Archive for Ciekawostki

Fasola z orzełkiem…

Polska fasola z orzełkiem

Dziś o fasolce z orzełkiem. Najpierw rys historyczny zaczerpnięty ze strony Ministerstwa Rolnictwa:
„Polska fasola z orzełkiem ma niezwykłą i długą historię. Już na pierwszy rzut oka wywołuje zdumienie i urzeka kształtem. Jej białe nasiona natura ozdobiła oryginalnym znamieniem w kolorze wiśniowo-czerwonym w kształcie „orzełka”. Co więcej, na niektórych ziarnach, nad orzełkiem, występuje niewielka plamka, przypominająca koronę polskiego godła. Według przekazów ustnych na Sądecczyznę fasola trafiła z dawnych kresów wschodnich. W okresie zaborów traktowano ją tam jako symbol patriotyczny. Tak też postrzegali ją zaborcy represjonując tych, którzy ją uprawiali. Z tego powodu zwykle sadzono ją w tajemnicy, pośród ziemniaków, aby nie była widoczna. W ten sposób przetrwała do czasów niepodległości. Wyrazem tradycji patriotycznych związanych z tą fasolą był także zwyczaj przygotowywania z niej przynajmniej jednej potrawy wigilijnej. Patriotyczne znaczenie tej niezwykłej fasoli potwierdzają źródła historyczne. Prof. dr Kazimierz Roupert w artykule „Polska fasola z orzełkiem” z 1923 roku przywołuje pamięć o podobnych odmianach fasoli uprawianej w XIX w. z pobudek patriotycznych w różnych rejonach Polski. „(…) Będąc małym chłopcem natknąłem się na Kujawach na ciekawą rzecz, która mnie ogromnie przejęła: w Plebance, opodal znanej miejscowości kąpielowej – Ciechocinka, pokazał całemu towarzystwu, bawiącemu tam na wycieczce, właściciel p. Stanisław Gębczyński, całą grządkę fasoli i przyciszonym głosem oświadczył: – To jest polski „szablak z orzełkiem”. Dostaliśmy wtedy kilka strąków, tej tycznej fasoli i z nabożnem wzruszeniem rozdłubywaliśmy z bratem strąki, by – ku naszemu wówczas rozczarowaniu – zobaczyć białe ziarna z nieregularnymi plamkami czerwonej barwy w okolicy znaczka, od strony brzusznej ziarna. Była to, jak dziś widzę, odmiana fasoli z „oczkiem”, jak wspomniana amerykańska, jeno nie zółtem, lecz czerwonem”.

Fasolka z orzełkiem jest wpisana na listę produktów regionalnych województwa małopolskiego i stąd jej opis na oficjalnych stronach rządowych. Mnie w tej historii zastanawia jak dziwne atrybuty mogą wiązać się z patriotyzmem.

Kiedy mówi się o wyjątkowej w całej historii Polski patriotycznej postawie pokoleń XIX i pierwszej połowy XX wieku, to mówi się często o „wychowaniu na trylogii Sienkiewicza”. Na pewno trylogia była ważna, ale przecież nie tylko ona inspirowała. Szukano natchnienia w różnych obszarach życia, także w wizji nowoczesności. W II Rzeczypospolitej patriotyzm przyświecał przecież wielkim projektom modernizacyjnym: Gdyni, COP-owi, budowie najnowocześniejszego samolotu (Łoś) czy pociągów (Luxtorpeda). Również w PRL-u pojawiały się projekty patriotyczne –  jak chociażby polski samochód Syrenka. Kiedy przyjrzeć się wielkim projektom ludzkości czy indywidualnym sukcesom różnych ludzi, zawsze widać stojącą za nimi wielką ideę. Patriotyzm niewątpliwie jest taką ideą, która może napędzać do ciekawych działań. Kiedy robi się coś nie tylko dla siebie, ale też dla Ojczyzny, dla potomków wtedy łatwiej znaleźć w sobie kreatywność czy wytrzymałość do dalszej pracy (także wtedy, gdy projekt nie idzie tak jak trzeba). Myślę, że tak właśnie było przez pokolenia z Polakami na Kresach sadzącymi między ziemniakami fasolę „z orzełkiem”. Dziś bycie fanem polskiej gospodarki i polskich wynalazków jest jeszcze bardziej potrzebne i jeszcze bardziej sensowne.

W globalnym świecie nadal występują narodowe produkty: fińska Nokia, niemieckie samochody, brazylijska kawa, kubańskie cygaro, węgierskie salami, francuskie wina. Nawet jeżeli część produkcji jest umiejscowiona poza macierzystym krajem, to największe zyski zawsze płyną do centrali. Czy my możemy mieć takie marki? Może to będzie najszybszy procesor na świecie z Bytomia (firma DCD), może produkty Bella (które stają się monopolistami w obszarze byłego ZSRR), może nasze piwa, które w browarach typu Kormoran czy Amber osiągają szczyty jakości, może w końcu nasza żywność, w tym może i owa fasolka z orzełkiem. Należy jednak zauważyć, że wielkie światowe marki najpierw znalazły zaufanie i zbyt u konsumentów w swoich rodzinnych krajach. To poparcie dało im siłę do ekspansji zagranicą.  Czy chcemy i umiemy zaufać naszym?

.

Gama – polska sieć sklepów

W ciekawym artykule z portalu „Nowy Obywatel” napisano na temat usieciowiania sklepów spółdzielczych:

 

Sieć handlowa nie musi być własnością wielkiego koncernu lub funduszu inwestycyjnego. Prężnie rozwija się handlowa sieć spółdzielcza pod szyldem „Gama – Tradycyjnie dobry wybór”. W pierwszym kwartale 2012 otwarto 9 nowych placówek.

Sklepy nowej sieci są  rozrzucone po całym kraju, co jest oczywiście optymistyczne, gdyż buduje w pewnym sensie efekt skali:

W Wałczu powstał drugi sklep Gama, rozbudowany, z trzykrotnie powiększoną powierzchnią sprzedaży (230 mkw.). Drugi nowy obiekt sieci, „przebrandowany” zgodnie ze standardami, otwarto w Kołobrzegu – informuje portal dla handlu.pl. Już drugą Gamę uruchomiła również spółdzielnia z Hajnówki. Wszystkie 3 spółdzielnie przekonały się do koncepcji dzięki sklepom pilotażowym, uruchomionym w poprzednim roku. – „Nowa sieć Gama łączy tradycje spółdzielczości z nowoczesnością, co skutkuje zwiększonym zainteresowaniem klientów i coraz lepszymi wynikami ekonomicznymi” – powiedziała Mieczysława Bogdanowicz, prezes Społem PSS w Hajnówce.

Jak konkludują – mocno, ale przecież zgodnie z naszym interesem – autorzy artykułu:

To świetnie. Ale nam się marzy, żeby wreszcie placówki „Społem” z całego kraju, obecnie całkiem lub częściowo niezależne od siebie, połączyły siły, poszerzyły asortyment i jakość obsługi, obniżyły ceny – i kopnęły „Biedronki”, „Lidle” i „Tesco” tak mocno, żeby wylecieli z Polski i już nie wrócili.

Może tylko cieszyć fakt, że polskie przedsięwzięcia ekonomiczne rozumieją potrzebę integracji. Co jednak ważne dla nas, chcielibyśmy wiedzieć, że Gama płaci podatki w miejscu, w którym robi interesy. Jeśli tak w istocie jest, to nie pozostaje nic innego, jak zachęcić polskich konsumentów do zostawiania swoich pieniędzy w sieci Gama.

To się nam wszystkim po prostu opłaca. Patriotyzm ekonomiczny to nie romantyczna idea, to konieczność.

Przecież nie chcemy być kolonią?

Drenowanie polskich banków

kasa

Powracamy do do tematyki sektora bankowego, który stanowi smutny przykład opanowania całej branży (i to bardzo ważnej) przez kapitał zagraniczny.

Czytaj o bankowości w Polsce:

Kolonializm bankowy (paź 2011)

Gazeta Polska Codziennie opierając się na raportach unijnych ekspertów ostrzega, że polskie banki będące filiami zagranicznych spółek-matek mogą w każdej chwili zostać wydrenowane z pieniędzy. Jednym z mechanizmów, który pozwala zagranicznym bankom wyprowadzić pieniądze jest zadłużenie. Polskie filie są łącznie zadłużone na kwotę około 55 mld euro. Wystarczy, że spółki-matki wezwą do spłaty długi i polski sektor bankowy leży. Przypomnijmy, że około 70% polskiej bankowości (mierzonej wielkością kapitału) znajduje się w rękach zagranicznych koncernów. Polskim są jeszcze banki spółdzielcze, Bank Pocztowy, PKO Bank Polski oraz Kasy Stefczyka (SKOKi).

Pokusa ze strony zagranicznych banków do wyciągnięcia pieniędzy z podległych filii polskich jest duża ze względu na trwający kryzys. Jego zaistnienie obnażyło dotąd dobrze przykrywaną prawdę, że jednak koncern stara się w pierwszej kolejności utrzymać pozycję na rynku macierzystym nawet za cenę utraty rynków „skolonializowanych”. W takiej sytuacji w zasadzie niewiele mogą zdziałać władze (nawety gdyby miały ku temu wolę). Największy wpływ na to możemy mieć my – klienci banków. Przenosząc po prostu konta do banków polskich w ostatecznym rozrachunku zabezpieczymy swoje pieniądze.

W poszukiwaniu rynków zbytu – kierunek Łotwa!

Eksport rodzimych produktów w każdym kraju stanowi fundament zdrowej gospodarki, czego dobitnym dowodem są Niemcy budujące potęgę właśnie na sprzedaży swoich towarów i technologii do innych krajów. Dla polskich firm wiele rynków zachodnich wydaje się być dziś z oczywistych powodów zamkniętymi (np. te rynki, gdzie funkcjonują silne narodowe monopole w danej branży), czy też trudno dostępnymi (tam, gdzie trendy konsumenckie nie dopuszczają towarów „nie-swoich”). Dodatkowo, jak pokazują przykłady wielu przedsiębiorstw starających się o wejście do innych krajów, brakuje w naszym państwie dobrych systemów wsparcia eksportu i promocji polskich firm za granicą.

Tym ciekawszy i wart zwrócenia uwagi wydaje się przypadek opisany przez portal „Kurier Galicyjski”, a mianowicie rynek łotewski. Jak pisze „Kurier…”:
Polsko-łotewskie obroty handlowe osiągnęły w roku 2011 rekordowy poziom około 1,4 mld euro – według statystyk łotewskiego GUS. Nadwyżka polskiego eksportu nad importem wynosiła około 350 mln euro, przy poziomie eksportu na poziomie ok. 850 mln euro. Portal podaje, że obecnie na Łotwie działa już około 100 polskich firm i cieszą się one dosyć sporym powodzeniem, a nasz kraj jest szóstym w kolejności partnerem handlowym Łotwy w międzynarodowym obrocie.

Atutem tego rynku jest z pewnością przychylność państwa łotewskiego dla sektora MŚP i silne dążenie do utrzymania klarownych standardów w gospodarce. Nie można zapominać także o 60-tys. Polonii stanowiącej (jak można domniemywać) naturalną pulę konsumentów polskich towarów.

W takiej sytuacji z pewnością wiele polskich firm MŚP budujących swoją markę w oparciu o skojarzenia z polskością i dobrą jakością np. z branży spożywczej (regionalne browary, producenci żywności ekologicznej) mogą docelowo rozważać rynek łotewski jako obszar swojej ekspansji zagranicznej. Ich sukces zależeć oczywiście będzie od wielu czynników, także od jakości wsparcia ze strony polskich instytucji publicznych zajmujących się promocją eksportu.

 

Polski rap – „walka” ekonomiczna – yoł!

Funky Polak

Funky Polak

Samo istnienie polskiego rapu wydawać się może dziwne. W końcu to asymilacja czegoś kompletnie niepolskiego. A jednak w Polsce hip-hop/rap wydaje się być bardziej polski niż wiele innych rzeczy.

Wystarczy posłuchac Tadka, Hemp Gru, Zipery, Funky Polaka, Eldo czy innych rapowych patriotów („sorrki” dla rapowych wymiataczy za ignorancję w tych sprawach – tyle wiem).

Ciekawe i przede wszystkim ważne dla nas są jednak wątki patriotyzmu ekonomicznego  obecne coraz częściej w takiej stylistyce.

Jako ciekawostkę chciałem zaprezentować utwór z płyty „Pokój z Widokiem na Wojnę” zatytułowany „Młody Polak”,  wydany przez – nomen omen – PO PROSTU Straight Slavic Flavour. Utwór ten  to czysty manifest ekonomicznego patriotyzmu.

Chciałem tu wpisać tekst tej piosenki, ale właściwie posłuchajcie sami. Od połowy (druga minuta)  zaczyna się wątek ekonomiczny i potem już do końca.

Chociaż to nie blogerzy PE napisali ten tekst, to myślę, iż większość z nich podpisałaby się pod tym manifestem.

 

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

 

Mówię to Wam ja, Kujawiak z miasta Lwowa – niech żyje Polska,  yoł!

Rynek badań w Polsce

rynekbadan

Wiedza to władza. W nowoczesnym społeczeństwie wiedza jest bardzo ważnym kapitałem. Zresztą nie tylko w nowoczesnym. Społeczeństwa, która wyprzedzały wiedzą zgarniały często premię za pierwszeństwo. Obecnie wiedzę gromadzi się bez przerwy i wszędzie. Agencje badawcze śledzą trendy w każdej dziedzinie życia: preferencje wyborcze, zachowania młodzieży, pracujących, bezrobotnych, seniorów, czytelnictwo prasy, oglądanie tv, użytkowanie internetu, konsumpcja, zarobki, opinie na setki tematów itd.

Ranking firm badawczych 2011 wg raportu dla OFBOiR

Rynek badań w Polsce to nawet 750 mln złotych rocznie (szacunek roku 2011 wg raportu wykonanego na zlecenie Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku). Od roku 2004 dodatkowo wzmacniany zleceniami obsługującymi społeczne projekty finansowane z UE. Najlepiej zarabiająca 18-stka firm tej branży wypracowuje około 75% obrotów całej branży badawczej. W rankingu przychodów w roku 2011 pierwsze 6. miejsc zajmują firmy kontrolowane przez kapitał zagraniczny i tylko one obejmują około 60% całego rynku badawczego. Światowe centrale tych firm mieszczą się w U.S.A. (Millword Brown i ACNielsen), Niemczech (GFK), W. Brytanii (TNS OBOP i Pentor) oraz Francji (IPSOS). W sumie ponad 80% przychodów w tej branży ściągają z polskiego rynku firmy zagraniczne. Oznacza to, że część środków, które wpływają do Polski na projekty badawcze z UE od razy wypływa w postaci zysku firm, które te projekty prowadzą. Krótko mówiąc: polskie społeczeństwo jest badane głównie przez podmioty zagraniczne. Oprócz oczywistych skutków finansowych (zyski wypływające za granicę) może to mieć również trudne do przewidzenia efekty strategiczne – wiedza o Polsce, która jest łatwo dostępna dla marketingowców na całym świecie.

Co z polskim handlem?

promocja

Polska Agencja Prasowa powołując się na raport wywiadowni gospodarczej Soliditet podaje, że w Polsce po raz kolejny spada liczba małych sklepów. W 2011 roku liczba ta spadał o 6% i jest ich obecnie około 320 tys. Zmiana struktury handlu może być zjawiskiem neutralnym w sytuacji rynków, na których rodzimy kapitał ma pozycję dominującą. Jeżeli w Niemczech, Francji czy Anglii liczba małych sklepów spada to dla całej gospodarki nie ma to większego znaczenia, ponieważ ich miejsce zajmują supermarkety i hipermarkety – w większości należące do rodzimego kapitału. W Polsce zjawisko upadku drobnego handlu wiąże się z przegrywaniem polskiej gospodarki, ponieważ drobny handel należy do polskich przedsiębiorców, natomiast duże sklepy sieciowe to głównie kapitał zagraniczny. Biedronka, Lidl, Carrefour, Real, Żabka, Auchan, Tesco to wszystko sklepy, których zyski zasilają fiskusa w Portugalii, Niemczech, Francji, W. Brytanii. Wśród polskich rycerzy handlu mamy Piotra i Pawła oraz kilka lokalnych sieci (np.: Polo Market), z których część zgrupuje się pod marką Lewiatan.

My Polacy z handlem miewaliśmy już problemy w przeszłości. W I Rzeczpospolitej szlachta miała bodajże zakaz zajmowania się handlem (nie wiem jaka mogła być tego motywacja) przez co musieli dużą cześć zysków oddawać angielskimi holenderskim pośrednikom. Pamiętamy „Lalkę” Bolesław Prusa i trudne koleje „zyskownej spółki handlu z Rosją” Wokulskiego. Ale to nie reguła, czego najlepszym dowodem historia najnowsza i handlowy boom lat 90. Zabrakło odpowiedniego skanalizowania tej energii, procesów konsolidacji i pewnej ochrony państwa. Może jednak nie wszystko stracone. Trochę jeszcze polskiego handlu w Polsce zostało. Czy my konsumenci będziemy chcieli do katalogu czynników decydujących o naszych codziennych wyborach zakupowych włączyć rozróżnienie: polski-niepolski?

Jest sprawą oczywistą, że w pierwszej kolejności wybierając sklep kierujemy się jego wystrojem i cenami. O to, żebyśmy kierowali się tym przede wszystkim dbają sztaby marketingowców i psychologów rynku. Sklepy zagranicznych sieci stanowią dobry kanał do wpuszczania na nasz rynek towarów, które nie schodzą w krajach rodzimych. Opłaca się je sprzedać nawet po bardzo niskiej cenie. Dzięki temu robotnik np.: we Francji ma pracę, sieć zysk a polski konsument kolejną tanią rzecz, której tak naprawdę nie potrzebuje. Koncerny, które wkroczyły do Polski w ciągu ostatnich 20 lat swoją potęgę zbudowały najpierw na swoich rodzimych rynkach. Teraz mogą konkurować z naszymi przedsiębiorcami, bo Ci nie mieli 50 lat na swobodny rozwój.

Taka tendencja może prowadzić do coraz gorszej sytuacji ekonomicznej naszego kraju. Im więcej kupujemy w zagranicznych sieciach tym mniej pieniędzy zostaje w Polsce, więc Polacy stają się coraz biedniejsi więc coraz częściej muszą kupować w tanich zachodnich sieciówkach. Oczywiście nie ma się czym martwić. Nasze umysły mają zadziwiającą zdolność do racjonalizacji. Gdy na polskim rynku nie będzie już polskich sklepów ani fabryk, ani banków, ani, jak mawia klasyk z Białostocczyzny, „niczego”, wtedy na pewno znajdziemy sposób na wytłumaczenie sobie, że to nie ważne, że najwspanialszą rzeczą jest to, że udało nam się kupić w niemieckim supermarkecie T-shirt za 8zł i ser pleśniowy za 3,49zł.

Sprawdź się

Z badań wynika, że w roku 2011 prawie 60% Polaków woli kupować polskie produkty (tak przynajmniej deklaruje). Ale czy na pewno wiemy kiedy kupujemy produkty polskie a kiedy nie? Od roku 1990 przez Polskę przeszedł prawdziwy tajfun zagranicznego kapitału. Państwo polskie sprzedało większość „klejnotów rodowych” bardzo często w ręce zagranicznych koncernów (czasami państwowych francuskich, państwowych niemieckich). W naszej świadomości często jeszcze te sprzedane firmy figurują jako „polskie”. Z drugiej strony wybuch przedsiębiorczości Polaków doprowadził do rozwoju świetnych, nowych firm, których nazwy czasami nie brzmią zbyt polsko. Czy macie odwagę sprawdzić swoją wiedzę o tym, które firmy są a które nie są polskie?

Test świadomości konsumenckiej

W każdym pytaniu można zaznaczyć dowolną liczbę odpowiedzi. Kryterium "polskości" jest kapitałowe, czyli czy firma należy od obywateli polskich i jest zarejestrowana (płaci podatki) w Polsce.
Start
Gratulacje - ukończyłeś quiz "Test świadomości konsumenckiej". Twoja wiedza została oceniona na %%PERCENTAGE%% "%%RATING%%".
Twoje odpowiedzi są podświetlone poniżej.
Powrót
Przyciemnione pytania są ukończone.
12345
678910
Koniec
Powrót

Czy Polska wygra grę w gaz łupkowy?

gaz

Czy posiadanie zasobów naturalnych zawsze przyczynia się do wyższego poziomu życia mieszkańców kraju? Niekoniecznie. Arabia Saudyjska czy Bahrajn zyski ze sprzedaży ropy dystrybuują tak, że poziom życia w krajach jest stosunkowo wysoki. Kiedy jednak przyjrzymy się chociażby Rosji to tam państwo dochody ze sprzedaży surowców przeznacza głównie na utrzymanie statusu imperium (czyli np.: na zbrojenia). Przypadek rosyjski i tak jest przyzwoity, gdy porównamy go do kolonialnego (nadal) wyzysku krajów afrykańskich, gdzie głównymi beneficjentami wydobycia są korporacje z Zachodu lub Chin.

Pytanie o to jak gospodarować surowcami naturalnymi jest obecnie bardzo ważne dla Polski w związku z perspektywami wydobycia gazu łupkowego. Wokół poszukiwań prowadzonych przez polskie i zagraniczne firmy na naszym terytorium rośnie napięcie. Pojawiły się już głosy o szkodliwości technologii wydobycia „łupków” dla środowiska. Wygląda to na klasyczny przypadek eko-terroryzmu. Następne Komisja Europejska „czepia” się polskich rozwiązań prawnych dotyczących przyznawania koncesji na poszukiwania i wydobycie. Przepisy unijne wymagają ogłoszenia przetargu podczas gdy przepisy polskie premiują firmy, które już prowadziły poszukiwania na danym terenie. Czy to krok do tego, żeby ten intratny kawałek tortu w większym stopniu mogły obsługiwać firmy nie-polskie?

I jednocześnie na jednym z portali gospodarczych pojawia się informacja, że być może Niemcy rozpoczną wydobycie gazu łupkowego szybciej niż Polska. Takie zdanie wyraził Kevin Biddle, dyrektor ds. wydobycia, ExxonMobile – firmy będącej w ścisłej czołówce poszukiwań gazu łupkowego w Europie. Jak w każdym biznesie i w wydobyciu gazu łupkowego będą premie za pierwszeństwo. Ci, którzy wystartują jako pierwsi mogą potem czerpać korzyści ze szkoleń czy sprzedaży technologii. Poza tym bez względu na to ile tego gazu wydobędą firmy w Niemczech, potem będą mogły w ofercie przetargowej w Polsce wpisać „doświadczenie w wydobyciu gazu łupkowego”, którego nie będą miały PGNiG czy Orlen.

Kiedy Orlen będzie globalną firmą?

orlen_stacja

Dziennik Gazeta Prawna zapowiada przywrócenie na rynek marki stacji paliwowych Aral. Aral kapitałowo należy do brytyjskiego BP, ale do końca XX wieku była marką niemiecką.  Niemieccy kierowcy do dziś są do niej bardzo przywiązani i właśnie na tym przywiązaniu menadżerowie BP w Polsce opierają strategię przywracania marki Aral, którą około 10 lat temu zlikwidowali w Polsce (istniało wtedy ponad 100 stacji Aral). Przywracanie marki Aral odbywa się tylko w rejonie przygranicznym z Niemcami, ponieważ to głównie kierowcy naszego zachodniego sąsiada mają tankować na Aral. Tankowanie w Polsce stało się ostatnio opłacalne dla Niemców mieszkających przy granicy, ponieważ mimo rosnących cen paliw w Polsce są one jeszcze tańsze niż na stacjach w Niemczech. Fakt, że wielki światowy koncern (BP to trzecia firma w branży paliwowej na świecie) wprowadza takie rozwiązanie jak przywracanie niemieckiej marki na terenie Polski bardzo dobrze świadczy o patriotyzmie konsumenckim niemieckich kierowców (aczkolwiek niezbyt dobrze o ich konsemenckiej świadomości – Aral już niemiecki nie jest).

stacja Star

Zastanawiam się czy polscy kierowcy tankujący w Niemczech mają podobny poziom patriotycznej motywacji co ich niemieccy koledzy tankujący w Polsce. Możliwości nie brakuje. Polska firma Orlen posiada w Niemczech sieć 485 stacji pod marką Star. Pytanie dlaczego Star a nie Orlen pozostaje zagadką na inny wpis. Na razie pozostaje otwartym pytanie czy jest szansa, żebym jadąc na wakacje do Hiszpanii mógł tankować tylko na polskich stacjach? Innymi słowy: czy Orlen ma potencjał globalnego rozwoju? Może ten rozwój powinien jednak iść na zachód – gdzie mieszka Polaków coraz więcej niż na wschód (Możejki), gdzie jest nas coraz mniej. Pytanie tylko czy my jako społeczeństwo i jako konsumenci jesteśmy dobrą bazą do globalnego skoku takiej firmy jak Orlen. Sukces globalny wszystkich firm zaczynał się od zaufania, którym obdarzali je konsumenci w ich rodzimych krajach.