Archive for Ciekawostki

Zamki na piasku z dotacji UE

źródło: tvp.info

Na fali wakacyjnych klimatów w mediach pojawiła się informacja o bezrobotnym, który otrzymał 40 tys. dotacji i 1200zł wsparcia przez pół roku na działalność polegającą na budowaniu zamków z piasku. Obszarem działalności nowej firmy powstałej dzięki UE jest plaża w Kołobrzegu. Nie słyszałem o projekcie, który stanowiłby lepszą alegorię systemu dopłat UE. Dotacje UE to „zamki na piasku”. Takie stwierdzenie zrani wiele uszu w Polsce, ponieważ dotacje UE są u nas traktowane jak manna z nieba, dar od losu, czymś co nie do końca rozumiemy, ale wielbimy – słowem: bóstwo. Jak w każdej religii i w tej nagromadziło się wiele mitów. Proponuję zweryfikować kilka z nich.

Mit pierwszy polega na przekoaniu, że dotacje UE dostajemy dzięki życzliwej postawie krajów starej UE (szczególnie Niemiec) do Polski. W tym założeniu kryje się między wierszami konieczność wyrażenia wdzięczności wobec nich. Tymczasem tu nie ma żadnych sentymentów i za dotacje UE zapłaciliśmy zanim zaczęliśmy je dostawać. I płacimy nadal. Kosztem jest otwarcie polskiego rynku zbytu na eksport z krajów UE oraz umożliwienie wykupienia polskich zakładów i ziemi. Czasami na tym zyskujemy (gdy zachodni inwestor ratuje upadający zakład i daje miejsca pracy) a czasami tracimy (gdy inwestor kupuje tylko po to, żeby zamknąć konkurencyjny zakład). W Polsce, w związku z wysokim bezrobociem, bardzo cenimy sobie tworzenie nowych miejsc pracy. Zagraniczni inwestorzy wiedząc o tym obiecują dużo miejsc pracy ale w zamian żądają dotacji i zwolnień od podatków, a polskie władze najczęściej się na to godzą. W specjalnych strefach ekonomicznych dzieje się to nawet systemowo. W efekcie polscy przedsiębiorcy muszą sumiennie płacić wysokie, polskie podatki, a zachodni inwestorzy są z nich zwolnieni.

Drugi mit, w który wierzymy to, że dotacje UE to dodatkowe pieniądze dla Polskiej gospodarki, dzięki którym może się ona rozwijać. Ciekawe jest to, jak często można w mediach znaleźć informację o tym ile dostajemy z UE a jak rzadko podawana jest wysokość polskiej składki do UE (około 18 mld zł w 2013). Licząc w prosty sposób wychodzimy na plus, ponieważ dotacja dla Polski jest kilkakrotnie wyższa. Nie uwzględnia się tu jednej ważnej rzeczy: kto realizuje projekty z pieniędzy UE. Największe pieniądze są w projektach infrastrukturalnych: drogi, mosty, obiekty użyteczności publicznej. W nich bardzo często wykonawcami są firmy ze starej unii (głównie z Niemiec).

Z badania MRR wynika, że suma pośrednich i bezpośrednich korzyści uzyskanych przez firmy zachodnioeuropejskie dzięki realizacji projektów finansowanych z funduszy europejskich jest ogromna: w okresie 2004-15 sięgnie 151 mld zł (czyli 37,8 mld euro)! To prawie 50 proc. całej kwoty, którą Unia przyznała Polsce w obecnie obowiązującym budżecie.
Najwięcej kontraktów zgarnęły firmy niemieckie (50 proc. łącznej wartości umów). Na drugim miejscu są Duńczycy (12 proc.), potem Austriacy (10 proc.), a dopiero na czwartym Francuzi (ok. 6 proc.).

Cały tekst: wyborcza.pl

I tak naprawdę to taką sytuację możemy nazwać budowaniem zamków z piasku. Jeżeli drogę wybuduje firma z Niemiec, to większość pieniędzy z tego kontraktu trafi do niemieckiego obiegu gospodarczego a nie do polskiego. Im więcej pieniędzy obraca się w gospodarce tym więcej państwo ma podatków, z których między innymi utrzymuje drogi. Jeżeli pieniądze obracane przy okazji budowy drogi nie zostają w Polsce to państwo polskie nie będzie miało za co tych dróg utrzymać, a więc fundujemy sobie kilkuletnią jednorazówkę. Bo drogę nie wystarczy wybudować. Trzeba ją odśnieżać, naprawiać, wykaszać pobocza itd. Oczywiście: lepiej jest mieć drogę (nawet jednorazówkę) niż jej nie mieć. Ale jeszcze lepiej mieć drogę, którą wybuduje polska firma. Firma, która zapłaci podatki w Polsce, zysk ulokuje w Polsce. Lepiej mieć solidny dom na skale niż piaskowy zamek na plaży.

Płacę więc jestem

logoPWJ_280x300

W ostatnim kwartale Fundacja Kazimierza Wielkiego realizowała projekt, w którym podjęła się wysiłku pokazania młodzieży licealnej związków pomiędzy aktywnym dbaniem o dobro wspólne a rozwojem społecznym.

Projekt piętnując takie postawy jak uciekanie do rajów podatkowych czy do szarej strefy, namawia do dyskusji nad rolą obywatelską podatnika i działania na rzecz dobra wspólnego.W ramach działań projektowych zrealizowano 3 krótkie filmy, których zadaniem jest pobudzanie do dyskusji oraz przeprowadzono 10 pilotażowych szkoleń w 10 różnych regionach Polski.

Zapraszamy do odwiedzenia strony projektu www.placewiecjestem.pl oraz do skomentowania dostępnych tam filmów i materiałów.

Słoń a sprawa Polska, czyli PR naszych przodków

EvaCurie

Polska laureatka nagrody Nobla Maria Skłodowska-Curie podczas spotkania Międzynarodowego Komitetu Współpracy Intelektualnej Ligi Narodów w 1921 opowiedziała następujący dowcip:

W konkursie literackim na temat słonia Anglik przedstawił pracę: „Moje doświadczenia w polowaniu na słonie w Afryce Południowej”, Francuz napisał esej na temat: „Seksualne i erotyczne życie słoni”, a tytuł opowiadania Polaka – „Słoń a Polska Niezależność Narodowa”.

Czy dziś jeszcze czujemy pointę tego żartu? Wynika ona z tego, że Polacy pod koniec XIX i na początku XX wieku wiele swoich działań podporządkowywali odzyskaniu niepodległości, a gdy to już się udało, budowaniu dobrobytu odrodzonej Ojczyzny. Nie mieli oporów, żeby w każdej sytuacji domagać się godnego miejsca w społeczności międzynarodowej. Mówiąc współczesnym językiem: nie mieli kompleksów.

Przykładem takiego pozbawionego kompleksów prezentowania walorów Polski jest film dokumentalny polsko-amerykańskiej produkcji, w którym Ewa Curie opowiada o Ojczyźnie swojej matki. Warto obejrzeć również dlatego, żeby zobaczyć jak wyglądały polskie miasta przed wojną.

Polecam:

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=vVKtUw8vuU8#!

Polskie wódki w rękach rosyjskiego kapitału

zobr2

Zagadka? Wolisz rosyjską wódkę czy Żubrówkę? Odpowiedź nie ma znaczenia, bo w obu przypadkach wybierasz rosyjską wódkę. Polmos Białystok a z nim marki Żubrówka, Bols i Soplica już od lat nie są w polskich rękach, ale w obecnie (maj 2013) przechodzi w ręce rosyjskiego koncernu Russian Standard Corporation.

Jest to porażka tyleż biznesowa co prestiżowa. Można powiedzieć, że właśnie przegrywamy wieloletnią (wielowiekową?) konkurencję o palmę pierwszeństwa w produkcji tej klasy alkoholi. Z rosyjskim biznesem jest taki problem, że jest on podporządkowany mafijno-politycznemu układowi. A ten polityczno-mafijny układ na pewno nie będzie pozwalał na rynkowy sukces polskiej wódki.

Cóż… zna ktoś jeszcze jakieś marki wódek, które pozostały w ręku polskiego kapitału, bo już nawet upić się na smutno nie wiem czym.

Czy jesteśmy dumni ze swojej kultury?

ludowe

Kultura i gospodarka często idą w parze, chociaż nie zawsze. Doskonałym wzorem do naśladowania są Amerykanie, którzy ze sprzedaży swoich wzorów kulturowych zrobili bardzo dochodowy sektor. Są kraje, takie jak Jamajka, które mimo, że biedne gospodarczo są kulturową (głównie muzyczną) potęgą. Są też kraje, które wydają się odcinać od swojej spuścizny kulturowej. W tym podejściu tradycja to obciach i należy się od niej odcinać. Przyszłość ma zapewnić oświecone „nowe”. To podejście do granic absurdu wdrażano w byłym bloku wschodnim, ze Związkiem Radzieckim na czele.

Nie umiem odpowiedzieć, czy my, dzisiejsi Polacy jesteśmy dumni ze swojej historii, czy nie. Podobno w większości pochodzimy od chłopów, więc niech jakimś wskaźnikiem naszego nastawienia do naszego tła kulturowego będzie to, jak odbieramy uwspółcześnione wersje „songów”, które towarzyszyły naszym przodkom, tak jak nam dziś towarzyszą głównie anglojęzyczne pieśni zapuszczane przez popularne rozgłośnie radiowe. Różnica może jeszcze jest taka, że oni wtedy śpiewali, a my już tylko słuchamy.


The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

Gazeta Wyborcza broni szowinizmu gospodarczego? Musi być źle

Polski pieniądz

W internetowej Gazecie Wyborczej opublikowano niedawno artykuł zatytułowany  Kupuj polskie. W obronie gospodarczego szowinizmu (20.09.2012, Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski).

Główną tezę artykułu formułują sami autorzy:

Jeśli chcemy być bogaci, a w rozwoju gonić Niemcy, powinniśmy, stojąc w sklepie, wybierać produkty robione przez polskie firmy. To się opłaci.

W dalszej kolejności opisują zaś praktyki krajów tzw. bogatego Zachodu. Np. brytyjskiego ministra ds. biznesu, który mówi:

Londyn powinien przestać się martwić unijnymi przepisami odnoszącymi się do konkurencji, które zabraniają faworyzowania własnego przemysłu. Bo przemysł, żeby odnieść sukces w dłuższej perspektywie, potrzebuje wsparcia rządu

Ten sposób myślenia nie jest odosobniony. Wg artykułu (obserwacje to potwierdzają) podobnie myślą i działają rządy Niemiec, Francji i innych państw. Nie jest to zresztą nowa praktyka. Nowe jest natomiast coraz jawniejsze mówienie o tych sprawach. Musi być naprawdę źle, skoro najbogatsi się z tym nie kryją.

Czy podobnie myślą polscy politycy: rostowscy, sikorscy? Można by złośliwie odpowiedzieć: podobnie, też chcą, żeby Niemcy, Francja i Anglia były bogate.

Jednak wielu Polakom – karmionym kosmopolityczną zasłoną dymną – dopiero kontakt z praktykami zagranicznymi dał prawdziwy obraz sytuacji:

Z tym sposobem myślenia zetknęła się każda polska firma, która zaczęła inwestować za granicą. Kiedy rodzima spółka chce dostarczać towar do francuskich sklepów, kontrahent zmuszą ją, aby korzystała z francuskiej firmy transportowej, mimo że ta z Polski jest tańsza. Gdy chce działać w Niemczech, jej pracownicy muszą jeździć niemieckimi samochodami. Inaczej mają problemy ze znalezieniem klientów.

Co więcej są polscy biznesmeni, którzy zaczynają propagować podobne praktyki w Polsce, również w sposób jawny:

Do podobnego sposobu myślenia w Polsce zachęca Adam Góral, szef komputerowego giganta Asseco. Polskie firmy powinny się wspierać. Jeżeli ubezpieczenie, to w PZU. Konto, lokata czy kredyt – w PKO BP. A jeśli niemiecka czy amerykańska spółka daje lepsze warunki? – Wtedy idziesz do PZU czy PKO BP i mówisz, że dostałeś lepszą ofertę. Niech ją przebiją – odpowiadał niedawno Góral.

Nie chodzi więc już o to, żeby kupować produkty i usługi wyprodukowane w Polsce.  Chodzi o to, żeby były wyprodukowane w Polsce i przez polskie firmy, wtedy jak najwięcej pieniędzy wpływa do naszego wspólnego krwiobiegu.

Autorzy idą dalej, nie tylko patriotyzm konsumencki, ale również patriotyzm gospodarczy zaczyna mieć znaczenie:

Twój pieniądz. Dobry pieniądz.

Czy powinniśmy uważniej patrzeć na kraj pochodzenia produktu? Owszem. Czy urzędnicy przy rozstrzyganiu przetargów powinni mieć w tyle głowy – przy równorzędnych ofertach – skąd pochodzi dana firma? Tak. Czy państwo powinno więcej wydawać na badania i rozwój, aby wspomóc firmy? Tak, ale to samo powinni robić nasi przedsiębiorcy.

Nie jest dobrze nurzać się w złośliwościach. Jednak oddajmy złośliwcom jeszcze raz głos. Otóż niektórzy z nich mówią, że ponieważ i w Gazecie Wyborczej (spółka Agora) nie jest najlepiej z biznesowego punktu widzenia, więc i tam zaczynamy znajdować głosy rozsądku.

Niegdyś „patriotyzm był jak rasizm” (w tym tonie pisał w GW jeden z publicystów). Dzisiaj trzeba już bronić szowinizmu…

Nie, nie trzeba być szowinistą. Wystarczy zdrowy patriotyzm ekonomiczny, czyli postawa, która zbudowała bogactwo krajów bogatej Północy.

Konsekwentny patriotyzm ekonomiczny realizowany między innymi poprzez pokazywanie jak mój prywatny interes i dobrobyt jest powiązany z dobrobytem i interesem mojego państwa, społeczeństwa, narodu.  To takie oczywiste, a dla niektórych tak trudne…

DCD z tytułem Marka Śląskie

Konstruktorzy DQ80251 hq

Digital Core Design, polskie laboratoria projektowe układów scalonych zostały laureatem III edycji konkursu Marka Śląskie, organizowanego przez Marszałka Województwa oraz Regionalną Izbę Przemysłowo-Handlową. Bytomska firma została nagrodzona w prestiżowej kategorii Produkt za stworzenie najszybszego na świecie procesora z rodziny 8051 – układu DQ80251.

Pierwszego września odbyła się gala podsumowująca III Edycję konkursu Marka Śląskie. Kapituła konkursu pod przewodnictwem Marszałka Województwa Śląskiego, Adama Matusiewicza przyznała nagrody w dziewięciu kategoriach. Tegorocznym laureatem prestiżowej kategorii Produkt Marka Śląskie został procesor DQ80251, stworzony przez bytomską firmę Digital Core Design. – Cieszę się, że nasz procesor spotkał się z uznaniem w skali międzynarodowej, lokalnej a teraz także regionalnej – powiedział Jacek Hanke, prezes Digital Core Design, podczas sobotniej gali. Układ zaprojektowany w Bytomiu znalazł się również wśród polskich finalistów konkursu European Business Awards, został też wyróżniony Nagrodą Gospodarczą przez prezydenta Bytomia. Firma Digital Core Design pod koniec zeszłego roku zaprezentowała procesor DQ80251, najszybszy na świecie układ z rodziny 8051. Dzięki nowatorskim rozwiązaniom, jego moc obliczeniowa jest po-nad 50 krotnie większa od standardu opracowanego przez firmę Intel, czy też innych, konkurencyj-nych rozwiązań. – Nasz procesor wykonuje więcej operacji, w krótszym czasie i przy mniejszym zużyciu energii – wyjaśnia Hanke – a o to przecież chodzi we współczesnej elektronice. Digital Core Design została założona w 1999 roku, od samego początku specjalizując się w projektowaniu układów scalonych, tzw. IP Core. W ciągu kilkunastu lat bytomscy inżynierowie zaprojektowali ponad 70 różnych architektur, począwszy od popularnych 8. bitowych procesorów przemysłowych, przez IP Core dla urządzeń USB, czy motoryzacyjny interfejs CAN, na 16/32 bitowych układach scalonych skończywszy. Wśród klientów DCD znajdują się m.in. Intel, Sony, Philips, czy Siemens. Więcej informacji na www.dcd.pl.

Prof. Rybiński o kulturowych barierach dla patriotyzmu ekonomicznego

KR

 

W najnowszym numerze „Uważam Rze” możemy znaleźć interesujący artykuł prof. Krzysztofa Rybińskiego „Jak pokonać antypolski szowinizm gospodarczy”. Autor posługuje się wprawdzie pojęciem patriotyzmu ekonomicznego, ale odnosi sie przede wszystkim do działań administracji publicznej.

(…) patriotyzm ekonomiczny to podejmowanie takich działań przez jednostki i administrację publiczną, które prowadzą do szybkiego rozwoju gospodarczego i społecznego kraju (…).

Zatem prof. Rybiński zajmuje się tym, co na łamach niniejszego bloga określamy mianem patriotyzmu gospodarczego. Mniejsza jednak o terminologię. Pierwsza część tekstu podaje przykłady różnych form patriotyzmu ekonomicznego w rozumieniu autora. O wiele bardziej ciekawa jest jednak druga część artykułu. Prof. Rybiński zwraca uwagę, że jednym z najpoważniejszych problemów, który sprawia, że idee patriotyzmu ekonomicznego nie są czymś oczywistym dla Polaków, jest istnienie w naszym kraju specyficznych norm kulturowych:

 (…) do tej pory funkcjonuje u nas kod kulturowy, zgodnie z którym ogłaszany jest wielki sukces, gdy zagraniczna firma otworzy u nas fabrykę. (…) Tymczasem taki model rozwoju powoduje, że nasz kraj staje się dawcą rąk do pracy, a dla Polaka sukcesem jest znalezienie zatrudnienia w zagranicznej firmie. Ten kod kulturowy jest zresztą tak silny, że większość studentów do tej pory marzy o karierze w obcych korporacjach.

Cała argumentacja prowadzi do dość mocnej konkluzji:

(…) polskim firmom najtrudniej walczyć z zakorzenionym w  Polsce kodem kulturowym, który gloryfikuje zagraniczne firmy. Zmiana tego kodu jest możliwa i bardzo potrzebna, szczególnie w administracji publicznej. Musimy wyplenić z naszego kraju antypolski szowinizm gospodarczy.

Z takimi tezami piszącemu te słowa trudno się nie zgodzić.

Warto też zajrzeć na blog prof. Rybińskiego, gdzie oprócz fragmentu omawianego tekstu znajdziemy komentarz de facto wpisujący tezy artykułu w problem peryferyjności systemu gospodarczego Polski.

 

Do kogo trafiają dotacje unijne dla Polski?

a2

W polskim parlamencie trwają prace nad specustawą, której przepisy, zgodnie z pomysłem ministra transportu Sławomira Nowaka, mają pomóc podwykonawcom, którzy pracowali przy budowie dróg i autostrad, ale ze względu na bankructwo firmy wykonawczej nie otrzymali zapłaty za swoją pracę. Ustawa dość gładko przeszła przez Sejm, natomiast problem rozpoczął się w Senacie, ponieważ została ona skrytykowana przez senatora Platformy Obywatelskiej, która przecież ustawę przygotowała. Proponuję jednak na moment zostawić emocje i smaczki polityczne wokół tej sprawy i przyjrzeć się jednej wypowiedzi pracownika Ministerstwa Transportu:
To działanie celowe, żeby tym kryterium ściągnąć do Polski zagraniczne firmy budowlane. Polacy wiedzą, że za tak niskie ceny nie da się budować. Nie ryzykują, bo nie stoją za nimi gigantyczne koncerny. Wystarczy spojrzeć na to, kto buduje w Polsce drogi jako główny wykonawca. Wszystko to zagraniczne firmy. I pieniądze, które UE przydziela nam na rozwój, wracają do kasy niemieckiej, francuskiej czy hiszpańskiej”.

To znamienne wyznanie – przedstawiciel jednej z ważnych polskich instytucji rządzących przyznaje, że pieniądze, o które nasi politycy tak walczą w Brukseli, potem jeszcze energiczniej się chwalą tym, że je wywalczyli tak naprawdę służą temu, żeby niemieckie czy francuskie koncerny mogły te pieniądze zarobić. Te pieniądze mogłyby długo krążyć w obiegu polskiej gospodarki, gdyby warunki przetargów unijnych były ustalane inaczej. Polski budowlaniec płaciłby w Polsce za polskie produkty. Z tego podatki trafiałyby do polskiego fiskusa za co rząd mógłby dalej budować lubo podnosić poziom szkolnictwa, służby zdrowia. Tymczasem obieg unijnych dotacji dla Polski przypomina kredyt hipoteczny (dla niewtajemniczonych: osoba, która dostaje taki kredyt nie widzi go na swoim koncie, bo od razu trafia on na konto sprzedającego/dewelopera) – Polska dostaje jakieś pieniądze, które w szybkim tempie trafiają na konta zagranicznych koncernów, które wydadzą je już u siebie w kraju, zapłacą tam podatki dzięki czemu Niemcy czy Francuzi będą mieli jeszcze lepsze szkolnictwo i jeszcze lepszą służbę zdrowia i będą mogli wybudować lub naprawić jeszcze więcej dróg.

Jest coś niezdrowego w tym, że polski rząd układa specyfikacje tak, aby były szkodliwe dla polskich firm.