Przeglądaj ostatnie wpisy:

<< >>

Zamki na piasku z dotacji UE

źródło: tvp.info

Na fali wakacyjnych klimatów w mediach pojawiła się informacja o bezrobotnym, który otrzymał 40 tys. dotacji i 1200zł wsparcia przez pół roku na działalność polegającą na budowaniu zamków z piasku. Obszarem działalności nowej firmy powstałej dzięki UE jest plaża w Kołobrzegu. Nie słyszałem o projekcie,

Patriotyzm ekonomiczny młodego konsumenta (cz II.)

Grafika2

Przedstawiamy drugą część pracy badawczej przesłanej PatriotyzmowiEkonomicznemu.pl do publikacji przez młodego badacza Roberta Stempkowskiego. —————————————————————————————————————————— 4. Wyniki i ich omówienie Wstęp W ankiecie wzięło udział łącznie 344 uczniów. Wykłady połączone z badaniem zostały przeprowadzone w maju i czerwcu 2013 r. oraz we wrześniu i październiku

Niemiecka obecność w mediach w Polsce

mapa

Gdy mieszkaniec kraju leżącego nad Wisła sięga po gazetę to z dużym prawdopodobieństwem pomnaża zysk jakiegoś niemieckiego potentata medialnego. Również, gdy słucha radia to pieniądze za reklamy, które sączą się mu do uszu wypełniają konta niemieckich koncernów. Nawet w Internecie obecność niemiecka jest znaczna, bo

Patriotyzm ekonomiczny młodego konsumenta (cz I.)

Grafika2

Przedstawiamy pierwszą część pracy badawczej przesłanej PatriotyzmowiEkonomicznemu.pl do publikacji przez młodego badacza Roberta Stempkowskiego. —————————————————————————————————————————— 1. Wstęp Tematem pracy jest zbadanie świadomość uczniów w wieku 15 lat – 17 lat szkoły gimnazjalnej oraz licealnej z zakresu patriotyzmu ekonomicznego ze szczególnym uwzględnieniem patriotyzmu konsumenckiego oraz wpływ

W kryzysie kapitał wraca na swój bazowy rynek

zielonawyspa

Czy w Polsce żyje się dobrze? Zależy jaki punkt odniesienia przyjmiemy. Z punktu widzenia mieszkańca afrykańskiego Czadu, w którym codziennym problemem jest zdobycie wody i jedzenia, Polska jest krajem dobrobytu. Z kolei jeżeli porównamy się do naszego bezpośredniego, zachodniego sąsiada jesteśmy krajem biednym, w którym

Wóz Drzymały znowu potrzebny

newspapers2

Serwis branżowy Press podaje informację o propozycji złożonej przez Polskapresse lokalnym tygodnikom w województwie kujawsko-pomorskim (podajemy za portalem biznes.pl). Jak wygląda sytuacja na polskim rynku prasowym? Na regionalnym i lokalnym rynku prasowym w Polsce dominuje  kapitał niemiecki. Do jednego niemieckiego koncernu (Verlagsgruppe Passau) należy dziś

Kod 590… wprowadza polskich konsumentów w błąd

IMAG0488-300x199

Często zdarza się, że w akcjach oraz działaniach na rzecz patriotyzmu konsumenckiego jego  rzecznicy powołują się na kod kreskowy zaczynający się od sekwencji 590. Kierowanie się przy wyborze produktu tym kodem ma rzekomo gwarantować płacenie za produkt polskich firm. Wiele jednak wskazuje na to, że nie musi to być prawda. Prezentujemy obok zdjęcia metki

Płacę więc jestem

logoPWJ_280x300

W ostatnim kwartale Fundacja Kazimierza Wielkiego realizowała projekt, w którym podjęła się wysiłku pokazania młodzieży licealnej związków pomiędzy aktywnym dbaniem o dobro wspólne a rozwojem społecznym. Projekt piętnując takie postawy jak uciekanie do rajów podatkowych czy do szarej strefy, namawia do dyskusji nad rolą obywatelską

Prezes PESA zarzuca politykom, że nie pomagają przedsiębiorcom

portalkujawski

Na PortaluKujawskim.pl znajdujemy ciekawy artykuł, który stanowi egzemplifikację szerszego problemu. Jest to problem tak zwanego patriotyzmu gospodarczego, który stanowi istotną część patriotyzmu ekonomicznego – a więc problem współpracy rządzących i instytucji publicznych z polskim biznesem (szczegóły terminologiczne można znaleźć tutaj). Za zgodą Portalu Kujawskiego przedrukowujemy

Kupujepolskieprodukty.pl – godna polecenia akcja społeczna

kupuje_polskie_produkty_01 (1)

Strona Kupuję Polskie Produkty stanowi ciekawy i dobrze rozwijający się projekt, który wpisuje się w promowany na naszym blogowisku trend patriotyzmu ekonomicznego. Jak pisze Autorka strony: Autorski projekt Kupuję Polskie Produkty w polskiej cyberprzestrzeni działa od 15 listopada 2012 roku. W zamierzeniu jego inicjatorki ma

Słoń a sprawa Polska, czyli PR naszych przodków

EvaCurie

Polska laureatka nagrody Nobla Maria Skłodowska-Curie podczas spotkania Międzynarodowego Komitetu Współpracy Intelektualnej Ligi Narodów w 1921 opowiedziała następujący dowcip:

W konkursie literackim na temat słonia Anglik przedstawił pracę: „Moje doświadczenia w polowaniu na słonie w Afryce Południowej”, Francuz napisał esej na temat: „Seksualne i erotyczne życie słoni”, a tytuł opowiadania Polaka – „Słoń a Polska Niezależność Narodowa”.

Czy dziś jeszcze czujemy pointę tego żartu? Wynika ona z tego, że Polacy pod koniec XIX i na początku XX wieku wiele swoich działań podporządkowywali odzyskaniu niepodległości, a gdy to już się udało, budowaniu dobrobytu odrodzonej Ojczyzny. Nie mieli oporów, żeby w każdej sytuacji domagać się godnego miejsca w społeczności międzynarodowej. Mówiąc współczesnym językiem: nie mieli kompleksów.

Przykładem takiego pozbawionego kompleksów prezentowania walorów Polski jest film dokumentalny polsko-amerykańskiej produkcji, w którym Ewa Curie opowiada o Ojczyźnie swojej matki. Warto obejrzeć również dlatego, żeby zobaczyć jak wyglądały polskie miasta przed wojną.

Polecam:

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=vVKtUw8vuU8#!

Polskie wódki w rękach rosyjskiego kapitału

zobr2

Zagadka? Wolisz rosyjską wódkę czy Żubrówkę? Odpowiedź nie ma znaczenia, bo w obu przypadkach wybierasz rosyjską wódkę. Polmos Białystok a z nim marki Żubrówka, Bols i Soplica już od lat nie są w polskich rękach, ale w obecnie (maj 2013) przechodzi w ręce rosyjskiego koncernu Russian Standard Corporation.

Jest to porażka tyleż biznesowa co prestiżowa. Można powiedzieć, że właśnie przegrywamy wieloletnią (wielowiekową?) konkurencję o palmę pierwszeństwa w produkcji tej klasy alkoholi. Z rosyjskim biznesem jest taki problem, że jest on podporządkowany mafijno-politycznemu układowi. A ten polityczno-mafijny układ na pewno nie będzie pozwalał na rynkowy sukces polskiej wódki.

Cóż… zna ktoś jeszcze jakieś marki wódek, które pozostały w ręku polskiego kapitału, bo już nawet upić się na smutno nie wiem czym.

Google nie płaciło podatków w W. Brytanii – co to znaczy dla nas?

doodle

Press.pl: „Barney Jones, były dyrektor brytyjskiego oddziału Google, oskarżył swojego dawnego pracodawcę o to, że zyski wygenerowane w Wielkiej Brytanii przepuszcza przez oddziały w Irlandii, a następnie przelewa do raju podatkowego na Bermudach.”

Co taka informacja znaczy dla Polski? Bardzo dużo, bo po raz kolejny potwierdza, że obecność zagranicznych koncernów na polskim rynku nie jest zbyt korzystna. Od roku 1989 zagraniczne inwestycje to był termin, który utożsamialiśmy z rozwiązaniem wszystkich problemów. Zagranicznych inwestor miał znaczyć lepsze technologie, utrzymanie miejsc pracy, rozwój gospodarki. Rzeczywistość weryfikuje te oczekiwania. Utrzymanie miejsc pracy tylko na jakiś czas, lepsze technologie czasami tak, czasami nie. Bardzo często chodziło tylko o to, żeby wejść na nasz rynek z produktem z rodzimego kraju koncernu usuwając polską konkurencję. W przypadku rynku chemii gospodarczej dziś wiemy, że niemieckim firmom chodziło o zalanie polskiego rynku proszkami i płynami, które chociaż nazywają się tak samo jak niemieckie odpowiedniki, są dużo gorszej jakości. Dlatego tak wielu konsumentów albo kupuje na bazarach oryginalną chemię sprowadzaną z Niemiec, albo odkrywa na nowo polskie produkty firm, które pozostały w polskich rękach i jednocześnie dużo lepiej dbają od jakość (np.: Biały Jeleń).

Zagraniczne koncerny na rynku to przede wszystkim unikanie podatków (efekt „jazdy na gapę” jak nazywają to ekonomiści). Te wielkie firmy korzystając z infrastruktury, do której dorzucają się podatnicy w Polsce (drogi, Policja, infrastruktura komunikacyjna, utrzymanie zieleni) stosują mnóstwo trików, które pozwalają im wyprowadzać dochody bez opodatkowania albo do firm matek w rodzimych krajach, albo do rajów podatkowych. I tak na przykład zagraniczna firma kurierska działająca w Polsce płaci mniej na utrzymanie dróg w naszym kraju niż Jan Kowalski, który po tych drogach jeździ mniej.

Zagraniczni inwestorzy czasami czują trend rodzącego się w Polsce patriotyzmu gospodarczego i szczególnie mocno podkreślają, jakimi są polskimi patriotami. Temu służą wykupione znaki Teraz Polska wiszące na sklepach niemieckiej sieci Lidl, czy kampania „My Polacy tak mamy…” w należącej do portugalskiej rodziny sieci Biedronka. Jest w tym drugie dno, bo nawet jeżeli w tych sieciach są polskie produkty, to czy dostawcy polscy nie muszą bardziej ustępować, żeby umieścić swoje produkty niż dostawcy z rodzimego kraju sieci? Nie istniejąca już na naszym rynku sieć hipermarketów reklamowała się kiedyś hasłem „30% produktów polskich”. Pytanie, ile procent obrotów tej sieci (w PLN) stanowiło te 30% polskich produktów i ile z tego mieli dostawcy?

Czasami zagraniczne inwestycje są wprost działaniem wrogim. Tak było w przypadku wielu polskich browarów, które kupiono tylko po to, żeby je zamknąć. Tak obecnie jest z próbą przejęcia największych zakładów chemicznych w Polsce przez spółki rosyjskie. W tym drugim przypadku chodzi o uzależnienie polskiej gospodarki od dostaw gazu z Rosji oraz przejęcie kilku ciekawych patentów.

Czy można coś z tym zrobić? Po pierwsze musimy wymagać od rządzących, żeby chcieli i umieli walczyć z wykorzystywaniem nas przez koncerny. I rozliczać ich z tego przy urnach wyborczych. A między wyborami możemy sami kierować się na zakupach patriotyzmem konsumenckim wybierając produkty i usługi firm z polskim kapitałem.

P.S. Według badania Megapanel serwisy Grupy Google są od wielu lat liderem w Polsce pod względem liczby odwiedzających jej osób.

Polskie drogi bez polskich wykonawców

droga

Do przetargów na budowę dróg w naszym kraju coraz rzadziej stają firmy z polskim kapitałem, informuje Rzeczpospolita. Niektóre upadły, inne walczą o przetrwanie, a te drugie mają problem z pozyskaniem kapitału. To oznacza, że o ile dotąd na 10 euro dotacji z UE 7 euro wypływało z Polski w postaci kontraktów dla firm zagraniczny, teraz ten wskaźnik przesunie się jeszcze bardziej w kierunku dla polskiej gospodarki niekorzystnym. Takie zjawisko źle wróży na przyszłość, ponieważ nie wystarczy wybudować drogę, żeby wygodnie po niej jeździć. Drogę należy jeszcze utrzymać, a na to potrzebne są podatki od polskich podmiotów gospodarczych. Kiedy drogę buduje firma z zagranicy spora część podatków odpływa do innego kraju a my możemy cieszyć się drogą tylko tak długo, dopóki nie zacznie się ona rozpadać.

Kiedy mowa o pozyskiwaniu kapitału, nie sposób pominąć roli banków. Czy taki biznes jak budowanie dotowanych z UE dróg może być opłacalny? Może, skoro firmy zachodnie (które chyba są droższe) chcą u nas budować. Dlaczego więc banki nie mogą uruchomić linii kredytowych dla polskich firm, według takich kryteriów, które wymuszą właściwe gospodarowanie?

Nie wiem tego na pewno, ale może problem wynika z tego, że 80% kapitału banków działających w Polsce należy do właścicieli zagranicznych, a tym nie zależy na tym, żeby polskie firmy budowały drogi w Polsce i być może zależy im na tym, żeby robiły to firmy z ich krajów.

Zabetonowany rynek prasy regionalnej w Polsce

mapa1

W marcu 2013 dokonała się fuzja prasy regionalnej w Polsce. Należąca do do niemieckiej Verlagsgruppe Passau spółka córka Polskapresse kupiła 100% udziałów w Mediach Regionalnych (dotychczas należących do brytyjskiego Mecomu). W ten sposób powstaje koncern, który skupi prawie całą prasę regionalną oraz około setki portali lokalnych w jednym ręku. W ten sposób rynek prasy regionalnej został praktycznie zabetonowany niemieckim betonem. W komentarzach na temat tej transakcji możemy znaleźć wiele informacji o biznesowej stronie, czyli o nowych możliwościach, które zyskuje Polskapresse i idealnym uzupełnianiu się dwóch dotąd odrębnych organizmów. Komentarze te taktownie utrzymywane są w ramach przekonania, że „kapitał nie ma ojczyzny”.

Kapitał może i ojczyzny nie ma, ale właściciele kapitału już tak. A właściciele Polskapresse są Niemcami i ten fakt należy rozważyć. W tej chwili o tym co pisze się o Polsce wojewódzkiej i powiatowej będzie decydował w całości ktoś w Niemczech. Nie będzie oczywiście jawnych instrukcji ani zaleceń. Istnieje jednak w pracy dziennikarzy coś jak autocenzura. Ilu z nich zawaha się, gdy trzeba będzie drążyć sprawę uchybień w zakładzie należącym do jakiegoś niemieckiego koncernu?

Ile z nich będzie bało się chwalić niemieckosceptycznych polityków polskich lub ilu zacznie na wszelki wypadek promować polityków niemieckoentuzjastycznych? Pamiętajmy, że obecnie samorządy mają bardzo duże znaczenie w organizacji życia i gospodarki. Rozdzielają duże środki unijne, wyłaniają wykonawców dużych kontraktów. Do tych przetargów bardzo często przystępują firmy z Niemiec. Niemieckie prawo skarbowe pozwala odpisać od podatku duże kwoty wydane na tzw. fundusz reprezentacyjny o ile zostały wydane za granicą (w praktyce chodzi o dane za granicą łapówki). Pracy naszych samorządów głównie przyglądają się gazety regionalne, które obecnie należą do niemieckiego koncernu.

Sama obecność obcych koncernów w naszej gospodarce nie przeszkadza mi. Wprowadzają element rywalizacji, który służy potem konsumentom, w przypadku gazet: czytelnikom. W przypadku mediów, które pełnią rolę IV władzy służy to również wszystkim obywatelom, czyli również tym nieczytającym. W tym wypadku mamy jednak do czynienia z powstaniem monopolu na rynku gazet regionalnych. A monopole nie służą poprawie jakości usług, wręcz przeciwnie. Monopole zawyżają ceny i obniżają jakość usług. Dlatego czułbym się dużo lepiej, gdyby w Polsce na poziomie wojewódzkim i powiatowym obok Polskapresse działały też rodzime media o tym samym zasięgu. A takich nie ma lub są bardzo niszowe. Tam gdzie jednak powstają dużo zależy od nas, zwykłych ludzi, bo to my wybieramy po jakie medium sięgniemy.

 

Patriotyzm gospodarczy jest na czasie

Fiat

Co jest problemem polskiej gospodarki?  Jest ich wiele, ale podstawowy sprowadza się do tego, że bardzo mało w niej… polskiej gospodarki. Od początku lat 90. rządzący z ochotą rzucili się do prywatyzowania gospodarki, która dotychczas była państwowa. W większości przypadków miało to uzasadnienie ekonomiczne, ponieważ przedsiębiorstwa ponosiły straty, były źle zarządzane i produkowały niekonkurencyjne produkty. Niestety proces ten został tak bardzo pozostawiony sam sobie, że doszło tu do wielu niekorzystnych dla budżetu Polski zjawisk, a niekiedy nawet oszustw.

Przede wszystkim sprzedawano za tanio (nie uwzględniając lub niedoszacowując takich walorów, jak cena marki – co w przypadku na przykład Wedla na pewno oznacza stratę liczoną w mln zł). W przypadku PZU dopiero zmiana rządu doprowadziło do cofnięcia bardzo niekorzystnej dla Polski prywatyzacji. Nie obyło się to bez wysokich kosztów. Trudno też zrozumieć działania obecnego rządu, który w najgorszym momencie sprzedaje przedsiębiorstwa, które przynoszą zyski!

Po drugie sprzedawano pochopnie firmy kluczowe dla gospodarki, jak chociażby banki, co spowodowało, że jesteśmy pod względem finansowym kolonią, gdyż zaledwie 15% bankowości (liczonej zasobami finansowymi banków) pozostało już w rękach rodzimego kapitału. A w bankowości nie ma sentymentów. Gdy w czasie kryzysu włoski UniCredit miał kłopoty ratował się wydrenowaniem PeKaO S.A., którego jest właścicielem. Poza tym skąd mamy pewność, że zagraniczne banki nie faworyzują, na przykład za pomocą polityki kredytowej, firm ze swojego kraju? Przesłanką do postawienia takiego pytania jest historia fabryki makaronów Malma.

Po trzecie często prywatyzowano nie prywatyzując. Telekomunikacja Polska oraz sieć Idea zostały sprzedane państwowej (francuskiej) spółce France Telekom (właściciel marki Orange). Dlaczego Francuzi swoje telekomy utrzymują w formie firm państwowych, a my musieliśmy je „sprywatyzować”? Nie ma to chyba uzasadnienia biznesowego, bo przecież sieci komórkowe w Polsce rozwijały się razem ze ścisłą czołówką europejską. Nie mieliśmy tu zaszłości, weszliśmy razem z innymi i byliśmy jednymi z najlepszych.

Z drugiej strony mamy do czynienia z szeregiem ulg podatkowych serwowanych zagranicznym koncernom w zamian za to, że raczą założyć u nas fabrykę. Dlaczego tych pieniędzy nie przeznacza się na wspieranie polskich przedsiębiorców, którzy często muszą potem walczyć z tymi zagranicznymi? Nie mówiąc o tym, że z ulg korzystają u nas zagraniczni inwestorzy z takich branż jak handel, gdzie nie powinno być w ogóle mowy o ulgach.

Chaotyczne prywatyzowanie i faworyzowanie „zagranicznych inwestorów” nie jest poparte rachunkiem ekonomicznym, nie mówiąc już o kosztach społecznych. Jest wyłącznie wynikiem politycznej ideologii. Jakaś wpływowa grupa ludzi w Polsce wierzy, że prywatyzowanie jest dobre dla gospodarki. Wierzą, że „przyciąganie zagranicznych inwestorów” jest dobre dla naszych (czy ich?) portfeli.

Nietrudno dopatrzyć się w tym przeświadczeniu jakiegoś cienia PRL-u. Wtedy „zachodni produkt” z automatu oznaczał „lepszy produkt”. Państwowe to było niczyje i źle zarządzane. Ale PRL skończył się ponad 20 lat temu. Czas chyba zacząć myśleć kategoriami tu i teraz. A współcześnie świat powraca do patriotyzmu gospodarczego. Odczuliśmy to na własnej skórze, gdy Fiat zabrał produkcję Pandy do Włoch.

Czy polscy pracownicy pracowali gorzej od włoskich? Wręcz przeciwnie. Prezes Fiata przyznał, że decyzja nie miała uzasadnienia ekonomicznego, tylko chodziło o to, żeby dawać pracę ludziom we Włoszech. Obecnie produkcję do własnego kraju przywracają  Ford i  Apple a amerykańska sieć Walmart zobowiązuje się, do kupowania określonego % towarów na amerykańskim rynku. Niektóre kraje po prostu nigdy nie przestały był patriotyczne gospodarczo (Francja, Niemcy, Skandynawia). Warto zauważyć, że cały czas mówimy o krajach, które są od nas bogatsze i do poziomu których ciągle staramy się dobić. Ile to już lat? Może po prostu do tej pory robiliśmy to źle?

 

DQ80251 przywita Merkel i Tuska

dcdHonover

Najszybszy na świecie procesor z rodziny 8051 uświetni uroczystość otwarcia tegorocznych targów CeBIT w Hanowerze. Polski układ, zaprojektowany przez Digital Core Design, będzie jednym z czterech urządzeń zaprezentowanych kanclerz Angeli Merkel i premierowi Donaldowi Tuskowi, którzy 5 marca dokonają otwarcia tegorocznych targów. Procesor z Bytomia będzie reprezentował polskie dokonania w branży IT, promując Polskę jako kraj partnerski CeBIT 2013.

DQ80251 jest najszybszym na świecie procesorem z rodziny 8051, zaprojektowanym przez bytomskie laboratoria Digital Core Design. O układzie stało się głośno na początku 2012 roku, gdy firma poinformowała o stworzeniu układu, który był ponad 50. razy bardziej wydajny od standardu stworzonego przez firmę Intel. – Na stoisku narodowym podczas tegorocznego Cebitu zaprezentujemy ten sam układ, ale w nowej odsłonie – mówi Jacek Hanke, prezes Digital Core Design – dzięki pracy naszych inżynierów, zoptymalizowaliśmy działanie procesora, dzięki czemu jest w chwili obecnej ponad 66 razy szybszy od standardowego układu 8051.

Co to oznacza w praktyce?  – Nasz procesor wykonuje więcej operacji, w krótszym czasie i przy mniejszym zużyciu energii,  a o to przecież właśnie chodzi we współczesnej elektronice – dodaje Hanke.

Procesory z rodziny 8051 są najprawdopodobniej najpopularniejszym typem procesorów przemysłowych w historii. Praktycznie w każdym komputerze działa jeden główny procesor, wokół którego może działać od kilkunastu do kilkudziesięciu mikroprocesorów 8051. Mało kto też wie, że niemal w każdej karcie SIM w naszym telefonie znajduje się właśnie… układ 8051, a ponad połowa urządzeń USB (w tym popularnych pendrive) wykorzystuje procesory z tej rodziny. Nic więc dziwnego, że ostrożne szacunki mówią o co najmniej kilkudziesięciu miliardach urządzeń elektronicznych zbudowanych z wykorzystaniem tych układów, z czego około 250 milionów zostało zaprojektowanych przez Digital Core Design.

Bytomscy inżynierowie od 1999 roku (założenie firmy) zaprojektowali ponad 70 różnych rozwiązań, które znajdują zastosowanie m.in. w satelitach, samolotach, samochodach, urządzeniach przemysłowych, czy wreszcie w elektronice użytkowej. W efekcie, architektury opracowane przez Digital Core Design zostały licencjonowane klientom takim jak Intel, Sony, Philips, czy Siemens.

Ile jesteśmy w stanie zagospodarować z pieniędzy UE?

logo PŚ

Czy ma znaczenie, ile rząd wynegocjuje z unijnego budżetu? Mniejsze niż się wydaje. Na 10 euro, które zostanie nam przyznane w budżecie, 7 natychmiast wróci do starych krajów UE w postaci kontraktów dla tamtejszych firm. Być może właśnie dlatego koszt budowy autostrad jest w Polsce taki wysoki (budujemy drożej niż np.: w Danii), bo płacimy firmom zachodnim a nie polskim. Z pozostałych 3 euro, które na jakiś czas zostaje w polskim obiegu gospodarczym, część też umknie, bo to, co Polak zarobi, wyda w Lidlu, Biedronce czy Auchan (żadna z tych sieci nie jest polska, więc zysk i część podatków może wyprowadzać z Polski).

Dlatego ważniejsze od tego, ile jesteśmy w stanie wynegocjować z budżetu UE jest to, ile umiemy zatrzymać w obiegu naszej, polskiej gospodarki. Czy umiemy stworzyć legalne mechanizmy, które pozwolą bardziej wspierać nam polskich przedsiębiorców? Polski rząd ma w tej kwestii częściowo związane ręce (chociaż mniej niż twierdzi, bo kiedy upadały polskie stocznie, polski rząd tłumaczył to ograniczeniami w zakresie pomocy publicznej nakładanymi przez przepisy UE, a tymczasem rząd niemiecki swoje stocznie dotował i teraz statki buduje się w Niemczech).

Zwykle kiedy nie można liczyć na oficjalne czynniki, pozostają tylko inicjatywy oddolne i pozarządowe. Jedną z nich jest Polski Ślad. Program opiera się na zasadzie pomocniczości, którą można by streścić jako „preferujemy nasze, ale bez zbytniego fanatyzmu”. Polacy chętnie wybieraliby produkty polskie… gdyby wiedzieli, które są polskie. Ostatnie 20 lat namieszało w naszej gospodarczej świadomości. Sprzedane zostały zagranicznym koncernom takie marki, jak Wedel, Biedronka, Tyskie, Lech, Żywiec, Idea (dziś Orange), Era (dziś T-Mobile), większość banków. Jednocześnie jednak przedsiębiorczość Polaków pozwoliła zachować część marek i rozwinąć zupełnie nowe.

Przekazujemy apel od Polskiego Śladu do polskich przedsiębiorców. Rejestrujcie się (Strefa Przedsiębiorcy) i pozwólcie tym samym konsumentom świadomie wybierać Wasze produkty.

Spółka „Inwestycje Polskie”

PIR

Powstanie spółki Polskie Inwestycje Rozwojowe S.A. (dalej: PIR) niewątpliwie jest krokiem w dobrym kierunku. W działaniu takiej spółki jak IP ważne będzie czy jej działalność będzie służyła inwestycjom POLSKICH PRZEDSIĘBIORCÓW, czy inwestycjom NA TERENIE POLSKI. Od tego, która opcja zostanie przyjęta do realizacji zależy to, czy w dłuższej perspektywie będziemy szli w kierunku modelu Japonii, Korei, Tajwanu, które stając się „fabryką świata” wytworzyły swoje rodzime firmy/marki wnoszące duży wkład w dobrobyt gospodarczy tych państw (Toyota, Honda, Sony, Samsung, HTC), czy raczej w kierunku Indonezji, Chin czy ostatnio Bangladeszu, które stając się nową „fabryką świata” stanowią tylko kolonialne zaplecze wielkich koncernów z Zachodu.

Powstanie PIR poparło Polskie Lobby Przemysłowe, które na swojej stronie pisze, że „Polskie Lobby Przemysłowe zaznacza zarazem, iż efektywne wykorzystanie tego rodzaju dźwigni inwestycyjnej powinno być kluczowym elementem szerzej zakrojonej strategii reindustrializacji Polski. Jej celem powinno być długookresowe powiększenie potencjału gospodarczego kraju za pomocą świadomej przebudowy i przemiany struktury gospodarki ukierunkowanej na  stworzenie bądź wzmocnienie roli bardziej wydajnych i nowoczesnych jej gałęzi”.

Cała opinia na stronie PLP

 

Patriotyzm konsumencki na co dzień, czyli o kupowaniu polskich samochodów

fot. Olek Remesz / creative commons licence / wikimedia

Kiedy piszącemu te słowa zdarza się dyskutować o patriotyzmie ekonomicznym, nieważne czy z nieznajomą osobą na forum internetowym, czy z jakimś dalszym lub bliższym znajomym, regularnie powraca jeden motyw. Brzmi on mniej więcej tak „no dobrze, wszystko pięknie, tylko powiedz mi, jaki polski samochód mam kupić?”

Zamiast samochodu może być wymieniony telefon komórkowy, komputer, aparat cyfrowy czy jakieś inny produkt, w przypadku którego mamy do czynienia ze spełnieniem dwóch warunków: (1) jest to produkt powszechnie używany; (2) żadna polska firma nie zajmuje się obecnie jego produkcją.

Rozmówca – jeśli rzecz dzieje się w trakcie rozmowy twarzą w twarz – zazwyczaj po zadaniu takiego pytania uśmiecha się tryumfalnie, zakładając, że właśnie wykazał nierealność i bezsens patriotyzmu ekonomicznego.

Czy rzeczywiście tak jest? Chyba jednak nie. Spróbujmy więc powiedzieć bardzo krótko, na czym zasadza się w praktyce istota tej części patriotyzmu ekonomicznego, którą określamy jako patriotyzm konsumencki. Otóż wyobraźmy sobie dwa skrajne sposoby działania:

1. Kupujemy polskie produkty (lub usługi) w polskim sklepie (firmie).

2. Kupujemy zagraniczne produktu (lub usługi) w sklepie (firmie) poza granicami Polski, nie będącej własnością Polaków.

Patriotyzm konsumencki polega na tym, żeby dążyć – o ile to możliwe – ku temu pierwszemu. Nie zawsze będzie to możliwe – oczywiste jest, że są rozliczne produkty niewytwarzane i niedystrybuowane w Polsce. Jasne jest jednak również, że pomiędzy dwoma tu wymienionym sposobami działania istnieje wiele możliwości pośrednich. Za tym jednak idą pewne możliwości praktyczne. Na przykład, jeżeli kupujemy towary importowane – róbmy to w firmie będącej polską własnością. Jeżeli robimy zakupy w sklepie będącej własnością niemieckiego czy portugalskiego kapitału – wybierajmy polskie towary. Kierunek, w którym powinniśmy zmierzać jest więc wyraźny.

Przy zaistnieniu wielu okoliczności naraz – (a) konsumenci zaczynają działać racjonalnie, kalkulują swój zysk w szerszej perspektywie oraz (b) przedsiębiorcy doceniają takich konsumentów, sygnalizują, że korzyści z kupowania ich towarów i usług stanowią zysk także w szerszej perspektywie – patriotyzm konsumencki zaczyna być najkorzystniejszą postawą wyboru.

Nad tym, że nie ma polskich telefonów komórkowych można oczywiście ubolewać. Jeśli jednak patriotyzm konsumencki będzie się rozwijał, to z czasem pojawią się na rynku polskie telefony komórkowe, komputery czy samochody. I ku temu trzeba dążyć, bo wszystkim nam opłaca się sytuacja, w której bogacą się nasi sąsiedzi, nasze państwo oraz nasze społeczeństwo i naród.  Wtedy bowiem siłą rzeczy wzrasta także zawartość naszego portfela.