś o 15%.

Drugą znalazłem na lokalnych stronach Gazeta.pl i mówi o tym, że mieszczące się w Pomorskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej japońskie firmy zwalniają pracowników i… przenoszą się do Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Nie wiem czy Enegoinstal korzysta z jakiś ulg podatkowych – być może tak. Nie wydaje mi się jednak, aby przewyższały one korzyści, jakie japońskie firmy mają ze zwolnień podatkowych umieszczając produkcję w specjalnych strefach ekonomicznych. Nasuwa mi się pytanie czy rząd dobrze robi wspierając tak intensywnie zagranicznych inwestorów. Nie mówię, że całkowicie mamy odpuścić sobie zagraniczne inwestycje. Mówi się, że mogą być one źródłem know how. Wydaje się jednak, że wszystkie te firmy zagraniczne, które wchodzą do specjalnych stref ekonomicznych wielkiej zmiany jakościowej w polskiej gospodarce nie wprowadzają. Jak już to raczej tej zmiany szukałbym wśród polskich firm takich jak Enorgoinstal czy DCD (super-szybko procesor – można poczytać o nich na naszym blogu). Jest to tym bardziej wskazane, że w/w polskie firmy dają nadzieję na wzrost zatrudnienia wśród dobrze wykwalifikowanych specjalistów podczas, gdy zagraniczni inwestorzy co najwyżej liczą na naszą tanią siłę roboczą, a co za tym idzie utwierdzają nas w roli podrzędnego kraju na globalnym rynku.

Głosuj na polską firmę!

glosuj

 

Bytomska firma DCD ze swoim sztandarowym produktem, procesorem DQ8025 startuje w europejskim konkursie przedsiębiorców. Pisaliśmy o tym na naszym blogu:

DCD z tytułem Marka Śląskie

Powstał najszybszy procesor na świecie… w Polsce!

 

Na polską firmę można głosować na stronie organizatora konkursu:

 

Przetarg na śmigłowce dla Wojska Polskiego

sokol

Dziś najważniejszą informację dotyczącą polskiej gospodarki podaje Rzeczpospolita: Wojsko Polskie kupi w najbliższym czasie helikoptery za około 10 mld złotych. To największy wojskowy kontrakt od czasów F-16. Warto do tamtego przetargu wrócić. Mówiono wtedy o dwóch aspektach: wartości bojowej i offsecie. Wartość bojowa wiadomo czym jest – nie wiadomo do końca która z trzech propozycji (F-16, Mirage, Gripen) była najlepsza bojowo, ale rządząca wtedy SLD podkreślała, że Amerykanie (czyli F-16) zaproponowali najwyższy offset. Offset to nic innego jak obietnica inwestycji w zamian za kontrakt. Jednak to nie miały być zwykłe inwestycje tylko takie z nowoczesnymi technologiami. Podawano przykład Finlandii, która dzięki offsetowi ma Nokię (wtedy niekwestionowanego lidera w komórkach). Chyba nie przesadzę piszą, że offset okazał się fikcją i nabijaniem Polaków w butelkę. W przeciwieństwie do ceny (3,5 mld za same samoloty potem około 0,5 mld za dozbrojenie oraz nie wiem ile za szkolenia pilotów), którą trzeba było zapłacić Amerykanom.

 

Już wtedy pojawiły się głosy, że zamiast kupować technologię z lat 60. (wtedy skonstruowano F-16) może lepiej włożyć te pieniądze w rozwój własnego projektu samolotów bezzałogowych. Już wtedy wiedziano, że przyszłość lotnictwa to drony. Brzmiało to bardzo odważnie i władze tematu nie podjęły. Jednak w przypadku przetargu na śmigłowiec powinien on zostać podjęty jak najbardziej, ponieważ posiadamy w Polsce fabrykę bardzo dobrych śmigłowców. Jeżeli więc przetarg na śmigłowce dla Wojska Polskiego wygra amerykański Sikorsky lub inna zagraniczna firma to rząd polski będzie można uznać za jednego z większych wrogów polskiej gospodarki.

Phoenix i polski eksport (2012-09-25)

phoenix

Dwie wiadomości z info-sfery wydają się dziś szczególnie ciekawe.

Pierwsza o trendach polskiego eksportu, który globalnie spada. Spada ten do krajów UE a rośnie do krajów „rozwijających się”. Najbardziej rośnie nam sprzedaż żywności do Rosji i na Ukrainę. Do w miarę dobra wiadomość dla Polskiej gospodarki, ponieważ produkcja żywności jest w większości w polskich rękach natomiast eksport do UE pompują nam mocno firmy-córki zagranicznych koncernów (czyli formalnie polska gospodarka zyskuje, ale faktycznie dużo zysku wraca do właścicieli na Zachodzie).

Druga wiadomość mówi, że niedługo (za kilka tygodni) rozpoczną się próbne loty samolotu bezzałogowego Phoenix. Samolot powstaje w Instytucie Lotnictwa. Na stronie projektu możemy przeczytać, że celem projektu jest „poprawa innowacyjności i w konsekwencji zwiększenie konkurencyjności polskich przedsiębiorstw, poprzez zwiększenie skali wykorzystywania innowacyjnych dla gospodarki rozwiązań technologicznych”. Wydaje mi się wysoce prawdopodobne, że sam samolot okaże się hitem. Jednak, żeby okazał się polskim sukcesem gospodarczym potrzebne jest utrzymanie w polskich rękach również jego produkcji i sprzedaży. Mam nadzieję, że okaże się sukcesem tak jak pociągi PESY.

DCD z tytułem Marka Śląskie

Konstruktorzy DQ80251 hq

Digital Core Design, polskie laboratoria projektowe układów scalonych zostały laureatem III edycji konkursu Marka Śląskie, organizowanego przez Marszałka Województwa oraz Regionalną Izbę Przemysłowo-Handlową. Bytomska firma została nagrodzona w prestiżowej kategorii Produkt za stworzenie najszybszego na świecie procesora z rodziny 8051 – układu DQ80251.

Pierwszego września odbyła się gala podsumowująca III Edycję konkursu Marka Śląskie. Kapituła konkursu pod przewodnictwem Marszałka Województwa Śląskiego, Adama Matusiewicza przyznała nagrody w dziewięciu kategoriach. Tegorocznym laureatem prestiżowej kategorii Produkt Marka Śląskie został procesor DQ80251, stworzony przez bytomską firmę Digital Core Design. – Cieszę się, że nasz procesor spotkał się z uznaniem w skali międzynarodowej, lokalnej a teraz także regionalnej – powiedział Jacek Hanke, prezes Digital Core Design, podczas sobotniej gali. Układ zaprojektowany w Bytomiu znalazł się również wśród polskich finalistów konkursu European Business Awards, został też wyróżniony Nagrodą Gospodarczą przez prezydenta Bytomia. Firma Digital Core Design pod koniec zeszłego roku zaprezentowała procesor DQ80251, najszybszy na świecie układ z rodziny 8051. Dzięki nowatorskim rozwiązaniom, jego moc obliczeniowa jest po-nad 50 krotnie większa od standardu opracowanego przez firmę Intel, czy też innych, konkurencyj-nych rozwiązań. – Nasz procesor wykonuje więcej operacji, w krótszym czasie i przy mniejszym zużyciu energii – wyjaśnia Hanke – a o to przecież chodzi we współczesnej elektronice. Digital Core Design została założona w 1999 roku, od samego początku specjalizując się w projektowaniu układów scalonych, tzw. IP Core. W ciągu kilkunastu lat bytomscy inżynierowie zaprojektowali ponad 70 różnych architektur, począwszy od popularnych 8. bitowych procesorów przemysłowych, przez IP Core dla urządzeń USB, czy motoryzacyjny interfejs CAN, na 16/32 bitowych układach scalonych skończywszy. Wśród klientów DCD znajdują się m.in. Intel, Sony, Philips, czy Siemens. Więcej informacji na www.dcd.pl.

DCD: kolejny sukces polskiej elektroniki

Jacek Hanke DCD's CEO

Kolejna dobra wiadomość dotycząca polskiego procesora.

Skonstruowany przez polską firmę Digital Core Design procesor DQ80251 tym razem zyskał uznanie kapituły European Business Award, która wyróżniła firmę tytułem Narodowego Finalisty, zaś sam procesor uzyskał nominację do nagrody UKTI Innovation Award (UK Trade & Investment Department). DQ80251 jest nie tylko jedynym urządzeniem elektronicznym w Polsce nominowanym w kategorii Innowacje, ale też jedynym układem scalonym nominowanym do tej nagrody spośród wszystkich europejskich zgłoszeń.

PE: Czy firma DCD ma wystarczający potencjał do rozwoju produkcji i sprzedaży na rynki światowe?

DCD: Nasza firma od samego początku 99% swoich rozwiązań eksportuje poza granice Polski. Niestety w naszym kraju nie ma produkcji elektronicznej, w tym najbardziej podstawowym wymiarze, tj produkcji podzespołów. Dlatego też DCD licencjonuje swoje architektury firmom, które wykorzystują je w finalnych produktach, a potem trafiają do różnych krajów, w tym i do Polski, gdzie gotowe podzespoły są implementowane w finalnych urządzeniach.

PE: Zarówno UE jaki i polskie Ministerstwo Gospodarki ogłaszają, ze rozwój innowacyjnych gałęzi gospodarki (Państwa firma niewątpliwie do takiej należy) to ich priorytety. Czy uzyskali Państwo od tych instytucji mniej lub bardziej realne wsparcie? Czy zabiegaliście w ogóle o nie?

DCD: Dzięki uprzejmości Ministerstwa Gospodarki oraz przede wszystkim Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego nasza firma mogła zaprezentować najszybszy na świecie procesor DQ80251 na targach CeBIT w Hanowerze (największa impreza w Europie). Przed targami zwróciliśmy się również do Ministerstwa Gospodarki z wnioskiem o objęcie patronatem projektu najszybszego procesora. Do chwili obecnej trwają działania związane z rozpatrzeniem tego wniosku.

PE: Są takie koncerny z branży elektronicznej, które w swojej światowej ekspansji podkreślają zarówno swoją ponadnarodowość jak i narodowość. Nokia podkreśla swoje fińskie korzenie, wszystkie firmy japońskie podobnie, w ślady Japończyków poszli również Koreańczycy. Celowo pomijam Amerykanów, bo to trochę inna bajka. Czy DCD ma wypracowaną strategię odnośnie zaznaczania/ukrywania/ignorowania swojego polskiego pochodzenia?

DCD: Oczywiście, to że działamy globalnie nie oznacza, że zapominamy o tym, co ważne lokalnie. Nigdy nie ukrywaliśmy i nie ukrywamy gdzie jest siedziba naszej firmy, dlatego wielu naszym klientom z zagranicy Bytom, czy Śląsk nie kojarzy się li tylko z zapadającymi się domami i szkodami górniczymi, ale z zaawansowanymi technologiami Made in Poland.

 

Na co czeka polska rewolucja naukowo-techniczna?

Polski uczony z lubelskiego UMCS – prof. Dobiesław Nazimek – opracował technologię pozwalającą przetwarzać niechciany dwutlenek węgla w pożądane paliwo…

Tą dobrą wiadomość z weekendowego wydania Pulsu Biznesu dziennikarz zakończył zdaniem:

We wrześniu [profesor] odchodzi z uniwersytetu na emeryturę. Z pewnością pracę zaproponują mu zachodnie koncerny energetyczne.

Cały artykuł był utrzymany w tonie oburzenia, że w Polsce pomysłem naukowca nikt się nie interesuje podczas, gdy odkrycie docenia włoski koncern energetyczny ENI. Nie wiem, czy autorowi artykułu chodziło o pokiwanie polskiemu państwu palcem, czy jest to tylko kolejny przejaw defetyzmu narodowego – myślenia w kategoriach, że „Takie rzeczy mogą udać się tylko… na zachodzie”. Obie motywacje mnie kompletnie nie pociągają, więc zacząłem się zastanawiać nad odpowiedzią na istotniejsze w tym kontekście pytanie:

Co trzeba zrobić, żeby potencjał polskich naukowców skutecznie wykorzystywać w kraju?

Faktem jest, że wielu zdolnych ludzi polskiej nauki wyjeżdżało do innych państw i zrobiło tam karierę na uczelniach wyższych, w korporacjach lub we własnych firmach. Nie przypominam sobie jednak przypadku, żeby Polak, który wyemigrował w ciągu ostatnich 50 lat zdobył nagrodę Nobla lub założył firmę, która osiągnęłaby światowy sukces. W zasadzie trudno mi jest nawet sobie przypomnieć lokalny sukces polskiego naukowca za granicą, który nie byłby porównywalny z sukcesami jakie osoby wywodzące się ze świata nauki odnoszą w Polsce. Dlaczego więc „zachód” wyciąga wielu zdolnych Polaków, a ich osiągnięcia za granicą postrzegamy jako większe niż te, które osiągnęliby w Polsce? Wydaję mi się (ale jestem otwarty na dyskusję i komentarze), że różnice można sprowadzić do dwóch rzeczy.

Po pierwsze – wykorzystanie w gospodarce.

Fakt, że wyniki czyiś badań posłużyły do zwiększenia efektywności konkretnego procesu w fabrykach konkretnego koncernu, musi robić wrażenie. Mało który naukowiec w Polsce może pochwalić się podobnym osiągnięciem. Nie jest to jednak zasługa li tylko indywidualnych zdolności badacza. Pytanie jakie powinni mu zadać jego koledzy z kraju brzmi: a czy w ogóle robicie badania, które nie służą poprawie efektywności konkretnego procesu dla konkretnego koncernu? Sukcesy w wykorzystaniu w praktyce biorą się bowiem często z tego, że na inne niż „praktyczne” badania praktycznie nie sposób zdobyć finansowania! [Ojej, a co z wolnością badań naukowych? Czar prysł?]

Po drugie – wyższe zarobki.

Emigrując (w charakterze naukowców) polscy badacze mogli liczyć na kilkukrotnie większe zarobki niż w Polsce. Poziom życia osób, które na polu nauki osiągnęły sukcesy na „zachodzie” był (i nadal jest) nieosiągalny dla pracowników polskich uczelni. Z drugiej strony są to zarobki wysokie pod warunkiem, że patrzymy na nie z perspektywy naszego kraju. Faktem jest jednak, że wiele dóbr luksusowych wszędzie kosztuje X dolarów, przez co świadomość, że zarabiam tyle samo „średnich-krajowych” co kolega z uczelni w Stanach może być nie dość satysfakcjonujący.

Czy podniesienie zarobków naukowców w Polsce przyniesie rewolucję?

Niestety nie. Część zdolnych i ambitnych osób zrezygnowałaby z eksploatowania swoich talentów w przedsiębiorstwach, zostałaby na uczelniach żeby robić karierę naukową, co paradoksalnie pogorszyłoby sprawę.

Naukowcy w Polsce powinni być wynagradzani znacznie lepiej niż obecnie, ale niekoniecznie za to co obecnie robią. Większość pracowników naukowych polskich uczelni zajmuje się głównie dydaktyką. Resztę czasu zajmuje pozyskiwanie, realizacja i rozliczanie indywidualnych grantów na badania o charakterze podstawowym (nie-stosowanym). Daje to polskim naukowcom niesamowite możliwości swobodnego rozwoju, a studentom dostęp do najlepszych wykładowców. Cała machina nauki działa jednak ukierunkowana na inne cele niż przykładowe „zwiększanie efektywności procesów”. Dla tak ukierunkowanych badaczy problemy i potrzeby polskich firm wydają się być po prostu… za mało ambitne [sic!]. Tymczasem przedsiębiorstwa nie potrzebują rozwiązań, które sprawdzą się w teorii i laboratorium, ale w środowisku rzeczywistym. Tego polska nauka nie jest w stanie im dać, ponieważ przez 20 lat spychano na margines badania stosowane i prace rozwojowe. Potwierdza się „prawo Budki Suflera” [ech, jak ja nie lubię tego powiedzonka]…

…bo do tanga trzeba dwojga.

Nie można nie wyjść z wprawy w tańcu towarzyskim, jeśli nie ma się z kim tańczyć. Polscy naukowcy – jeszcze w latach 80-tych – mieli dla kogo prowadzić badania stosowane. W całym kraju działały przedsiębiorstwa, które miały swoich rzeczników patentowych i działy badawczo-rozwojowe. Byli – jacy by nie byli – partnerzy do współpracy przy wdrażaniu wyników badań w praktykę. Było dla kogo i z kim sprawdzać teorię w środowisku rzeczywistym, a nie tylko w laboratorium. Teoretycznie zmiana ustroju nie miała wpływu na świat akademicki w Polsce, zachował on przecież swoją ciągłość. Zerwaniu uległa natomiast współpraca, nie tyle z niechęci przedsiębiorstw do współpracy z uczelniami, ale z braku tych przedsiębiorstw. Podzielone, polikwidowane, zredukowane i posprzedawane firmy nie miały już ani takiego potencjału, ani potrzeby, ani [przede wszystkim] woli politycznej [tak! politycznej], żeby utrzymywać kontakty z polskimi naukowcami. Technologie przychodziły „gotowe” wraz z inwestorami, albo kupowano na nie licencje i niczego nie trzeba było już samemu wymyślać. 20 lat tak niesprzyjających warunków spustoszyło zdolności polskiej nauki do współpracy z przemysłem. Ten czas będzie bardzo trudno nadrobić. Firmy wymagają dziś innych procedur i standardów, efektywności ćwiczonej przez lata oraz elastyczności, której od niepamiętnych czasów w Polsce od ludzi nauki się po prostu nie wymagało.

To nie polski przemysł potrzebuje nauki, ale nasza nauka potrzebuje polskiego przemysłu!

Możliwość uzyskania przez polską gospodarkę skokowej, ale i trwałej przewagi na globalnym rynku zależy od odkryć naukowych. Polska nauka jest potrzebna gospodarce jako dostawca nowych technologii i rozwiązań, które pozwolą nam konkurować nie tylko tanią siłą roboczą, ale i pomysłem. Jednak jest mrzonką sądzić, że wystarczy zapłacić polskim naukowcom za prowadzenie badań stosowanych zamiast podstawowych, a w gospodarce pojawi się naraz wysyp technologicznych „kur znoszących złote jajka”. Technologie nie przynoszą zysków w próżni. Muszą mieć solidny grunt w postaci przedsiębiorstwa, które będzie zdolne ją wdrożyć i co najważniejsze wykorzystać jej potencjał. Dla większości nowych rozwiązań warunkiem przyniesienia zysków jest wcześniejsze istnienie odpowiednich warunków infrastrukturalnych lub osiągnięcie odpowiedniego poziomu rozpowszechnienia. Do stworzenia takich warunków zdolne są tylko podmioty o odpowiedniej wielkości (kapitale, udziale w rynku, potencjale produkcyjnym lub dystrybucyjnym). Muszą one też wybrać naszą technologię spośród szeregu alternatyw – np. kupna licencji na gotowe i sprawdzone rozwiązanie z bardziej dojrzałego rynku. Muszą podjąć polityczną decyzję, że inwestują w badania polskich naukowców zamiast w niemiecką, francuską lub amerykańską licencję. Wydają być może początkowo więcej pieniędzy, ale z czasem wychowują sobie rodzimy potencjał i uniezależniają się od obcego know-how. Zatem do wdrażania nowych technologii i rozwoju potencjału polskiej nauki…

…potrzebujemy silnych korporacji narodowych.

Duże przedsiębiorstwa – mające potencjał do wytworzenia, wdrożenia i wykorzystania technologii – są niezbędnym partnerem dla nauki, aby mogła ona rzeczywiście służyć rozwojowi naszej gospodarki. Nie przez przypadek uczelnią, która odnosi największe sukcesy w dziedzinie dostarczania rozwiązań dla gospodarki jest Akademia Górniczo-Hutnicza. Nie zawdzięcza ona ich wyjątkowej kadrze – na wielu uczelniach pracują wybitni naukowcy i specjaliści. AGH miało to szczęście, że przemysł górniczo-wydobywczy w Polsce nie został w pełni sprywatyzowany i uczelnia miała z kim i dla kogo pracować. Natomiast wszędzie tam, gdzie następowała atrofia polskiego przemysłu, jak np. w telekomunikacji, ulegały degradacji wybitne niegdyś ośrodki rozwojowe zajmujące się tą problematyką. Jaki interes ma nowy właściciel Telekomunikacji Polskiej – spółka kontrolowana przez francuski skarb państwa – w finansowaniu polskiej nauki zamiast swojej rodzimej? Bez polskich firm – nie będzie rozwoju i wykorzystania potencjału polskiej nauki – bo tylko polskim firmom takie inwestycje długoterminowe będą się opłacać.

Dobrą wiadomością zawartą w artykule, którzy przytaczałem na początku jest to, iż technologia opracowana przez prof. Nazimka ma być testowana w elektrowni Kozienice. Teraz dopiero okaże się, jaki ma potencjał w warunkach rzeczywistych. Najważniejsze, że ścieżki współpracy pomiędzy nauką a przemysłem zaczynają się powoli odbudowywać. Przykład profesora nie powinien być jednak wyjątkiem, ale regułą. Dużo w tym zależy od decyzji politycznych. Skoro minister może wydać polecenie i wszystkie – także notowane na giełdzie – polskie firmy z branży wydobywczej zaczynają wiercić w poszukiwaniu gazu łupkowego, dlaczego by nie ogłosić podobnych „poszukiwań” na naszych uczelniach? Akurat w branży profesora Nazimka mamy własne korporacje narodowe (na razie jeszcze dwie). Być może pomoc ENI – włoskiego odpowiednika Orlenu – nie będzie potrzebna, żebyśmy wkrótce jeździli na paliwie z dwutlenku węgla, a pan profesor dostał za swoje odkrycie nagrodę Nobla. Polska rewolucja naukowo-techniczna jest w zasięgu ręki – ale sięgnąć po nią muszą silne polskie firmy.

Patent

Pierwszy polski patent w II RP: łopata piekarska

Patent to narzędzie równie groźne jak broń atomowa. Na patenty walczą dziś najwięksi tego świata: korporacje i wielkie gospodarki narodowe. Generałami tych bojów są super-prawnicy a polami bitew sądy. Przegrani mogą być odesłani w gospodarczy niebyt, przejęci lub zlikwidowani. Zwycięzcy biorą wszystko. Chyba, że zwycięzcy nie ma – wtedy przeciwnicy wycofują się „na z góry upatrzone pozycje”. Kiedy w 2009 roku Apple oskarżył Nokię o naruszenie patentu na interfejs fińska firma odpowiedziała oskarżeniem o naruszenie trzech patentów z zakresu transmisji danych i głosu. Doszli do ugody. Na świecie rocznie patentowanych jest ponad 150 tys. wynalazków z czego niemal 1/3 w Stanach Zjednoczonych a kolejna 1/5 w Japonii i kolejna 1/6 w Niemczech. To oznacza, że tylko te trzy kraje składają ponad połowę patentów. W Polsce rocznie patentuje się około 3000 wynalazków.

W związku z tym, że patent jest ograniczony terytorialnie patent ważny w Polsce może nie być ważny za oceanem. Dlatego w Unii Europejskiej trwają prace nad jednolitym patentem unijnym. Unia Europejska jest jednak instytucją, która zapewnia równość państw… o ile te państwa chcą o tę równość powalczyć. Problem dla polskich przedsiębiorców z patentem jednolitym w UE polega na tym, że dokumenty patentowe publikowane byłyby tylko w języku angielskim, francuskim lub niemieckim. Co to oznacza? Dla polskiego przedsiębiorcy oznacza to konieczność przekopywania się przez obcojęzyczne dokumenty. To oznacza koszty i stratę czasu, a więc obniża konkurencyjność polskich przedsiębiorstw. Przeciwko temu rozwiązaniu protestują naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie (napisali w tej sprawie list do premiera Donalda Tuska), a Polska Izba Rzeczników Patentowych twierdzi, że jeśli rząd ostatecznie przyjmie jednolity patent, w ciągu 8–10 lat upadnie około 80 procent polskich przedsiębiorstw.Na stronie PIRP możemy przeczytać oświadcznie:

„ W najbliższym czasie planowane jest przyjęcie regulacji prawnych, które znacząco zmienią gospodarczy obraz Europy. Beneficjentem tych regulacji będą wybrane państwa wysoko rozwinięte technologicznie, mające silny potencjał rozwoju technicznego i dysponujące znacznymi środkami na badania i rozwój, a zwłaszcza duże międzynarodowe koncerny. W praktyce, przyjęcie tych regulacji sprowadzi polskiego przedsiębiorcę do roli odtwórcy korzystającego z obcych wynalazków kosztem ponoszenia opłat licencyjnych. Konkretne, planowane regulacje przenoszą ryzyko prawne związane z domniemanym naruszeniem praw z patentu na polskich przedsiębiorców, co wprost przekłada się na wzrost kosztów prowadzenia działalności oraz zmniejszenie zdolności konkurowania z podmiotami zagranicznymi i to na terytorium ich własnego kraju. Wspomniane ryzyka dotkną wszystkich polskich przedsiębiorców, w tym mikro, małych i średnich. Również takich, których działalność nie wykracza poza terytorium Rzeczpospolitej Polskiej, a nawet ma charakter lokalny.
Czas Powiedzieć „NIE” rozwiązaniom, które zagrażają rozwojowi Polski! Jeszcze jest czas żeby się wycofać nie naruszając jakichkolwiek zobowiązań – trzeba to jednak zrobić przed przyjęciem rozporządzeń z pakietu patentowego.”

W demokracji obrona interesów bardzo często wymaga przekroczenia tzw. „masy krytycznej” – gdy sprawą interesuje się wystarczająco wiele osób rządy i inne instytucje decyzyjne uginają się. Inicjatywa PIRP zasługuje na poparcie. Przekazujmy tę wiedzę dalej. A tym razem trzeba zwrócić uwagę, że wchodzimy do paktu, którego nie będziemy beneficjentem? Kim więc będziemy? Niewolnikiem? Zdaniem Mieczysława Golba, przewodniczącego Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii Sejmu RP pakt dotyczący jednolitego patentu dla Polski może być groźniejszy niż zapisy ACTA.