Tag Archive for globalizacja

Jednolity patent europejski szkodzi polskim firmom! Wyślij petycję.

czerwony telefon

Trwają rozmowy dotyczące przystąpienia Rzeczypospolitej Polskiej do jednolitego patentu europejskiego. Wszystko wskazuje na to, że byłaby to szkodliwa dla Polski umowa. Według rzeczników patentowych, PKPP Lewiatan, Business Centre Club, Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, NSZZ „Solidarność” oraz licznej grupy naukowców jednolity patent będzie faworyzował międzynarodowe koncerny i postawi w dużo gorszej pozycji polskie firmy. Stanie się tak, bo zgłoszenia patentu można dokonać w języku angielskim, niemieckim lub francuskim. Więc koszty tłumaczeń będą trudne do udźwignięcia dla mniej zamożnych polskich firm. Patent zgłoszony gdziekolwiek w Europie ma automatycznie obowiązywać we wszystkich państwach, które przystąpią do porozumienia. W związku z tym każda firma, zanim zacznie produkcję nawet tylko na polski rynek, będzie musiała zainwestować w przeszukanie tysięcy dokumentów, by sprawdzić, czy dane rozwiązanie nie zostało już opatentowane w innym kraju.

„Czeka nas czwarty rozbiór Polski. Tym razem dokonany na naszej gospodarce”  – tak skomentowała możliwość przystąpienia do jednolitego patentu europejskiego Anna Korbela, prezes Izby Rzeczników Patentowych.

Spróbujmy to zatrzymać! Czasami masowy sprzeciw „otrzeźwia” trochę polityków. Wyślij proszę poniższą petycję do Ministra Administracji i Cyfryzacji oraz do Premiera RP Donalda Tuska. To w ich rękach leży możliwość przystąpienia lub nie do jednolitego patentu.

Podaj swoje imię i nazwisko oraz adres email, następnie kliknij „Wyślij”.

STOP jednolitemu patentowi europejskiemu

406 signatures

Poleć petycję znajomym

 

Ratujemy hiszpańskie banki – kto uratuje polskie?

PKOBP

Rząd hiszpański prosi o pomoc w ratowaniu swoich banków. Prawdopodobnie ją dostanie. W Polsce zaangażowany jest największy hiszpański bank, Santander. Należy do niego były BZ WBK, któreg próbował przejąć PKO B.P. jednak rząd chyba wolał, żeby największy polski bank wypłacił dywidendę (której Skarb Państwa otrzymuje najwięcej) niż, żeby konsolidował polski rynek bankowy w rodzimych rękach. Mamy więc ciekawą sytuację: Santander prowadzi ekspansję w Europie (poza Polską również w Szkocji i Niemczech), a z drugiej strony otrzyma pomoc od… no właśnie od kogo?

Instytucje, które udzielą Hiszpanii pożyczki, liczą na zwrot. Santander będzie musiał wyprowadzić zyski między innymi z Polski. Pewnego dnia. Coraz bardziej wygląda na to, że w czasie kryzysu nie opłaca się być „zieloną wyspą”, bo zielona wyspa ponosi koszty a nie dostaje wsparcia. Wydaje się, bowiem, że skoro hiszpańskie banki mają problemy to powinny wystawić się na sprzedaż i być może wtedy to PKO B.P., bank z kraju, który oparł się kryzysowi, mógłby kupić Santandera.

Czytaj również: Drenowanie polskich banków

Prawdziwa wolność

Na kanwie artykułu Piotra Kowalczyka „Dobre, bo toskańskie”, Rzeczpospolita 11 X 2011, s. A13.

Gdy przeczytałem ten artykuł – pierwsze co mi przyszło do mojej poskolonialnej głowy to pytanie „Czy w Unii Europejskiej tak wolno?” O co chodzi? Chodzi o właśnie o wolność.

Rzymski korespondent Rzeczpospolitej napisał, że władze włoskiego miasteczka Forte dei Marmi właśnie zakazały sprzedaży w restauracjach potraw innych niż tradycyjnie włoskie lub najlepiej toskańskie. Z nadmorskiego kurortu, który co roku przyciąga setki tysiące turystów mają zniknąć lokale serwujące hamburgery, frytki, sushi, kaczkę po pekińsku, czy smażonego w głębokim oleju kurczaka. Władze miasta już wcześniej zablokowały możliwość otwierania się nowych placówek banków i firm ubezpieczeniowych, a także międzynarodowych sieci odzieżowych.

Na pierwszy rzut oka jest to skrajny przypadek braku poszanowania wolności. Na tym nie koniec. Zgodnie ze słowami polskiego dziennikarza – każdy inwestor chcący postawić w centrum Forte dei Marmi nową kamienicę musi zagwarantować, że część powierzchni najmu zarezerwuje na preferencyjnych warunkach dla lokalnych przedsiębiorców.

Ksenofobia? Zamach na wolność? Nie. Świadome korzystanie z posiadanej wolności. Wolność przejawia się bowiem tym, że jesteśmy w stanie suwerennie decydować o sobie, a nie pozwolić innym decydować za nas.

Wcześniej mieszkańcy Forte dei Marmi obserwowali jak ich lokalne butiki są wypierane przez sieciowe sklepy odzieżowe, a lokalna kuchnia zastępowana fastfoodowymi hitami sprzedaży. Nie estetyka i smak mieszkańców zostały podrażnione, ale ich portfele. W efekcie kolonizacji handlu i usług przez duże sieci ceny nieruchomości poszybowały w górę, a lokalni producenci żywności nie mieli kogo zaopatrywać. Straty ponosili miejscowi przedsiębiorcy. Do Forte przybywali turyści, ale wydawane przez nich pieniądze tylko w niewielkiej części zostawały na kontach miejscowych firm.

Decyzje podjęte przez burmistrza Umberto Buratti być może zniechęcą część turystów do przyjazdu (co jest raczej mało prawdopodobne), ale to co wydadzą na wakacjach zostanie w mieście i w mieście zostanie ponownie wydane, zamiast trafić na konta firm nie mających z miastem nic wspólnego. Myślę, że kurort odzyska także coś więcej – swoją tożsamość.

Jaka jest puenta tej historii? Wolność jest po to żeby nam służyć, a nie my po to żeby służyć (często źle pojętej) wolności. Jak widać na przykładzie Forte dei Marmi oraz kilku innych włoskich miast, które przywołuje Piotr Kowalczyk, w Unii Europejskiej nie tylko można w ten sposób korzystać z wolności, ale tak się właśnie w Unii robi. W mojej historii nie chodzi o to, żeby wszystkie miasta w Polsce promowały golonkę i pierogi, ale żeby ich władze nie miały takich defetystycznych myśli jak ja i jeśli uznają, że im się to opłaci – bez skrupułów zakazały serwowania w mieście glonów, kotletów w bułce i piwa w zielonych butelkach.

Prof. A. Koźmiński o patriotyzmie ekonomicznym

Idea patriotyzmu ekonomicznego nie umknęła uwadze polskich naukowców. W Realiach(nr 6/2008) Andrzej Koźmiński – profesor zarządzania i rektor Akademii im. Leona Koźmińskiego – jednej z bardziej znanych polskich uczelni prywatnych – w krytyczny sposób analizuje ideę patriotyzmu ekonomicznego.

Zdjęcie autora artykułu

prof. Andrzej Koźmiński (źródło: franchising.pl)

Cały artykuł jest do przeczytania tutaj: http://realia.com.pl/pdf/6_2008/06_06_2008.pdf

Profesor Koźmiński odróżnia przede wszystkim patriotyzm od nacjonalizmu ekonomicznego

Patriotyzm jest „za” a nacjonalizm „przeciw”.

…i w wielu punktach daje wyraz krytyki dla wszelkich (nawet domniemanych) form protekcjonizmu w gospodarce, które utożsamia z działaniem „przeciw”.

Godny odnotowania jest wątek patriotyzmu ekonomicznego, jako wspólnej odpowiedzialności ludzi biznesu i polityki za dobrobyt gospodarczy kraju.

Zasada odpowiedzialności publicznej wymaga przestrzegania przez obie strony, czyli biznes i władze publiczne pewnych norm i wartości odwołujących się do „wspólnego dobra”, czyli innymi słowy właśnie do „patriotyzmu ekonomicznego”.

Jednak z tekstu wyziera przede wszystkim przekonanie autora, iż nie ma alternatywy dla ekonomicznego rozwoju Polski poprzez dalszą integrację naszej gospodarki z rynkiem globalnym. Żeby wykluczyć z dyskusji refleksję nad tym procesem używa on instrumentalnie wcześniejszego rozróżnienia – błędnie klasyfikując politykę gospodarczą II RP jako nacjonalizm. Czy zdaniem profesora patriotyzm gospodarczy np. w stylu Eugeniusza Kwiatkowskiego jest anachronizmem? Czy naprawdę…

w warunkach postępującej integracji ekonomicznej i globalizacji nie ma najmniejszych szans na jego realizację [?]

Teza autora zaskakuje w świetle sukcesów gospodarek państw azjatyckich. Przecież to m.in. dzięki narodowej polityce gospodarczej, przypominającej tą jaka obowiązywała w Polsce przed wojną, takie kraje jak Japonia, Korea Pd., czy Malezja osiągają kolejno swoje sukcesy ekonomiczne na skalę globalną.

Na koniec tekstu prof. Koźmiński zdradza, że jest zwolennikiem „pragmatycznej wykładni” patriotyzmu ekonomicznego, której przejawem miałaby być przede wszystkim inwestycja w wykształcenie przyszłych pokoleń Polaków.

Oczywiście bez kapitału ludzkiego rozwój gospodarczy Polski nie jest możliwy, ale w tekście wyraźnie brakuje odpowiedzi na pytanie dla czyich firm Ci wykształceni Polacy mieliby pracować?

Zapraszam do dyskusji nad artykułem!

 

Patriotyzm ekonomiczny a wolny rynek

Wielu współczesnych publicystów uważa idee wolnego rynku za bezdyskusyjne co do zasady, do dyskusji co do szczegółów. Postulaty deregulacji są w świecie wprowadzane od lat – z różnymi skutkami. To, co nazywamy od lat 90. globalizacją, jest właściwie postępującym procesem upraszczania i ujednolicania zasad obrotu handlowego i inwestycyjnego w świecie, a więc przynajmniej w teorii, jest działaniem mającym na celu budowę globalnego, wolnego rynku. Piszę „w teorii”, ponieważ jest wiele kontrowersji związanych z preferencjami, które kształt nadawany globalizacji daje pewnego rodzaju podmiotom gospodarczym, co w zasadzie przeczy idei równości i konkurencyjności podmiotów gospodarczych.

www.naludowo.pl

Po upadku żelaznej kultury, po bankructwie systemu sowieckiego nastąpiło, zwłaszcza w naszej części świata, globalizacyjne przyśpieszenie, zresztą z różnymi konsekwencjami, które warto będzie kiedyś, w osobnym wątku, opisać i przedyskutować. Natomiast w czasach kryzysu pojęcie deregulacji zaczyna wśród wielu osób budzić wątpliwości, a państwa zaczynają interweniować w obszarach, które miały być oddane tzw. prawom rynku.

Bez względu jednak na nasz stosunek wobec idei wolnego rynku i deregulacji, wszyscy dobrze wiemy, że idealny wolny rynek nie jest empirycznie możliwy, tak jak nie jest empirycznie możliwy  w pełni kontrolowany rynek. Z jednej bowiem strony pewne sfery muszą być poddane kontroli – nie jest np. możliwe, aby każdy z nas emitował swój pieniądz lub by każdy produkował broń atomową, z drugiej zaś nie da się kontrolować wszystkiego, gdyż takie próby prowadzą do powstawania czarnego rynku (tu akurat mamy duże doświadczenie – wielu z nas pamięta jak sprawy się miały ponad dwadzieścia lat temu). Gdzieś właśnie pomiędzy tymi dwoma skrajnymi niemożliwościami może sytuować się realny wolny rynek – jego rzeczywista lokacja zależy oczywiście od poglądów prawodawców, polityków,  działań lobbystów itd.

Wolny rynek to przede wszystkim daleko posunięte uwolnienie konkurencji, którą konsumenci premiują lub karzą swoimi decyzjami konsumenckimi. Według teoretyków wolnego rynku to właśnie konsumenci powinni kształtować rynek swoimi wyborami, a państwo/prawo powinno jak najszerzej umożliwić sprzedawcom i producentom usług oraz towarów konkurować jakością i ceną (oraz innymi walorami, bliżej nieokreślonymi). Rynek jest więc wolny w jakimś – mniejszym lub większym – stopniu, gdy to kupujący i sprzedający dzięki kalkulowaniu swojej opłacalności i związanymi z nią decyzjami kształtują jego formę.

Czy patriotyzm gospodarczy zakłóca funkcjonowanie wolnego rynku?

– postawienie tego pytanie wydaje się konieczne, jeśli weźmiemy pod uwagę realia współczesnego świata oraz przewodni wątek tego bloga.  Patriotyzm ekonomiczny – jak wskazywałem – to patriotyzm konsumencki + patriotyzm gospodarczy.

Patriotyzm konsumencki w żaden sposób nie koliduje z ideą wolnego rynku, ponieważ jest wyrazem woli konsumentów, na którą rynek musi reagować. Naturalnie, wyklucza bądź stawia w gorszej pozycji niektóre podmioty gospodarcze, to jednak o niczym nie decyduje. W świecie pozbawionym patriotyzmu konsumenckiego wiele podmiotów również jest w naturalny sposób w gorszej pozycji od innych.  Moglibyśmy dla przykładu twierdzić, że geografia koliduje z wolnym rynkiem, ponieważ firmy fińskie nie są w stanie wyprodukować bananów, które konkurowałyby z bananami wyprodukowanymi w Ameryce Południowej. Podobne przykłady, sprowadzające obiekcje wobec patriotyzmu konsumenckiego do absurdu, można by  - jak widać – podawać w wielu wariantach, nie tylko w geograficznym.

folkownia.pl

Mówienie więc, że patriotyzm konsumencki szkodzi wolnemu rynkowi przypomina argumentację, że bycie Eskimosem szkodzi wolnemu rynkowi, ponieważ Eskimosi niepotrzebnie koncentrują się na zakupie ciepłej odzieży, zamiast kupować również stroje kąpielowe i leżaki do opalania. Eskimosi kupują to, co wydaje się im potrzebne, co opłaca im się kupować, podobnie jak osoby, które kierują się w wyborach patriotyzmem konsumenckim.

Patriotyzm gospodarczy – czyli druga strona medalu – wydaje się być mniej koherentny z ideą wolnego rynku. Wszak potencjalnie wchodzą w jego zakres decyzje osób publicznych – urzędników i polityków. Jednak decyzje tych osób również powinny się kierować kryterium opłacalności oraz dodatkowo kryterium woli suwerena, czyli obywateli.  Nie ma więc powodu, aby sądzić że istnieje jakaś fundamentalna sprzeczność między opłacalnością, kalkulacją decydentów a wolnym rynkiem.

Dołączanie czynnika patriotyzmu przy decyzjach ekonomicznych nie przeczy więc wolnemu rynkowi, nadal bowiem wybieramy to, co jest lepsze, bez względu na to, czy dotyczy to produktów/usług z naszego kraju czy z zewnątrz.

Zresztą problem konkurencji można uzupełnić o wyższy poziom. Tak jak konkurują jednostki i firmy, tak też konkurują państwa i regiony. W naszym interesie jest, aby nasze państwo wypadało w tej konkurencji jak najlepiej. Kierując się tu ideą deregulacji powinniśmy więc wymagać, aby nikt i nic nie ograniczał naszego państwa w decyzjach ekonomicznych, które podejmuje ono w interesie swoich obywateli.

pap.pl

pap.pl

Takie podejście do zagadnienia decyzji prowadzi do fundamentalnego pytania: czy nie moglibyśmy potraktować własnego państwa jako wielkiej firmy, w której każdy z nas ma udziały i którego rządy mają zadanie pracować nad tym, aby udziałowcy (obywatele) mieli jak największe zyski? Jeśli odpowiemy na to pytanie pozytywnie, to patriotyzm ekonomiczny nie tylko nie wydaje się dziwny, lecz staje się najlepszą (i jedyną) strategią podnoszenia kursu naszych akcji.

Nad zagadnieniem państwa jako wspólnej firmy obywateli zastanowię się w jednym z kolejnych wpisów. Perspektywa ta wydaje się bowiem niezwykle kusząca, łącząc idee zarówno indywidualistyczne (liberalne – konkurujemy jako państwo i jako jednostki) oraz kolektywne (wspólnotowe – działamy razem).

Wolny rynek z założenia ma opierać się na woli jednostek, a więc także i grup. Skoro jednostki i grupy uważają, że opłaca im się dokonywać pewnego rodzaju wyborów, to znaczy, że odmawianie im prawa do tych wyborów byłoby niczym innym jak właśnie niszczeniem zasady wolnego rynku. Zatem pytanie o związek wolnego rynku z patriotyzmem ekonomicznym można by postawić inaczej:

 

czy w sytuacji, gdy ludzie chcą, aby ich wybory ekonomiczne pozytywnie oddziaływały na ich środowisko społeczne i państwowe, to właśnie odmowa prawa do patriotyzmu ekonomicznego nie narusza tak hołubionej przez wielu zasady konkurencji i wolności wyboru, w skrócie zwanej wolnym rynkiem?