Tag Archive for koncerny

Wykop – zakop

mały sabotaż

Wykop.pl popularny serwis internetowy (1,3 mln odwiedzających miesięcznie) służący propagowaniu treści został wykupiony przez Grupę Allegro. Samo Allegro jest własnością południowoafrykańskiego Naspersa, firmy inwestującej na całym świecie w media. Grupa Allegro w Polsce to 15 portali, z których najbardziej znane to allegro.pl, otomoto.pl, ceneo.pl, otodom.pl. Poza tym Naspers posiada Grupę Gadu-Gadu i Grupę Bankier.pl (każda po kilkadziesiąt portali).

Ta transakcja jest dobrym momentem, żeby zapytać o to, ile jest Polski w Internecie. Owszem polscy internauci są bardzo aktywni. Na demotywatory.pl czy mistrzowie.org (oba portale chyba jeszcze w rękach Polaków) często pojawiają się memy dotyczące „przejmowania forów przez Polaków”. Ale taką obecność można porównać do udziału Polskich żołnierzy w wojnach napoleońskich – Polacy walczyli, ale Polska z tego niewiele miała. Obecność, która się liczy i daje konkretne efekty (na przykład zyski finansowe, ale też lobbowanie dla kraju w międzynarodowych rozgrywkach) to obecność zinstytucjonalizowana. To oznacza, że jest ważne, w czyich rękach jest medium.

Przyjrzyjmy się więc, kto rządzi w polskim Internecie. Według badania Megapanel pierwsza dziesiątka grup internetowych (wg własności) wygląda następująco:

Google (U.S.A)

Facebook (U.S.A)

Onet (Francja)

YouTube (U.S.A)

Wirtualna Polska (Francja)

Allegro (RPA)

Gazeta.pl (Polska)

Interia (Niemcy)

O2 (Polska)

Nasza Klasa (spółka zarejestrowana na Cyprze, w mediach pojawiały się informacje o prawdopodobnym właścicielu rosyjskim)

Daje to trochę smutny obraz polskiego Internetu. Smutny z punktu widzenia polskiego interesu, bo przecież wesołości jako takiej w nim co nie miara. Chciałoby się zapytać, gdzie jest Polska w Internecie. Możliwe, że trzeba jej szukać głębiej, w internetowych niszach. Taką niszą są małe małe lokalne portale informacyjne (na przykład znaleziony niedawno faktygrudziadz.pl, supernowosci24.pl, bialystokonline.pl, ngopole.pl czy duży portal lokalny trojmiasto.pl, który już taką niszą nie jest). Inną niszą są polskie (najczęściej propolskie) portale tematyczne jak: wpolityce.pl, antypolonizm.pl, kresy.pl, malysabotaz.pl, polskislad.pl, bloggpress.pl czy niezalezna.pl, która już taką niszą nie jest :). Warto szukać.

Problemem tej polskiej sfery internetowej jest duże rozproszenie. Trochę jak plemiona Indian Ameryki Północnej, z których każde walczyło z białymi na własną rękę, co jakiś czas próbując tworzyć jakieś sojusze, zwykle nietrwałe. Potrzebujemy zjednoczenia w Internecie. Jakiegoś portalu horyzontalnego, który zbierałby informacje lokalne i regionalne w jednym miejscu, który sam byłby silny i wzmacniał swoją siłą małe lokalne serwisy. Mam nadzieję, że kiedyś coś takiego powstanie.

Włoska klątwa i rosyjskie przekleństwo

Przegląd informacji dnia pod kątem patriotyzmu ekonomicznego

Przegląd informacji dnia pod kątem patriotyzmu ekonomicznego (2012-09-21)

Dziś pojawiają się dwie niezwykle ważne dla polskiej gospodarki informacje.

Pierwsza dotyczy niekorzystnych działań banku PeKaO S.A. (ten z żubrem) wobec polskich przedsiębiorstw. Jak podaje portal rp.pl bank ten przyczynił się już do upadku budowlanych PBG i Hydrobudowy, supermarketów Bomi a także polskich stoczni i fabryki makaronów Malma.

Wcześniej pisano o tym, że w tym ostatnim przypadku chodziło o wycięcie konkurencji produkującej makarony do spaghetti, konkurencji dla włoskich importerów, którzy nie dawali sobie rady na polskim rynku, bo wyroby Malmy były równie dobre a dużo tańsze. Tym razem Rp.pl pisze o Polimexie, dużej firmie realizującej inwestycje energetyczne. A wiadomo, że w Polsce będzie można na tym niedługo zarobić. Nasza infrastruktura wymaga szybkiej modernizacji inaczej cofniemy się do wieku XIX. Czyżby jakiś powiązany z UniCredit (włoski właściciel PeKaO) podmiot budowlany zasadzał się na te kontrakty? Tym razem interwencja Ministerstwa Skarbu zapobiegła upadłości i fakt ten jest zdaniem analityków korzystny dla wszystkich wierzycieli.

Dla mnie sprawa potwierdza tylko fakt, że nie powinniśmy oddawać większości polskich banków w obce ręce – już lepiej, gdyby pozostały państwowe. Na razie jedyne, co mogę postulować to żeby posiadacze kont w banku z Żubrem przenieśli je do PKO Bank Polski (nadal polski), Kas Stefczyka, SKOKów lub banków spółdzielczych (wszystkie są w polskich rękach).

Druga informacja (przytaczam za niezalezna.pl, bo tu znalazłem najwartościowszą relację) dotyczy decyzji KE o wszczęciu postępowania antymonopolowego wobec Gazpromu. Mowa jest tam też o tym, że monopol Gazpromu zaczyna też przeszkadzać Amerykanom.

Uświadamianie społeczeństwu europejskiemu, że dystrybucja gazu na kontynencie jest w rękach państwowego koncernu rosyjskiego powinno pozytywnie wpływać na stosunek do wydobywania łupków. Jak na razie kontratak Rosjan (za pomocą Francji) daje im jeden punkt, bo niektórzy popadli w ekologiczną histerię (w tym niestety nasz prezydent). Przy okazji wyszło na jaw, że Kreml (czyli władza polityczna Rosji) zarządza Gazpromem już bez przykrywki – prezesi koncernu muszą „spowiadać” się na dywaniku u Putina ze wszystkich renegocjowanych z Zachodnimi partnerami umów.

Ja mam nadzieję, że to początek końca energetycznego szantażu Rosji wobec Bałtów, Polaków i Ukraińców.

Czekając na tramwaj..

przystanek

W najbliższym czasie Urząd Miasta Torunia ogłosi przetarg na dostawę taboru niskopodłogowych tramwajów. Duży kontrakt, o który zechcą powalczyć liczni producenci pojazdów szynowych w Europie a może i świecie.

Takich przetargów było zresztą już kilka i będą zapewne następne. Jedyne polskie firmy, która mają szanse stanąć do nich to Pesa z Bydgoszczy i Solaris z Poznania. Dlaczego tylko te dwie? Bo według dostępnej mi wiedzy są to jedyni polscy (w tym sensie, że produkują w Polsce i właścicielami przynajmniej większościowymi są Polacy) producenci tramwajów.

PESA to zakład z ponad 100-letnią tradycją zakładu kolejowego, szczęśliwie przeszedł gospodarczą zawieruchę lat 90. i jakimś cudem nie został sprzedany zagranicznym koncernom. Przynajmniej na razie. Jechałem tramwajami PESY w Warszawie i bardzo pozytywnie oceniam komfort i stylistykę. Solaris z kolei to takie „cudowne dziecko” lat 90. założone przez osoby, które najpierw składały Neoplany na niemieckiej licencji, a potem wykorzystując zdobyte doświadczenie stworzyły własną markę. Bardziej znani z autobusów, ale produkowane przez nich tramwaje też wyglądają uroczo.

Nie wiem, jakie będą kryteria przetargu, ale domyślam się, że jednym z głównych będzie cena. Zastanawiam się jednak czy jako cenę rozumiemy tylko wyrażoną w złotówkach cenę za wagon? Kiedy kupujemy tanią żywność zwykle wykładając mało złotówek płacimy za to zdrowiem. Płacimy drożej za transport, który oszczędza nam czas.

Przypomina mi się sprzedaż Wedla. Wyceniając wtedy ten szacowny zakład wzięto pod uwagę cenę budynków (wtedy śmiesznie niską) i maszyn. Nie wyceniono marki WEDEL, której wartość była z pewnością większa niż budynki i maszyny! Przyjmowanie jako kryterium „gołej” ceny i parametrów technicznych jest podejściem nieco prymitywnym. Od osób, które decydują o jakości naszego życia dziś i w przyszłości, oczekiwałbym większej subtelności i uwzględniania głębszych aspektów.

W przetargach z pieniędzy publicznych ważne jest, jakie będą koszty społeczne podjętych decyzji. Jednym z istotnych pytań, które należy zadać jest takie: czy fakt, że tramwaje będą produkowane w Polsce i przez polską firmę ma wpływ na decyzję urzędników rozstrzygających przetarg?

To pytanie szczególnie trafne dla Torunia, od którego granic zakłady PESY dzieli 40 km i jestem przekonany, że pracują w niej torunianie. Każdy pracujący to nie tylko przychód z jego podatków, ale też brak potencjalnej straty w postaci zasiłków, gdyby ten pracujący stał się bezrobotnym. Pytanie o polskość firmy dotyczy nie tylko Torunia, ale wszystkich polskich miast, które będą kupować tramwaje. Pewne dobra wspólne są opłacane z podatków centralnych, na przykład: Policja (a więc bezpieczeństwo)  i szpitale (a więc zdrowie).

Określoną kwotę trzeba będzie wydać na zakup taboru, ale to, czy wrócą one, żeby dalej polepszać nasze życie, czy też powędrują ulepszać życie w np.: w Niemczech (gdzie ma siedzibę firma Siemens, producent tramwajów jeżdżących po Poznaniu) zależy do urzędników. Wierzę w ich rozsądek.

Do kogo trafiają dotacje unijne dla Polski?

a2

W polskim parlamencie trwają prace nad specustawą, której przepisy, zgodnie z pomysłem ministra transportu Sławomira Nowaka, mają pomóc podwykonawcom, którzy pracowali przy budowie dróg i autostrad, ale ze względu na bankructwo firmy wykonawczej nie otrzymali zapłaty za swoją pracę. Ustawa dość gładko przeszła przez Sejm, natomiast problem rozpoczął się w Senacie, ponieważ została ona skrytykowana przez senatora Platformy Obywatelskiej, która przecież ustawę przygotowała. Proponuję jednak na moment zostawić emocje i smaczki polityczne wokół tej sprawy i przyjrzeć się jednej wypowiedzi pracownika Ministerstwa Transportu:
To działanie celowe, żeby tym kryterium ściągnąć do Polski zagraniczne firmy budowlane. Polacy wiedzą, że za tak niskie ceny nie da się budować. Nie ryzykują, bo nie stoją za nimi gigantyczne koncerny. Wystarczy spojrzeć na to, kto buduje w Polsce drogi jako główny wykonawca. Wszystko to zagraniczne firmy. I pieniądze, które UE przydziela nam na rozwój, wracają do kasy niemieckiej, francuskiej czy hiszpańskiej”.

To znamienne wyznanie – przedstawiciel jednej z ważnych polskich instytucji rządzących przyznaje, że pieniądze, o które nasi politycy tak walczą w Brukseli, potem jeszcze energiczniej się chwalą tym, że je wywalczyli tak naprawdę służą temu, żeby niemieckie czy francuskie koncerny mogły te pieniądze zarobić. Te pieniądze mogłyby długo krążyć w obiegu polskiej gospodarki, gdyby warunki przetargów unijnych były ustalane inaczej. Polski budowlaniec płaciłby w Polsce za polskie produkty. Z tego podatki trafiałyby do polskiego fiskusa za co rząd mógłby dalej budować lubo podnosić poziom szkolnictwa, służby zdrowia. Tymczasem obieg unijnych dotacji dla Polski przypomina kredyt hipoteczny (dla niewtajemniczonych: osoba, która dostaje taki kredyt nie widzi go na swoim koncie, bo od razu trafia on na konto sprzedającego/dewelopera) – Polska dostaje jakieś pieniądze, które w szybkim tempie trafiają na konta zagranicznych koncernów, które wydadzą je już u siebie w kraju, zapłacą tam podatki dzięki czemu Niemcy czy Francuzi będą mieli jeszcze lepsze szkolnictwo i jeszcze lepszą służbę zdrowia i będą mogli wybudować lub naprawić jeszcze więcej dróg.

Jest coś niezdrowego w tym, że polski rząd układa specyfikacje tak, aby były szkodliwe dla polskich firm.

Jednolity patent europejski szkodzi polskim firmom! Wyślij petycję.

czerwony telefon

Trwają rozmowy dotyczące przystąpienia Rzeczypospolitej Polskiej do jednolitego patentu europejskiego. Wszystko wskazuje na to, że byłaby to szkodliwa dla Polski umowa. Według rzeczników patentowych, PKPP Lewiatan, Business Centre Club, Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, NSZZ „Solidarność” oraz licznej grupy naukowców jednolity patent będzie faworyzował międzynarodowe koncerny i postawi w dużo gorszej pozycji polskie firmy. Stanie się tak, bo zgłoszenia patentu można dokonać w języku angielskim, niemieckim lub francuskim. Więc koszty tłumaczeń będą trudne do udźwignięcia dla mniej zamożnych polskich firm. Patent zgłoszony gdziekolwiek w Europie ma automatycznie obowiązywać we wszystkich państwach, które przystąpią do porozumienia. W związku z tym każda firma, zanim zacznie produkcję nawet tylko na polski rynek, będzie musiała zainwestować w przeszukanie tysięcy dokumentów, by sprawdzić, czy dane rozwiązanie nie zostało już opatentowane w innym kraju.

„Czeka nas czwarty rozbiór Polski. Tym razem dokonany na naszej gospodarce”  – tak skomentowała możliwość przystąpienia do jednolitego patentu europejskiego Anna Korbela, prezes Izby Rzeczników Patentowych.

Spróbujmy to zatrzymać! Czasami masowy sprzeciw „otrzeźwia” trochę polityków. Wyślij proszę poniższą petycję do Ministra Administracji i Cyfryzacji oraz do Premiera RP Donalda Tuska. To w ich rękach leży możliwość przystąpienia lub nie do jednolitego patentu.

Podaj swoje imię i nazwisko oraz adres email, następnie kliknij „Wyślij”.

STOP jednolitemu patentowi europejskiemu

406 signatures

Poleć petycję znajomym

 

Ratujemy hiszpańskie banki – kto uratuje polskie?

PKOBP

Rząd hiszpański prosi o pomoc w ratowaniu swoich banków. Prawdopodobnie ją dostanie. W Polsce zaangażowany jest największy hiszpański bank, Santander. Należy do niego były BZ WBK, któreg próbował przejąć PKO B.P. jednak rząd chyba wolał, żeby największy polski bank wypłacił dywidendę (której Skarb Państwa otrzymuje najwięcej) niż, żeby konsolidował polski rynek bankowy w rodzimych rękach. Mamy więc ciekawą sytuację: Santander prowadzi ekspansję w Europie (poza Polską również w Szkocji i Niemczech), a z drugiej strony otrzyma pomoc od… no właśnie od kogo?

Instytucje, które udzielą Hiszpanii pożyczki, liczą na zwrot. Santander będzie musiał wyprowadzić zyski między innymi z Polski. Pewnego dnia. Coraz bardziej wygląda na to, że w czasie kryzysu nie opłaca się być „zieloną wyspą”, bo zielona wyspa ponosi koszty a nie dostaje wsparcia. Wydaje się, bowiem, że skoro hiszpańskie banki mają problemy to powinny wystawić się na sprzedaż i być może wtedy to PKO B.P., bank z kraju, który oparł się kryzysowi, mógłby kupić Santandera.

Czytaj również: Drenowanie polskich banków

Sprzedaż Onetu a sprawa polska.

Onet.pl w 2000

Stało się: niemiecko-szwajcarski Ringier Springer Media  kupił od TVN portal Onet.pl. Za 956 mln złotych stał się właścicielem 75% akcji. Oznacza to, że jeden z głównych graczy w polskim internecie i jeden z nielicznych wśród czołowej dziesiątki, który jeszcze należał do polskiego kapitału przechodzi w obce ręce. Inna sprawa, że gdyby pozostał w ręku TVN to też przestałby być polskim, bo koncern telewizyjny przechodzi w ręce francuskiego Vivendi (Canal+).

Należy się liczyć z tym, że w związku z tym część podatków powędruje zagranicę i na pewno cały zysk. W przypadku takiej branży jak media sprawa jest o tyle istotna, że nie chodzi tylko o pieniądze, ale o wpływ na nasze zbiorowe wyobrażenia. Czy dziennikarz zatrudniony w gazecie, radiu, TV czy portalu należącym do niemieckiego właściciela nie zastosuje samoograniczenia w dociekliwości w sprawie np.: wykorzystywania pracowników w niemieckiej sieci sklepów działającej w Polsce? Mam nadzieję, że nie, ale jestem przekonany, że w mediach tych, często przeczytamy/usłyszymy, że kapitał nie ma ojczyzny, że obcy kapitał inwestujący w Polsce to same dobrodziejstwa, a patriotyzm to przestarzała idea, która musi ustąpił przed prawem do nieograniczonej konsumpcji. Na Onet.pl co miesiąc wchodzi 70% polskich internautów – to potężne narzędzie, które między wierszami tysiąca informacji dziennie wskazuje nam co jest fajne, a co wypada taktownie wyśmiać.

Powyżej opisany mechanizm uważam za normalny – nie zamierzam z nim walczyć. Chodzi jednak o to, że pozostawanie części gospodarki w rękach narodowych to najlepszy mechanizm zabezpieczający demokrację przed zakusami wielkich koncernów, które na dłuższą metę ideę demokracji wypaczają i wykorzystują tylko do pomnażania zysków kilku osób na szczycie. Należy pamiętać, że kupiła go firma, która w Polsce posiada już jedną z najczęściej czytanych gazet codzinnych: Fakt, tygodnik opinii Newsweek,  Forbes’a oraz kilka pomniejszych portali tematycznych. Nasz umysł działa tak, że jeżeli usłyszymy jakąś informację raz to nie koniecznie jej ulegamy, ale już powtórzenie w niezależnym źródle uprawomocnia wiadomość. Ilu odbiorców informacyjnej papki czytając coś w Newsweeku i na Onecie jednocześnie będzie wiedziało, że to nie są niezależne źródła informacji? Jest to w pewien sposób zagrożenie dla pluralizmu.

Rozwój mediów internetowych ciągle postępuje. Chociaż nadal nie zarabiają one tak dużo, jak telewizje to jednak wielu analityków oczekuje, że w najbliższym czasie nastąpi tu duża zmiana. Na zakończenie pozostaje pytanie, dlaczego rodziny założycieli Grupy ITI sprzedali Onet.pl? Ano musieli! Sukces tej spółki został opłacony z kredytów, które w końcu trzeba spłacić. Niestety nie udało się stworzyć polskiego koncernu, który reprezentowałby naszą gospodarkę na arenie światowych mediów. Została stworzona silna telewizja, która będzie francuska (ciekawe, czy Canal+ w ogóle pozwoli na zachowanie marki TVN) oraz duży portal, który w naszym kraju będzie reprezentował interesy niemiecko-szwajcarskiego koncernu.

Zmiana klimatu?

Jan Kulczyk to sztandarowa postać polskiego biznesu po 1989 roku. Jego działalność jako przedsiębiorcy kojarzy się z dużymi prywatyzacjami i sprzedażą polskich przedsiębiorstw rozmaitym podmiotom międzynarodowym (Telekomunikacja Polska SA, Kompania Piwowarska). Z patriotyzmem ekonomicznym ma to niewiele wspólnego. Dlatego dziwić może wywiad, który ukazał się kilka dni temu w „Rzeczpospolitej” (w pierwszym tegorocznym numerze). Zaczyna się on od mocnej wypowiedzi

W Polsce trwa debata publiczna na temat repolonizacji polskich banków. Czy mamy szanse, by w momencie osłabienia zagranicznych spółek przejąć ich polskie aktywa?

A dlaczego tylko polskie aktywa? A dlaczego tylko banki? To może jeden z ostatnich momentów na skuteczne, skokowe podniesienie konkurencyjności polskich firm, a zatem i kraju.

I na tym się nie kończy. Dalej czytamy między innymi:

na pewno jest teraz czas, by rozejrzeć się w regionie i odegrać rolę, w której wcześniej się nie widzieliśmy ani nas nie obsadzano. Nie myślmy jedynie o polonizowaniu banków. Myślmy o polonizowaniu Europy

Wprawdzie, jak można się domyślać po lekturze wywiadu, Kulczyk mówi to wszystko w celu stworzenia przyjaznego klimatu wokół jego kolejnych planów biznesowych. Niemniej jednak, tego rodzaju wypowiedzi pokazują, że klimat wokół patriotyzmu ekonomicznego rzeczywiście się zmienia.

Czy kapitał ma narodowość? Coś się zmienia.

bigos

Jak zauważa Igor Janke na łamach Rzeczypospolitej do niedawna jedyna poprawna odpowiedź na pytanie zawarte w tytule brzmiała: oczywiście nie. Jednak ostatnie procesy gospodarcze na świecie sprawiają, że odpowiedź nie jest już tak oczywista. W roku 2009, gdy światowy kryzys finansowo dopiero się rozpoczynał prezydent Francji wzywał rodaków do kupowania rodzimych produktów wskazując takie działanie jako jeden ze sposobów walki z załamaniem gospodarczym.

Silne państwa dbają o wielkie, rodzime koncerny a często są po prostu ich właścicielami. Telekomunikacja Francuska (w tym Orange – należą do nich również Telekomunikacja Polska) jest firmą państwową. Volkswagen należy do państwa niemieckiego, a Gazprom do rosyjskiego. Na silnych markach w/w państwa opierają swoją potęgę gospodarczą i wydaje się, że kalka myślowa „kapitał nie posiada ojczyzny” służy tylko odwróceniu uwagi od wykupowania przez koncerny pochodzące z silnych krajów firm w słabszych krajach. Trendy odnośnie patriotyzmu gospodarczego wydają się być obecnie niedookreślone. Z jednej strony Fiat przenosi produkcję Pandy z Polski do Włoch i prezes tej firmy przyznaje, że ta decyzja nie miała uzasadnienia finansowego a opierała się na poczuciu patriotyzmu gospodarczego i zapewnienia pracy Włochom a nie Polakom. Z drugiej strony firma Jeronimo (kontrolująca m.in. polską Biedronkę) przenosi swoją siedzibę z rodzinnej Portugalii do Holandii ze względu na niższe podatki. I tu zaskoczenie – Portugalczycy są oburzeni i wzywają do bojkotu sieci sklepów Pingo Doce (należących do Jeronimo).

Zastanawiam się czy w Polsce udałby się bojkot Polsatu do czasu aż zacznie płacić podatki w Polsce? Albo przekonać, że produkty francuskiego Danona nie są wcale lepsze od produktów Mlekovity czy Bakomy. Albo, że bezpieczniej i korzystniej jest założyć konto w Kasach Stefczyka lub Banku Spółdzielczym niż w filii zagranicznego banku

Przeczytaj także: Kolonializm bankowy
Powrót Pandy do Włoch oraz oburzenie Portugalczyków wskazują, że na Zachodzie patriotyzm konsumencki rośnie w siłę.

Gaz łupkowy – nadzieja czy przekleństwo?

Wydaje się, że wstępne informacje napływające na temat ilości złóż gazu łupkowego w Polsce są niesłychanie optymistyczne. Jak piszą media (niezalezna.pl 14.10.2011):

Eksploatacja złóż gazu łupkowego znajdujących się na terenie Polski to olbrzymia szansa dla naszego kraju – szansa, jaka trafia się raz na setki lat. To klucz do realnego zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski i solidnego wzmocnienia polskiej gospodarki. Zgodnie z ogłoszonymi w kwietniu br. szacunkami amerykańskiej Agencji ds. Energii, na terenie Rzeczypospolitej może znajdować się nawet 5,3 bln metrów sześciennych możliwego do eksploatacji gazu łupkowego. Ta ilość, zgodnie z wyliczeniami ekspertów, zaspokoi nasze potrzeby surowcowe na najbliższe trzysta lat. Co więcej, z importera rosyjskiego gazu możemy stać się eksporterem własnego gazu niekonwencjonalnego.

Pytanie, które się w tym kontekście nasuwa, brzmi:

czy Polska pójdzie drogą Nigerii, czy drogą Norwegii?

Pierwszemu z tych krajów bogate złoża surowców energetycznych przyniosły wojny i przekleństwo. Drugi z krajów dzięki gazowi i ropie awansował z biednego i egzotycznego krewnego do grona niezależnych i bogatych państw.

Śmiem twierdzić, że tym co zdecydowało o różnicy w efekcie, był nie tylko kontekst oraz ingerencja zewnętrznych podmiotów w sprawy Nigerii. Uważam, że czynnikiem decydującym był poziom patriotyzmu gospodarczego, który spowodował, że Norwegia nie oddała swoich surowców pod obcą kontrolę, tylko kierując się zdrowym narodowym egoizmem, zaczęła konsumować zyski głównie samemu.

Wraz z informacjami o dużych złożach gazu łupkowego pojawiły się pogłoski, że podział dostępu do złóż jest bardzo niekorzystny dla Polski, czyli że grozi nam raczej pokojowy, ale jednak raczej wariant nigeryjski niż norweski.

Jak jest naprawdę, tego jeszcze nie wiem Zachęcam każdego, kto ma wiedzę na ten temat i argumenty, żeby podzielił się tutaj z nami.

Tymczasem trwają w europarlamencie tarcia grup lobbingowych na rzecz zakazu poszukiwań i wydobycia gazu łupkowego na terenie UE. W wypadku, gdybyśmy mieli być ograbieni w stylu nigeryjskim, może to i lepiej, jeśliby zakazano wydobycia (gaz się nie przeterminuje, UE ma coraz większą szansę się przeterminować).

Jeśli ktoś uważa, że wydobycie gazu łupkowego nie będzie miało w Polsce charakteru „nigeryjskiego” (swoją drogą współczuję i życzę dobrze narodowi nigeryjskiemu), to może poprzeć apel do europarlamentu o nieblokowanie wydobycia, sformułowany przez PGNiG:

www.plomiennadziei.eu

oraz poczytać, co PGNiG na ten temat pisze na Polskiej Platformie Prac Rozwojowych dla Gazu Niekonwencjonalnego:

www.3prgn.pl/3prgn/

W jakiej mierze platforma ta jest polska oraz w jakiej mierze możemy my, Polacy mieć z tego korzyść – powtórzę – tego nie wiem. Proponuję więc wspólne drążenie tego tematu na patriotyzmieekonomicznym.pl. Sprawa bowiem idzie o ogromną stawkę naszej przyszłości.