Archive for Alerty

Sprzedaż Onetu a sprawa polska.

Onet.pl w 2000

Stało się: niemiecko-szwajcarski Ringier Springer Media  kupił od TVN portal Onet.pl. Za 956 mln złotych stał się właścicielem 75% akcji. Oznacza to, że jeden z głównych graczy w polskim internecie i jeden z nielicznych wśród czołowej dziesiątki, który jeszcze należał do polskiego kapitału przechodzi w obce ręce. Inna sprawa, że gdyby pozostał w ręku TVN to też przestałby być polskim, bo koncern telewizyjny przechodzi w ręce francuskiego Vivendi (Canal+).

Należy się liczyć z tym, że w związku z tym część podatków powędruje zagranicę i na pewno cały zysk. W przypadku takiej branży jak media sprawa jest o tyle istotna, że nie chodzi tylko o pieniądze, ale o wpływ na nasze zbiorowe wyobrażenia. Czy dziennikarz zatrudniony w gazecie, radiu, TV czy portalu należącym do niemieckiego właściciela nie zastosuje samoograniczenia w dociekliwości w sprawie np.: wykorzystywania pracowników w niemieckiej sieci sklepów działającej w Polsce? Mam nadzieję, że nie, ale jestem przekonany, że w mediach tych, często przeczytamy/usłyszymy, że kapitał nie ma ojczyzny, że obcy kapitał inwestujący w Polsce to same dobrodziejstwa, a patriotyzm to przestarzała idea, która musi ustąpił przed prawem do nieograniczonej konsumpcji. Na Onet.pl co miesiąc wchodzi 70% polskich internautów – to potężne narzędzie, które między wierszami tysiąca informacji dziennie wskazuje nam co jest fajne, a co wypada taktownie wyśmiać.

Powyżej opisany mechanizm uważam za normalny – nie zamierzam z nim walczyć. Chodzi jednak o to, że pozostawanie części gospodarki w rękach narodowych to najlepszy mechanizm zabezpieczający demokrację przed zakusami wielkich koncernów, które na dłuższą metę ideę demokracji wypaczają i wykorzystują tylko do pomnażania zysków kilku osób na szczycie. Należy pamiętać, że kupiła go firma, która w Polsce posiada już jedną z najczęściej czytanych gazet codzinnych: Fakt, tygodnik opinii Newsweek,  Forbes’a oraz kilka pomniejszych portali tematycznych. Nasz umysł działa tak, że jeżeli usłyszymy jakąś informację raz to nie koniecznie jej ulegamy, ale już powtórzenie w niezależnym źródle uprawomocnia wiadomość. Ilu odbiorców informacyjnej papki czytając coś w Newsweeku i na Onecie jednocześnie będzie wiedziało, że to nie są niezależne źródła informacji? Jest to w pewien sposób zagrożenie dla pluralizmu.

Rozwój mediów internetowych ciągle postępuje. Chociaż nadal nie zarabiają one tak dużo, jak telewizje to jednak wielu analityków oczekuje, że w najbliższym czasie nastąpi tu duża zmiana. Na zakończenie pozostaje pytanie, dlaczego rodziny założycieli Grupy ITI sprzedali Onet.pl? Ano musieli! Sukces tej spółki został opłacony z kredytów, które w końcu trzeba spłacić. Niestety nie udało się stworzyć polskiego koncernu, który reprezentowałby naszą gospodarkę na arenie światowych mediów. Została stworzona silna telewizja, która będzie francuska (ciekawe, czy Canal+ w ogóle pozwoli na zachowanie marki TVN) oraz duży portal, który w naszym kraju będzie reprezentował interesy niemiecko-szwajcarskiego koncernu.

PKP Cargo na szerokie tory?

cargo

Operator rosyjskich kolei zgłasza polskiemu rządowi chęć zakupienia PKP Cargo. Rosjanie mają dużo pieniędzy ze sprzedaży surowców i zamiast przeznaczyć je na poprawę życia swoich obywateli przede wszystkim inwestują w ekspansję zagraniczną, która przywróciłaby im blask z czasów ZSRR. Polska niestety leży w strefie, którą Rosjanie uważają nadal za swoją. Tyle politycznego kontekstu tej propozycji.

 

A jaka jest strona biznesowa? Po pierwsze rosyjskie koleje to spółka w całości kontrolowana przez rząd Federacji Rosyjskiej, a więc sprzedaż PKP Cargo nie byłaby prywatyzacją tylko pozbyciem się kontroli nad przewoźnikiem przez państwo polskie na rzecz państwa rosyjskiego. Czy to może przynieść korzyści biznesowe. Trudno mi sobie je wyobrazić. Jeżeli idei prywatyzacji przyświeca liberalne założenie, że podmioty prywatne lepiej zarządzają przedsiębiorstwami, to Rosjanie powinni na postawie tego założenia być wykluczeni z procesu pozbywania się PKP Cargo przez rząd polski.

 

Pamiętajmy, że jednym z naszych atutów geograficznych (a nie mamy ich za wiele) jest położenie na najkrótszym szlaku między Rosją i Niemcami i dalej Europą Zachodnią. Wymiana handlowa między Rosją cały czas rośnie, a co za tym idzie również wzrasta obrót przewozów (również kolejowych). Biznesowo pozbywanie się PKP Cargo jest sprzedażą kury znoszącej złote jaja. Politycznie kolejnym krokiem uzależniającym nas od Rosji oraz tworzeniem z Polski transterytorialnego korytarza między Rosją i Niemcami.

„Zima nadchodzi”

azoty

Rosyjska grupa Acron za pośrednictwem Norica Holding stara się o kupno pakietu większościowego w Azotach Tarnów (informacja za niezalezna.pl).

Sytuacja rosyjskiej ekspansji na polski rynek jest groźna zarówno dla polskiej gospodarki jak i polskiej suwerenności politycznej. Rosjanie otwarcie przyznają, że polityka surowcowa stanowi narzędzie w procesie odzyskiwania wpływów z czasów Związku Radzieckiego. Powrót Władymira Putina na fotel prezydenta Federacji Rosyjskiej potwierdza tylko, że ta linia polityczna jest aktualna. Sytuacja, gdy dwie wielkie fabryki chemiczne przejdą pod kontrolę państwa rosyjskiego (bo tak de fakto to będzie funkcjonować) powoduje, że rynki nawozów sztucznych, opakowań, półproduktów do wielu innych fabryk będzie zależało o dobrego humoru Rosjan, a ten jest dobry tylko wtedy, gdy Polska idzie na ustępstwa.

Podobną próbę przejęcia Rosjanie przeprowadzili kilka lat temu na Węgrzech. Rząd i środowiska nie-rządowe w tym kraju skutecznie oparły się tej ekspansji. Pytanie jednak czy obecnie, gdy zarówno polski rząd jak i Prezydent RP za podstawową linię swojej polityki zagranicznej przyjmują „dobre stosunki z Rosją” obrona ważnej strategicznie gałęzi przemysłu będzie możliwa?

Fani serialu i książki Gra o Tron będą wiedzieli o co chodzi, gdy skomentuję tę sytuację sentencją: „Zima nadchodzi”.

Polo Market może być sprzedany

Źrdło: reszel.net (dodał: rychu)

Na biznesowych stronach regionalnego portalu pomorska.pl można przeczytać,  że  jedna z rodzimych sieci handlowych może niedługo przestać należeć do Polaków. Polo Market (o nim mowa) to zbudowana przez polskich przedsiębiorców z okolic Inowrocławia sieć delikatesów. Mają prawie 350 sklepów w całej Polsce i obroty rzędu 1 mld. W rankingu Polityki są na liście TOP 500 i wg szacunków zwiększają i obroty i liczbę klientów. Wykupieniem Polo Marketu zainteresowane są fundusze inwestycyjne z Cypru i W.Brytanii. Czy kolejna wyspa polskiego handlu przejdzie do rąk kapitału zagranicznego i będzie zarabiała na wczasy dla brytyjskich emerytów? Co kieruje ludźmi, którzy tworzą taką perełkę jak Polo Market, a następnie pozbywają się jej? Niby takie są prawa wolnego rynku, a jednak szkoda.

Prywatyzować, nie-prywatyzować – czyli co się dzieje w państwie polskim.

konin

Na forach internetowych „rozmnaża się” ostatnio wpis alarmujący o planach prywatyzacji  dwóch kopalni węgla brunatnego.

„UWAGA !!! Chcą sprywatyzować dwie potężne kopalnie zatrudniające 5 tyś osób ( KWB ADAMÓW , KWB KLECZEW ) które przynoszą olbrzymie zyski skarbowi państwa. Najpierw chcą je złączyć z PAK SERWISEM a później sprzedać Vattenfalowi za śmieszne pieniądze, oczywiście już podzielone pod stołem. Po prywatyzacji ogłosili 50% redukcje zatrudnienia czyli ok 2,5 tyś ludzi na bruk z okolic Konina i Turka ! Pomóżcie bo nawet regionalna prasa milczy bo jest opłacana przez te spółki ! Po tej sprzedaży 2 największa energetyczna spółka państwowa przejdzie w ręce obcego kraju ! Przyklejajcie to proszę na różne fora, nagłaśniajcie , może GP się zajmie tematem, bo my nie rozumiemy dlaczego sprzedawać firmy dające całym rodzinom pracę ale i potężne zyski skarbowi państwa ( roczny przychód obu kopalni 700 milionów złotych !”

 Gdyby to się okazało prawdą mielibyśmy do czynienia z kolejną kuriozalną sytuacją, gdy w ramach PRYWATYZACJI () sprzedajemy przedsiębiorstwo innemu (niż polskie) państwu. W tym wypadku byłoby to państwo szwedzkie, które w całości jest właścicielem Vattenfal’a. Po pierwsze nazywajmy rzeczy po imieniu – to NIE będzie prywatyzacja. Po drugie jaki jest sens sprzedawania przedsiębiorstwa, które jest rentowne? To tak jakby sprzedać samochód na chodzie po to, żeby za otrzymane pieniądze jeździć taksówkami.

Bardzo proszę wszystkich o nagłośnienie tej sprawy jeszcze teraz. Czasami rząd opamiętuje się, gdy widzi, że społeczeństwo jest w stanie się przeciwstawić (przykłady: ACTA, próba sprzedaży Lotosu). W mediach ten temat pojawi się dopiero, gdy rząd ogłosi „negocjacje” w sprawie „prywatyzacji”. Gdy sprawy zajdą za daleko nawet rejtanowskie rozdarcie koszuli i rzucenie się na podłogę nie pomoże. Działajmy póki nie jest za późno. Przesłanie tej wiadomości znajomym może być wysiłkiem emocjonalnym – zdaję sobie z tego sprawę, bo patriotyzm nie jest teraz modny, trendy ani jazzy. Ale przecież nie chodzi o machanie szablą na koniu tylko o (po)nowoczesne wklejenie linka – damy radę prawda? :)

Patent

Pierwszy polski patent w II RP: łopata piekarska

Patent to narzędzie równie groźne jak broń atomowa. Na patenty walczą dziś najwięksi tego świata: korporacje i wielkie gospodarki narodowe. Generałami tych bojów są super-prawnicy a polami bitew sądy. Przegrani mogą być odesłani w gospodarczy niebyt, przejęci lub zlikwidowani. Zwycięzcy biorą wszystko. Chyba, że zwycięzcy nie ma – wtedy przeciwnicy wycofują się „na z góry upatrzone pozycje”. Kiedy w 2009 roku Apple oskarżył Nokię o naruszenie patentu na interfejs fińska firma odpowiedziała oskarżeniem o naruszenie trzech patentów z zakresu transmisji danych i głosu. Doszli do ugody. Na świecie rocznie patentowanych jest ponad 150 tys. wynalazków z czego niemal 1/3 w Stanach Zjednoczonych a kolejna 1/5 w Japonii i kolejna 1/6 w Niemczech. To oznacza, że tylko te trzy kraje składają ponad połowę patentów. W Polsce rocznie patentuje się około 3000 wynalazków.

W związku z tym, że patent jest ograniczony terytorialnie patent ważny w Polsce może nie być ważny za oceanem. Dlatego w Unii Europejskiej trwają prace nad jednolitym patentem unijnym. Unia Europejska jest jednak instytucją, która zapewnia równość państw… o ile te państwa chcą o tę równość powalczyć. Problem dla polskich przedsiębiorców z patentem jednolitym w UE polega na tym, że dokumenty patentowe publikowane byłyby tylko w języku angielskim, francuskim lub niemieckim. Co to oznacza? Dla polskiego przedsiębiorcy oznacza to konieczność przekopywania się przez obcojęzyczne dokumenty. To oznacza koszty i stratę czasu, a więc obniża konkurencyjność polskich przedsiębiorstw. Przeciwko temu rozwiązaniu protestują naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie (napisali w tej sprawie list do premiera Donalda Tuska), a Polska Izba Rzeczników Patentowych twierdzi, że jeśli rząd ostatecznie przyjmie jednolity patent, w ciągu 8–10 lat upadnie około 80 procent polskich przedsiębiorstw.Na stronie PIRP możemy przeczytać oświadcznie:

„ W najbliższym czasie planowane jest przyjęcie regulacji prawnych, które znacząco zmienią gospodarczy obraz Europy. Beneficjentem tych regulacji będą wybrane państwa wysoko rozwinięte technologicznie, mające silny potencjał rozwoju technicznego i dysponujące znacznymi środkami na badania i rozwój, a zwłaszcza duże międzynarodowe koncerny. W praktyce, przyjęcie tych regulacji sprowadzi polskiego przedsiębiorcę do roli odtwórcy korzystającego z obcych wynalazków kosztem ponoszenia opłat licencyjnych. Konkretne, planowane regulacje przenoszą ryzyko prawne związane z domniemanym naruszeniem praw z patentu na polskich przedsiębiorców, co wprost przekłada się na wzrost kosztów prowadzenia działalności oraz zmniejszenie zdolności konkurowania z podmiotami zagranicznymi i to na terytorium ich własnego kraju. Wspomniane ryzyka dotkną wszystkich polskich przedsiębiorców, w tym mikro, małych i średnich. Również takich, których działalność nie wykracza poza terytorium Rzeczpospolitej Polskiej, a nawet ma charakter lokalny.
Czas Powiedzieć „NIE” rozwiązaniom, które zagrażają rozwojowi Polski! Jeszcze jest czas żeby się wycofać nie naruszając jakichkolwiek zobowiązań – trzeba to jednak zrobić przed przyjęciem rozporządzeń z pakietu patentowego.”

W demokracji obrona interesów bardzo często wymaga przekroczenia tzw. „masy krytycznej” – gdy sprawą interesuje się wystarczająco wiele osób rządy i inne instytucje decyzyjne uginają się. Inicjatywa PIRP zasługuje na poparcie. Przekazujmy tę wiedzę dalej. A tym razem trzeba zwrócić uwagę, że wchodzimy do paktu, którego nie będziemy beneficjentem? Kim więc będziemy? Niewolnikiem? Zdaniem Mieczysława Golba, przewodniczącego Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii Sejmu RP pakt dotyczący jednolitego patentu dla Polski może być groźniejszy niż zapisy ACTA.

Bojkot holenderskich tulipanów – a może uzupełnić go promocją polskich tulipanów?

Na jednym z portali znaleźliśmy artykuł o akcji bojkoty holenderskich produktów w odpowiedzi na szkalowanie i antypolonizm w Holandii:

 

„Tulipan to lipa” – odpowiedź na antypolski portal w Holandii

Zacytujmy fragmenty:

 

O akcji bojkotu holenderskich produktów, jako odpowiedzi na szkalowanie Polaków przez część holenderskich polityków napisal portal rmf24.pl:


Akcji holenderskiej Partii Wolności nie można zostawić bez odpowiedzi – tak uważa zdecydowana większość słuchaczy RMF FM i internautów RMF 24.pl. Holenderska ksenofobiczna Partia Wolności założyła portal, na którym można skarżyć się na Polaków. Nasi internauci i słuchacze są przekonani, że trzeba na to odpowiedzieć. Nasza propozycja to akcja „Tulipan to lipa”.

Bojkot?

(..) Wpadliśmy zatem na pomysł, który będzie w pewien symboliczny sposób łączył obie te formy protestu. Proponujemy Wam, by odpowiedzieć założycielom holenderskiego portalu nienawiści lekkim oparem absurdu. Na RMF24.pl umieszczamy plakat protestacyjny z hasłem „Tulipan to lipa”. Możecie go ściągać, umieszczać na serwisach społecznościowych. Możecie też wysłać go na przykład do ambasady Holandii lub do szefa Partii Wolności Geerta Wildersa.
Polacy podtrzymują holenderską gospodarkę:

(..) Z podatków płaconych rocznie przez Polaków do budżetu Holandii wpływa rocznie miliard dwieście tysięcy euro. Gdyby Polacy przestali tam przyjeżdżać, byłby to poważny cios dla holenderskiej gospodarki. Firmy, które teraz zatrudniają Polaków, nie znalazłyby łatwo pracowników. Oznaczałoby to dla nich albo bankructwo, albo przeniosłyby produkcję do krajów spoza Unii.

Holandia zarabia w Polsce mnóstwo pieniędzy

(..) W zeszłym roku sprowadziliśmy z Holandii towary o wartości prawie 21 miliardów złotych – wynika z ostatnich wyliczeń Głównego Urzędu Statystycznego. To niemal cztery procent całego naszego importu.

Sprowadzamy głównie maszyny – traktory i sprzęt rolniczy. Na następnym miejscu jest chemia i diamenty, które jubilerzy masowo sprowadzają z portu w Amsterdamie.

Kilka miesięcy temu towary z Holandii bojkotowali Rumuni. To był ich protest przeciwko zablokowaniu przez Holendrów wejścia Rumunii do strefy Schengen. Prezydent Traian Basescu zaapelował wtedy o niekupowanie holenderskich warzyw.

W Rumunii zatrzymano także 15 ciężarówek z cebulkami i nasionami holenderskich tulipanów. Kilka z nich odesłano z powrotem do kraju pochodzenia.

Nasz komentarz: Akcja wydaje się fajna. Nie wiem, czy powinniśmy „karać” wszystkich Holendrów. Raczej nie. Zawsze jednak bojkot wymaga działania kompleksowego. Przede wszystkim powinniśmy wyczulić Holendrów na problem antypolonizmu. Skoro tak bardzo jest dla nich ważna poprawność polityczna, to czemu nie ma w niej miejsca na unikanie antypolonizmu?

 

 

Bojkot to zawsze mocne narzędzie. Taka myśl przyszła mi do głowy: czemu obrony naszych interesów nie wesprzeć jeszcze pozytywnym impulsem, czyli próbą wejścia z naszymi produktami w to miejsce, gdzie przestaniemy kupować holenderskie?

A zatem dobry tulipan, to polski tulipan.

 

Rysunek za: rmf24.pl

Potrzebujemy polskich banków

akcjaPeKaO

 

Dnia 17 marca 1929 roku na podstawie decyzji Ministerstwa Skarbu został powołany Bank Polska Kasa Opieki Spółka Akcyjna, 29 października Sąd Okręgowy w Warszawie wpisał Bank Polska Kasa Opieki S.A. do rejestru handlowego. Bank został utworzony z myślą o licznej Polonii na świecie, której obecność zagranicą wiązała się z utrzymaniem rodziny w kraju (trzeba było jakoś posyłać pieniądze). Akcjonariuszami spółki zostały trzy państwowe instytucje finansowe: Pocztowa Kasa Oszczędności, Bank Gospodarstwa Krajowego i Państwowy Bank Rolny. Bank przetrwał II wojnę, PRL a na początku III RP był w czołówce wdrażania się w gospodarkę rynkową. Moda polityczna początków III RP była jednak zupełnie inna niż II RP i dlatego bank nie mógł już pozostawać w rękach państwowych i został sprzedany niemiecko-włoskiemu konsorcjum, w którym dominujący głos miał włoski UniCredit. Włoska grupa po dalszych transakcjach została w końcu właścicielem większościowym PeKaO S.A. Mimo propagandy sukcesu, którą głosili kolejni prezesi PeKaO S.A. wydaje się, że jego rozwój po wejściu do UniCredit raczej się zatrzymał. Nie jest to już lider innowacyjności na rynku usług bankowych. Po kryzysie w 2008 roku, gdy UniCredit znacznie stracił na wartości (i kiedy to prawdopodobnie ratował się zyskami z PeKaO) Włosi w ogóle przestali interesować się „polskim” bankiem. Jak sugeruje na swoim blogu eurodeputowany Ryszard Czarnecki być może niedługo dojdzie do sprzedaży PeKaO rosyjskiemu (państwowemu) Sbierbankowi. Byłby to już kolejny przypadek „PRYWATYZACJI” polskich dużych spółek na rzecz zagranicznych PAŃSTWOWYCH firm. Wcześniejsze przypadki to Telekomunikacja Polska wraz z Ideą (dziś Orange), czy ostatnia sprzedaż Ery (dziś T Mobile) koncernowi, w którym rząd niemiecki ma bezpośrednio i poprzez państwowy bank 32% udziałów.

W ten sposób bank o wielkiej historii stałby się elementem rosyjskich wpływów gospodarczych w Polsce. Wpływów, które w żaden sposób nie mogą wydawać się korzystne. Nikt chyba lepiej od Polaków (i może Bałtów) nie wie lepiej, że ze strony Rosji nie płyną ani innowacje techniczne, ani dobre wzory kulturowe, Rosjanie nie słyną też jako znakomici bankierzy (rosyjscy miliarderzy trzymają swoje pieniądze poza Rosją). System bankowy pozostający w rękach własnego kapitału o dość silnym kręgosłupie moralnym może być lepszym zabezpieczeniem niż wielotysięczna armia (patrz.: Szwajcaria, Monako, Lichtenstein, ale przede wszystkim Niemcy, których sukces gospodarczy zawsze leżał na fundamencie rodzimych – spółdzielczych i państwowych – banków). Tymczasem na naszym rynku polskich banków ubywa (niedawno zniknęła marka Lukas  Bank, być może znikną też BZ WBK i Kredyt Bank), a pojawiają się zagraniczne: PolBank, Santander, ING. Na posterunku pozostają już tylko państwowy PKO B.P. SKOK-i (Kasy Stefczyka) oraz pospolite ruszenie banków spółdzielczych. Czy to wystarczy na obronę naszego dobrobytu materialnego, który jak twierdzą historycy jest najwyższy w historii. Gdy zabraknie nam polskich banków, któregoś roku może okazać się, że lepiej już było.

Zastanawiam się czy społeczeństwo polskie jest w stanie zebrać się do zbiorowych działań po to by poprawić sytuację swoją, swoim dzieciom i wnukom. Gdy słyszymy, że na nasz rynek trafiła szkodliwy dla zdrowia produkt z Chin unikamy go chociaż na pierwszy rzut oka tej zdrowotnej szkodliwości nie widzimy. Wierzymy komuś, kto napisał/powiedział o tym w mediach i unikamy wbrew własnym zmysłom. Jeżeli produkt jest nam potrzebny to kupimy podobny wyprodukowany gdzieś indziej (zwykle drożej). Kiedy rzecz dotyczy finansów już tak nie działamy. Kiedy ktoś na blogu PatriotyzmEkonomiczny.pl pisze, że bank z kapitałem włoskim, rosyjskim, niemieckim czy amerykańskim jest dla nas szkodliwy, drenuje nas z kasy, ogranicza rozwój, odbiera przyszłość naszym potomkom – nikogo to nie skłoni do zamknięcia konta w obcym banku i przeniesienia go do SKOK-u czy banku spółdzielczego.

Może się mylę…?

Czy Polska wygra grę w gaz łupkowy?

gaz

Czy posiadanie zasobów naturalnych zawsze przyczynia się do wyższego poziomu życia mieszkańców kraju? Niekoniecznie. Arabia Saudyjska czy Bahrajn zyski ze sprzedaży ropy dystrybuują tak, że poziom życia w krajach jest stosunkowo wysoki. Kiedy jednak przyjrzymy się chociażby Rosji to tam państwo dochody ze sprzedaży surowców przeznacza głównie na utrzymanie statusu imperium (czyli np.: na zbrojenia). Przypadek rosyjski i tak jest przyzwoity, gdy porównamy go do kolonialnego (nadal) wyzysku krajów afrykańskich, gdzie głównymi beneficjentami wydobycia są korporacje z Zachodu lub Chin.

Pytanie o to jak gospodarować surowcami naturalnymi jest obecnie bardzo ważne dla Polski w związku z perspektywami wydobycia gazu łupkowego. Wokół poszukiwań prowadzonych przez polskie i zagraniczne firmy na naszym terytorium rośnie napięcie. Pojawiły się już głosy o szkodliwości technologii wydobycia „łupków” dla środowiska. Wygląda to na klasyczny przypadek eko-terroryzmu. Następne Komisja Europejska „czepia” się polskich rozwiązań prawnych dotyczących przyznawania koncesji na poszukiwania i wydobycie. Przepisy unijne wymagają ogłoszenia przetargu podczas gdy przepisy polskie premiują firmy, które już prowadziły poszukiwania na danym terenie. Czy to krok do tego, żeby ten intratny kawałek tortu w większym stopniu mogły obsługiwać firmy nie-polskie?

I jednocześnie na jednym z portali gospodarczych pojawia się informacja, że być może Niemcy rozpoczną wydobycie gazu łupkowego szybciej niż Polska. Takie zdanie wyraził Kevin Biddle, dyrektor ds. wydobycia, ExxonMobile – firmy będącej w ścisłej czołówce poszukiwań gazu łupkowego w Europie. Jak w każdym biznesie i w wydobyciu gazu łupkowego będą premie za pierwszeństwo. Ci, którzy wystartują jako pierwsi mogą potem czerpać korzyści ze szkoleń czy sprzedaży technologii. Poza tym bez względu na to ile tego gazu wydobędą firmy w Niemczech, potem będą mogły w ofercie przetargowej w Polsce wpisać „doświadczenie w wydobyciu gazu łupkowego”, którego nie będą miały PGNiG czy Orlen.

Na ile „polska” była polska prezydencja w UE?

logo polskiej prezydencji

Na wstępie odnoszę się do tytułu i spieszę donieść, że nie zamierzam tu oceniać politycznych efektów polskiej prezydencji. Chodzi mi o wymiar gospodarczy.

Wyszukiwarka Google wyrzuca 4,2 mln linków do hasła „polska prezydencja”. Prezydencja kraju w Unii Europejskiej to nie tylko możliwość większego kreowania polityki całej wspólnoty. Takie półroczne wydarzenie to również ogromna możliwość promocji kraju. Promocja ta może mieć kilka wymiarów. Miejsca (miasta/obiekty) spotkań europejskich mogą być szczególnie podkreślane, można zadbać o to, żeby przy okazji transmisji z nich pokazać ich walory turystyczne. Z prezydencją wiążą się też duże wydatki na różnego typu artykuły: spożywcze, biurowe, samochody. Te zakupione produkty służą potem tysiącom ludzi biorących udział w wydarzeniach prezydencji. Fajnie jest, gdy obcokrajowcy przyjeżdżający z tej okazji korzystają z polskich produktów. Prezydencja to wreszcie sponsorzy strategiczni.

Kropla Beskidu - produkt Coca Coli

Około 100 tys. litrów wody mineralnej zużyto w czasie polskiej prezydencji.

 Jak to rozegrano w Polsce?
Na dole strony www polskiej prezydencji widzimy 6 logotypów: Peguot, Orlen, Kropla Beskidu, Microsoft, Scania i Orange. Z szóstki tylko Orlen jest polską marką. Dla porównania (podaję za forsal.pl) na przykład sponsorami strategicznymi prezydencji niemieckiej były Audi, BMW, Mercedes – proszę zgadnąć, która z tych marek nie jest niemiecka. Z kolei prezydencja hiszpańska oparła się aż na 37 sponsorach strategicznych ale w większości lokalnych firmach.
Nie wiem jakie kryteria decydowały o wyborze sponsorów strategicznych. Być może chodziło o to kto da więcej. Wydaje mi się jednak, że „kto da więcej” może być strategią krótkookresową. W przypadku Peguota – sponsoring polegał na użyczeniu samochodów do obsługi wydarzeń. Czy nie lepiej, gdyby takim sponsorem była firma, która produkuje samochody w Polsce? Z punktu widzenia dobra ogólnego lepiej jest wspierać wizerunkowi markę, która daje w Polsce pracę i płaci przynajmniej część podatków. Dla Peguota jesteśmy tylko rynkiem zbytu – krótko mówiąc z Polski tylko wyciągają pieniądze nie dając nic w zamian.

Nie mam pojęcia dlaczego sponsorem został Orange, ale z telekomów bardziej widziałbym ostatnią polską (jeszcze) sieć komórkową, czyli Plusa. Orange to francuska spółka będąca pod kontrolą francuskiego państwa. Skąd pomysł, żeby polska prezydencja promowała państwową firmę francuską?

Prezydencja to również mnóstwo drobnych zakupów typu woda mineralna (no może „drobnych” nie jest tu dobrym słowem). Dostawcą wody w czasie naszej prezydencji byłą CocaCola. I znowu nasuwa się pytanie: czy nie lepiej, żeby zamiast CocaColi wodę mineralną dostarczał któryś z rodzimych producentów? Mamy takich, którzy produkują równie dobre jak nie lepsze wody mineralne.

Bardzo źle jest, gdy firmy polskie nie mogą liczyć na swoje instytucje publiczne w promocji swoich marek. Szkoda, że to ważne i tak rzadkie wydarzenie jak prezydencja nie zostało wykorzystane do wsparcia polskich przedsiębiorców.