Archive for Dobre praktyki

Kupujepolskieprodukty.pl – godna polecenia akcja społeczna

kupuje_polskie_produkty_01 (1)
Strona Kupuję Polskie Produkty stanowi ciekawy i dobrze rozwijający się projekt, który wpisuje się w promowany na naszym blogowisku trend patriotyzmu ekonomicznego. Jak pisze Autorka strony:
Autorski projekt Kupuję Polskie Produkty w polskiej cyberprzestrzeni działa od 15 listopada 2012 roku. W zamierzeniu jego inicjatorki ma on być miejscem, w którym można by znaleźć szczegółowe opisy i recenzje różnorodnych polskich produktów, wytwarzanych przez duże, średnie i małe przedsiębiorstwa oraz przez indywidualnych wytwórców.
Strona internetowa www.kupujepolskieprodukty.pl ma być bazą polskich firm i przestrzenią, w której polscy producenci mogą pokazać się potencjalnym klientom. Autorka strony chce wspierać producentów szczególnie na początku ich działalności, umożliwiając im bezpłatną reklamę na stronie.
Oprócz opisów polskich produktów Internauci znajdą na stronie omówienie najciekawszych inicjatyw obywatelskich, które promują patriotyzm ekonomiczny oraz różnego rodzaju zachowania prospołeczne i patriotyczne.

Autorka wg mnie słusznie odwołuje się do kwestii indywidualnych decyzji konsumenckich – to przecież z nich składa się całościowy obieg pieniądza, i w konsekwencji wynikające z niego korzyści dla nas wszystkich:

Wielu z nas narzeka na (pogarszającą się) sytuację ekonomiczną naszego kraju; wielu mówi, że zwykły obywatel nie ma realnego wpływu na władzę rządzącą. W związku z tym proponuję… głosowanie portfelem! Wybierając polskich producentów, wspieramy polskie przedsiębiorstwa, polskich pracowników, którzy płacą podatki w Polsce – w rezultacie wspieramy więc nie tylko polską gospodarkę, ale i służbę zdrowia, szkolnictwo, kulturę itd. Dajemy ludziom pracę, pozwalamy producentom na rozwój, udoskonalanie produkcji, poszerzanie asortymentu.
Pamiętajcie: pochodzenie ma znaczenie! Kupujmy polskie produkty!
Zachęcam do odwiedzania strony Kupuję Polskie Produkty oraz pomocy w propagowaniu zawartych tam idei.

Google nie płaciło podatków w W. Brytanii – co to znaczy dla nas?

doodle

Press.pl: „Barney Jones, były dyrektor brytyjskiego oddziału Google, oskarżył swojego dawnego pracodawcę o to, że zyski wygenerowane w Wielkiej Brytanii przepuszcza przez oddziały w Irlandii, a następnie przelewa do raju podatkowego na Bermudach.”

Co taka informacja znaczy dla Polski? Bardzo dużo, bo po raz kolejny potwierdza, że obecność zagranicznych koncernów na polskim rynku nie jest zbyt korzystna. Od roku 1989 zagraniczne inwestycje to był termin, który utożsamialiśmy z rozwiązaniem wszystkich problemów. Zagranicznych inwestor miał znaczyć lepsze technologie, utrzymanie miejsc pracy, rozwój gospodarki. Rzeczywistość weryfikuje te oczekiwania. Utrzymanie miejsc pracy tylko na jakiś czas, lepsze technologie czasami tak, czasami nie. Bardzo często chodziło tylko o to, żeby wejść na nasz rynek z produktem z rodzimego kraju koncernu usuwając polską konkurencję. W przypadku rynku chemii gospodarczej dziś wiemy, że niemieckim firmom chodziło o zalanie polskiego rynku proszkami i płynami, które chociaż nazywają się tak samo jak niemieckie odpowiedniki, są dużo gorszej jakości. Dlatego tak wielu konsumentów albo kupuje na bazarach oryginalną chemię sprowadzaną z Niemiec, albo odkrywa na nowo polskie produkty firm, które pozostały w polskich rękach i jednocześnie dużo lepiej dbają od jakość (np.: Biały Jeleń).

Zagraniczne koncerny na rynku to przede wszystkim unikanie podatków (efekt „jazdy na gapę” jak nazywają to ekonomiści). Te wielkie firmy korzystając z infrastruktury, do której dorzucają się podatnicy w Polsce (drogi, Policja, infrastruktura komunikacyjna, utrzymanie zieleni) stosują mnóstwo trików, które pozwalają im wyprowadzać dochody bez opodatkowania albo do firm matek w rodzimych krajach, albo do rajów podatkowych. I tak na przykład zagraniczna firma kurierska działająca w Polsce płaci mniej na utrzymanie dróg w naszym kraju niż Jan Kowalski, który po tych drogach jeździ mniej.

Zagraniczni inwestorzy czasami czują trend rodzącego się w Polsce patriotyzmu gospodarczego i szczególnie mocno podkreślają, jakimi są polskimi patriotami. Temu służą wykupione znaki Teraz Polska wiszące na sklepach niemieckiej sieci Lidl, czy kampania „My Polacy tak mamy…” w należącej do portugalskiej rodziny sieci Biedronka. Jest w tym drugie dno, bo nawet jeżeli w tych sieciach są polskie produkty, to czy dostawcy polscy nie muszą bardziej ustępować, żeby umieścić swoje produkty niż dostawcy z rodzimego kraju sieci? Nie istniejąca już na naszym rynku sieć hipermarketów reklamowała się kiedyś hasłem „30% produktów polskich”. Pytanie, ile procent obrotów tej sieci (w PLN) stanowiło te 30% polskich produktów i ile z tego mieli dostawcy?

Czasami zagraniczne inwestycje są wprost działaniem wrogim. Tak było w przypadku wielu polskich browarów, które kupiono tylko po to, żeby je zamknąć. Tak obecnie jest z próbą przejęcia największych zakładów chemicznych w Polsce przez spółki rosyjskie. W tym drugim przypadku chodzi o uzależnienie polskiej gospodarki od dostaw gazu z Rosji oraz przejęcie kilku ciekawych patentów.

Czy można coś z tym zrobić? Po pierwsze musimy wymagać od rządzących, żeby chcieli i umieli walczyć z wykorzystywaniem nas przez koncerny. I rozliczać ich z tego przy urnach wyborczych. A między wyborami możemy sami kierować się na zakupach patriotyzmem konsumenckim wybierając produkty i usługi firm z polskim kapitałem.

P.S. Według badania Megapanel serwisy Grupy Google są od wielu lat liderem w Polsce pod względem liczby odwiedzających jej osób.

DQ80251 przywita Merkel i Tuska

dcdHonover

Najszybszy na świecie procesor z rodziny 8051 uświetni uroczystość otwarcia tegorocznych targów CeBIT w Hanowerze. Polski układ, zaprojektowany przez Digital Core Design, będzie jednym z czterech urządzeń zaprezentowanych kanclerz Angeli Merkel i premierowi Donaldowi Tuskowi, którzy 5 marca dokonają otwarcia tegorocznych targów. Procesor z Bytomia będzie reprezentował polskie dokonania w branży IT, promując Polskę jako kraj partnerski CeBIT 2013.

DQ80251 jest najszybszym na świecie procesorem z rodziny 8051, zaprojektowanym przez bytomskie laboratoria Digital Core Design. O układzie stało się głośno na początku 2012 roku, gdy firma poinformowała o stworzeniu układu, który był ponad 50. razy bardziej wydajny od standardu stworzonego przez firmę Intel. – Na stoisku narodowym podczas tegorocznego Cebitu zaprezentujemy ten sam układ, ale w nowej odsłonie – mówi Jacek Hanke, prezes Digital Core Design – dzięki pracy naszych inżynierów, zoptymalizowaliśmy działanie procesora, dzięki czemu jest w chwili obecnej ponad 66 razy szybszy od standardowego układu 8051.

Co to oznacza w praktyce?  – Nasz procesor wykonuje więcej operacji, w krótszym czasie i przy mniejszym zużyciu energii,  a o to przecież właśnie chodzi we współczesnej elektronice – dodaje Hanke.

Procesory z rodziny 8051 są najprawdopodobniej najpopularniejszym typem procesorów przemysłowych w historii. Praktycznie w każdym komputerze działa jeden główny procesor, wokół którego może działać od kilkunastu do kilkudziesięciu mikroprocesorów 8051. Mało kto też wie, że niemal w każdej karcie SIM w naszym telefonie znajduje się właśnie… układ 8051, a ponad połowa urządzeń USB (w tym popularnych pendrive) wykorzystuje procesory z tej rodziny. Nic więc dziwnego, że ostrożne szacunki mówią o co najmniej kilkudziesięciu miliardach urządzeń elektronicznych zbudowanych z wykorzystaniem tych układów, z czego około 250 milionów zostało zaprojektowanych przez Digital Core Design.

Bytomscy inżynierowie od 1999 roku (założenie firmy) zaprojektowali ponad 70 różnych rozwiązań, które znajdują zastosowanie m.in. w satelitach, samolotach, samochodach, urządzeniach przemysłowych, czy wreszcie w elektronice użytkowej. W efekcie, architektury opracowane przez Digital Core Design zostały licencjonowane klientom takim jak Intel, Sony, Philips, czy Siemens.

Ile jesteśmy w stanie zagospodarować z pieniędzy UE?

logo PŚ

Czy ma znaczenie, ile rząd wynegocjuje z unijnego budżetu? Mniejsze niż się wydaje. Na 10 euro, które zostanie nam przyznane w budżecie, 7 natychmiast wróci do starych krajów UE w postaci kontraktów dla tamtejszych firm. Być może właśnie dlatego koszt budowy autostrad jest w Polsce taki wysoki (budujemy drożej niż np.: w Danii), bo płacimy firmom zachodnim a nie polskim. Z pozostałych 3 euro, które na jakiś czas zostaje w polskim obiegu gospodarczym, część też umknie, bo to, co Polak zarobi, wyda w Lidlu, Biedronce czy Auchan (żadna z tych sieci nie jest polska, więc zysk i część podatków może wyprowadzać z Polski).

Dlatego ważniejsze od tego, ile jesteśmy w stanie wynegocjować z budżetu UE jest to, ile umiemy zatrzymać w obiegu naszej, polskiej gospodarki. Czy umiemy stworzyć legalne mechanizmy, które pozwolą bardziej wspierać nam polskich przedsiębiorców? Polski rząd ma w tej kwestii częściowo związane ręce (chociaż mniej niż twierdzi, bo kiedy upadały polskie stocznie, polski rząd tłumaczył to ograniczeniami w zakresie pomocy publicznej nakładanymi przez przepisy UE, a tymczasem rząd niemiecki swoje stocznie dotował i teraz statki buduje się w Niemczech).

Zwykle kiedy nie można liczyć na oficjalne czynniki, pozostają tylko inicjatywy oddolne i pozarządowe. Jedną z nich jest Polski Ślad. Program opiera się na zasadzie pomocniczości, którą można by streścić jako „preferujemy nasze, ale bez zbytniego fanatyzmu”. Polacy chętnie wybieraliby produkty polskie… gdyby wiedzieli, które są polskie. Ostatnie 20 lat namieszało w naszej gospodarczej świadomości. Sprzedane zostały zagranicznym koncernom takie marki, jak Wedel, Biedronka, Tyskie, Lech, Żywiec, Idea (dziś Orange), Era (dziś T-Mobile), większość banków. Jednocześnie jednak przedsiębiorczość Polaków pozwoliła zachować część marek i rozwinąć zupełnie nowe.

Przekazujemy apel od Polskiego Śladu do polskich przedsiębiorców. Rejestrujcie się (Strefa Przedsiębiorcy) i pozwólcie tym samym konsumentom świadomie wybierać Wasze produkty.

Spółka „Inwestycje Polskie”

PIR

Powstanie spółki Polskie Inwestycje Rozwojowe S.A. (dalej: PIR) niewątpliwie jest krokiem w dobrym kierunku. W działaniu takiej spółki jak IP ważne będzie czy jej działalność będzie służyła inwestycjom POLSKICH PRZEDSIĘBIORCÓW, czy inwestycjom NA TERENIE POLSKI. Od tego, która opcja zostanie przyjęta do realizacji zależy to, czy w dłuższej perspektywie będziemy szli w kierunku modelu Japonii, Korei, Tajwanu, które stając się „fabryką świata” wytworzyły swoje rodzime firmy/marki wnoszące duży wkład w dobrobyt gospodarczy tych państw (Toyota, Honda, Sony, Samsung, HTC), czy raczej w kierunku Indonezji, Chin czy ostatnio Bangladeszu, które stając się nową „fabryką świata” stanowią tylko kolonialne zaplecze wielkich koncernów z Zachodu.

Powstanie PIR poparło Polskie Lobby Przemysłowe, które na swojej stronie pisze, że „Polskie Lobby Przemysłowe zaznacza zarazem, iż efektywne wykorzystanie tego rodzaju dźwigni inwestycyjnej powinno być kluczowym elementem szerzej zakrojonej strategii reindustrializacji Polski. Jej celem powinno być długookresowe powiększenie potencjału gospodarczego kraju za pomocą świadomej przebudowy i przemiany struktury gospodarki ukierunkowanej na  stworzenie bądź wzmocnienie roli bardziej wydajnych i nowoczesnych jej gałęzi”.

Cała opinia na stronie PLP

 

Polski Ślad – program dla polskich przedsiębiorców i konsumentów

Polski Ślad

Ruszył właśnie program Polskiego Śladu. Program ten można uznać za odpowiedź na pytania stawiane od dawna na naszej stronie.

Jest to inicjatywa, która w sposób niepolityczny, społeczny i obywatelski ma na celu zwiększenie siły ekonomicznej polskiej przedsiębiorczości oraz zamożności i dobrobytu polskich obywateli.

Polski Ślad w prosty i intuicyjny sposób łączy konsumentów i polskie firmy tworząc społeczność wzmacniającą swój ekonomiczny potencjał. Idea Polskiego Śladu oparta jest o teorię zgodności dobra indywidualnego i dobra społecznego.

Polski Ślad  to kampania społeczna oraz program, który:

  • wskazuje konsumentom  firmy, produkty i usługi, w których i które warto kupować, gdyż pozostawia to pozytywne skutki w polskiej gospodarce (które nazywamy Polskim Śladem), a więc w szeroko rozumianym polskim portfelu
  • namawia i komunikuje polskie firmy z różnych części Polski do współpracy i wymiany ekonomicznej przysparzającej im dodatkowe zyski
  •  tworzy narzędzia reklamy i marketingu, które pozwolą polskim firmom zwiększać swoje obroty oraz stawać się bardziej widocznymi dla konsumentów
  • pozwala integrować polskich przedsiębiorców wokół wspólnych strategii biznesowych, czyniąc je ekonomicznie silniejszymi od zagranicznej konkurencji.

Uczestnictwo w Polskim Śladzie i pozostawianie Polskiego Śladu podczas zakupów opłaca się każdemu z nas.

Działamy dla dobra wspólnego!

Działamy dla dobra wspólnego!

Koordynatorzy Polskiego Śladu zachęcają, aby polskie firmy rejestrowały się na stronie Polskiego Śladu, zgłaszając akces do programu.  Uczestnictwo w Polskim Śladzie jest całkowicie bezpłatne.

W celu rozbudowy Polskiego Śladu oraz zwiększenia korzyści, jakie płyną z niego dla polskiej gospodarki i społeczeństwa, warto informować znajomych o Polskim Śladzie, polubić Polski Ślad na portalach społecznościowych oraz zachęcać polskie firmy do rejestrowania się na stronie www.polskislad.pl.

Jak piszą koordynatorzy Polskiego Śladu:

Wspieram siebie => Wspieram Polski Ślad => Wspieram Polskę => Wspieram siebie.

Tak pozytywne koło się zamyka. Działanie dla dobra wspólnego nie jest bowiem sprzeczne z działaniem dla własnego dobra.

Wykop – zakop

mały sabotaż

Wykop.pl popularny serwis internetowy (1,3 mln odwiedzających miesięcznie) służący propagowaniu treści został wykupiony przez Grupę Allegro. Samo Allegro jest własnością południowoafrykańskiego Naspersa, firmy inwestującej na całym świecie w media. Grupa Allegro w Polsce to 15 portali, z których najbardziej znane to allegro.pl, otomoto.pl, ceneo.pl, otodom.pl. Poza tym Naspers posiada Grupę Gadu-Gadu i Grupę Bankier.pl (każda po kilkadziesiąt portali).

Ta transakcja jest dobrym momentem, żeby zapytać o to, ile jest Polski w Internecie. Owszem polscy internauci są bardzo aktywni. Na demotywatory.pl czy mistrzowie.org (oba portale chyba jeszcze w rękach Polaków) często pojawiają się memy dotyczące „przejmowania forów przez Polaków”. Ale taką obecność można porównać do udziału Polskich żołnierzy w wojnach napoleońskich – Polacy walczyli, ale Polska z tego niewiele miała. Obecność, która się liczy i daje konkretne efekty (na przykład zyski finansowe, ale też lobbowanie dla kraju w międzynarodowych rozgrywkach) to obecność zinstytucjonalizowana. To oznacza, że jest ważne, w czyich rękach jest medium.

Przyjrzyjmy się więc, kto rządzi w polskim Internecie. Według badania Megapanel pierwsza dziesiątka grup internetowych (wg własności) wygląda następująco:

Google (U.S.A)

Facebook (U.S.A)

Onet (Francja)

YouTube (U.S.A)

Wirtualna Polska (Francja)

Allegro (RPA)

Gazeta.pl (Polska)

Interia (Niemcy)

O2 (Polska)

Nasza Klasa (spółka zarejestrowana na Cyprze, w mediach pojawiały się informacje o prawdopodobnym właścicielu rosyjskim)

Daje to trochę smutny obraz polskiego Internetu. Smutny z punktu widzenia polskiego interesu, bo przecież wesołości jako takiej w nim co nie miara. Chciałoby się zapytać, gdzie jest Polska w Internecie. Możliwe, że trzeba jej szukać głębiej, w internetowych niszach. Taką niszą są małe małe lokalne portale informacyjne (na przykład znaleziony niedawno faktygrudziadz.pl, supernowosci24.pl, bialystokonline.pl, ngopole.pl czy duży portal lokalny trojmiasto.pl, który już taką niszą nie jest). Inną niszą są polskie (najczęściej propolskie) portale tematyczne jak: wpolityce.pl, antypolonizm.pl, kresy.pl, malysabotaz.pl, polskislad.pl, bloggpress.pl czy niezalezna.pl, która już taką niszą nie jest :). Warto szukać.

Problemem tej polskiej sfery internetowej jest duże rozproszenie. Trochę jak plemiona Indian Ameryki Północnej, z których każde walczyło z białymi na własną rękę, co jakiś czas próbując tworzyć jakieś sojusze, zwykle nietrwałe. Potrzebujemy zjednoczenia w Internecie. Jakiegoś portalu horyzontalnego, który zbierałby informacje lokalne i regionalne w jednym miejscu, który sam byłby silny i wzmacniał swoją siłą małe lokalne serwisy. Mam nadzieję, że kiedyś coś takiego powstanie.

Głosuj na polską firmę!

glosuj

 

Bytomska firma DCD ze swoim sztandarowym produktem, procesorem DQ8025 startuje w europejskim konkursie przedsiębiorców. Pisaliśmy o tym na naszym blogu:

DCD z tytułem Marka Śląskie

Powstał najszybszy procesor na świecie… w Polsce!

 

Na polską firmę można głosować na stronie organizatora konkursu:

 

Gazeta Wyborcza broni szowinizmu gospodarczego? Musi być źle

Polski pieniądz

W internetowej Gazecie Wyborczej opublikowano niedawno artykuł zatytułowany  Kupuj polskie. W obronie gospodarczego szowinizmu (20.09.2012, Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski).

Główną tezę artykułu formułują sami autorzy:

Jeśli chcemy być bogaci, a w rozwoju gonić Niemcy, powinniśmy, stojąc w sklepie, wybierać produkty robione przez polskie firmy. To się opłaci.

W dalszej kolejności opisują zaś praktyki krajów tzw. bogatego Zachodu. Np. brytyjskiego ministra ds. biznesu, który mówi:

Londyn powinien przestać się martwić unijnymi przepisami odnoszącymi się do konkurencji, które zabraniają faworyzowania własnego przemysłu. Bo przemysł, żeby odnieść sukces w dłuższej perspektywie, potrzebuje wsparcia rządu

Ten sposób myślenia nie jest odosobniony. Wg artykułu (obserwacje to potwierdzają) podobnie myślą i działają rządy Niemiec, Francji i innych państw. Nie jest to zresztą nowa praktyka. Nowe jest natomiast coraz jawniejsze mówienie o tych sprawach. Musi być naprawdę źle, skoro najbogatsi się z tym nie kryją.

Czy podobnie myślą polscy politycy: rostowscy, sikorscy? Można by złośliwie odpowiedzieć: podobnie, też chcą, żeby Niemcy, Francja i Anglia były bogate.

Jednak wielu Polakom – karmionym kosmopolityczną zasłoną dymną – dopiero kontakt z praktykami zagranicznymi dał prawdziwy obraz sytuacji:

Z tym sposobem myślenia zetknęła się każda polska firma, która zaczęła inwestować za granicą. Kiedy rodzima spółka chce dostarczać towar do francuskich sklepów, kontrahent zmuszą ją, aby korzystała z francuskiej firmy transportowej, mimo że ta z Polski jest tańsza. Gdy chce działać w Niemczech, jej pracownicy muszą jeździć niemieckimi samochodami. Inaczej mają problemy ze znalezieniem klientów.

Co więcej są polscy biznesmeni, którzy zaczynają propagować podobne praktyki w Polsce, również w sposób jawny:

Do podobnego sposobu myślenia w Polsce zachęca Adam Góral, szef komputerowego giganta Asseco. Polskie firmy powinny się wspierać. Jeżeli ubezpieczenie, to w PZU. Konto, lokata czy kredyt – w PKO BP. A jeśli niemiecka czy amerykańska spółka daje lepsze warunki? – Wtedy idziesz do PZU czy PKO BP i mówisz, że dostałeś lepszą ofertę. Niech ją przebiją – odpowiadał niedawno Góral.

Nie chodzi więc już o to, żeby kupować produkty i usługi wyprodukowane w Polsce.  Chodzi o to, żeby były wyprodukowane w Polsce i przez polskie firmy, wtedy jak najwięcej pieniędzy wpływa do naszego wspólnego krwiobiegu.

Autorzy idą dalej, nie tylko patriotyzm konsumencki, ale również patriotyzm gospodarczy zaczyna mieć znaczenie:

Twój pieniądz. Dobry pieniądz.

Czy powinniśmy uważniej patrzeć na kraj pochodzenia produktu? Owszem. Czy urzędnicy przy rozstrzyganiu przetargów powinni mieć w tyle głowy – przy równorzędnych ofertach – skąd pochodzi dana firma? Tak. Czy państwo powinno więcej wydawać na badania i rozwój, aby wspomóc firmy? Tak, ale to samo powinni robić nasi przedsiębiorcy.

Nie jest dobrze nurzać się w złośliwościach. Jednak oddajmy złośliwcom jeszcze raz głos. Otóż niektórzy z nich mówią, że ponieważ i w Gazecie Wyborczej (spółka Agora) nie jest najlepiej z biznesowego punktu widzenia, więc i tam zaczynamy znajdować głosy rozsądku.

Niegdyś „patriotyzm był jak rasizm” (w tym tonie pisał w GW jeden z publicystów). Dzisiaj trzeba już bronić szowinizmu…

Nie, nie trzeba być szowinistą. Wystarczy zdrowy patriotyzm ekonomiczny, czyli postawa, która zbudowała bogactwo krajów bogatej Północy.

Konsekwentny patriotyzm ekonomiczny realizowany między innymi poprzez pokazywanie jak mój prywatny interes i dobrobyt jest powiązany z dobrobytem i interesem mojego państwa, społeczeństwa, narodu.  To takie oczywiste, a dla niektórych tak trudne…

Czekając na tramwaj..

przystanek

W najbliższym czasie Urząd Miasta Torunia ogłosi przetarg na dostawę taboru niskopodłogowych tramwajów. Duży kontrakt, o który zechcą powalczyć liczni producenci pojazdów szynowych w Europie a może i świecie.

Takich przetargów było zresztą już kilka i będą zapewne następne. Jedyne polskie firmy, która mają szanse stanąć do nich to Pesa z Bydgoszczy i Solaris z Poznania. Dlaczego tylko te dwie? Bo według dostępnej mi wiedzy są to jedyni polscy (w tym sensie, że produkują w Polsce i właścicielami przynajmniej większościowymi są Polacy) producenci tramwajów.

PESA to zakład z ponad 100-letnią tradycją zakładu kolejowego, szczęśliwie przeszedł gospodarczą zawieruchę lat 90. i jakimś cudem nie został sprzedany zagranicznym koncernom. Przynajmniej na razie. Jechałem tramwajami PESY w Warszawie i bardzo pozytywnie oceniam komfort i stylistykę. Solaris z kolei to takie „cudowne dziecko” lat 90. założone przez osoby, które najpierw składały Neoplany na niemieckiej licencji, a potem wykorzystując zdobyte doświadczenie stworzyły własną markę. Bardziej znani z autobusów, ale produkowane przez nich tramwaje też wyglądają uroczo.

Nie wiem, jakie będą kryteria przetargu, ale domyślam się, że jednym z głównych będzie cena. Zastanawiam się jednak czy jako cenę rozumiemy tylko wyrażoną w złotówkach cenę za wagon? Kiedy kupujemy tanią żywność zwykle wykładając mało złotówek płacimy za to zdrowiem. Płacimy drożej za transport, który oszczędza nam czas.

Przypomina mi się sprzedaż Wedla. Wyceniając wtedy ten szacowny zakład wzięto pod uwagę cenę budynków (wtedy śmiesznie niską) i maszyn. Nie wyceniono marki WEDEL, której wartość była z pewnością większa niż budynki i maszyny! Przyjmowanie jako kryterium „gołej” ceny i parametrów technicznych jest podejściem nieco prymitywnym. Od osób, które decydują o jakości naszego życia dziś i w przyszłości, oczekiwałbym większej subtelności i uwzględniania głębszych aspektów.

W przetargach z pieniędzy publicznych ważne jest, jakie będą koszty społeczne podjętych decyzji. Jednym z istotnych pytań, które należy zadać jest takie: czy fakt, że tramwaje będą produkowane w Polsce i przez polską firmę ma wpływ na decyzję urzędników rozstrzygających przetarg?

To pytanie szczególnie trafne dla Torunia, od którego granic zakłady PESY dzieli 40 km i jestem przekonany, że pracują w niej torunianie. Każdy pracujący to nie tylko przychód z jego podatków, ale też brak potencjalnej straty w postaci zasiłków, gdyby ten pracujący stał się bezrobotnym. Pytanie o polskość firmy dotyczy nie tylko Torunia, ale wszystkich polskich miast, które będą kupować tramwaje. Pewne dobra wspólne są opłacane z podatków centralnych, na przykład: Policja (a więc bezpieczeństwo)  i szpitale (a więc zdrowie).

Określoną kwotę trzeba będzie wydać na zakup taboru, ale to, czy wrócą one, żeby dalej polepszać nasze życie, czy też powędrują ulepszać życie w np.: w Niemczech (gdzie ma siedzibę firma Siemens, producent tramwajów jeżdżących po Poznaniu) zależy do urzędników. Wierzę w ich rozsądek.