Google nie płaciło podatków w W. Brytanii – co to znaczy dla nas?

doodle

Press.pl: „Barney Jones, były dyrektor brytyjskiego oddziału Google, oskarżył swojego dawnego pracodawcę o to, że zyski wygenerowane w Wielkiej Brytanii przepuszcza przez oddziały w Irlandii, a następnie przelewa do raju podatkowego na Bermudach.”

Co taka informacja znaczy dla Polski? Bardzo dużo, bo po raz kolejny potwierdza, że obecność zagranicznych koncernów na polskim rynku nie jest zbyt korzystna. Od roku 1989 zagraniczne inwestycje to był termin, który utożsamialiśmy z rozwiązaniem wszystkich problemów. Zagranicznych inwestor miał znaczyć lepsze technologie, utrzymanie miejsc pracy, rozwój gospodarki. Rzeczywistość weryfikuje te oczekiwania. Utrzymanie miejsc pracy tylko na jakiś czas, lepsze technologie czasami tak, czasami nie. Bardzo często chodziło tylko o to, żeby wejść na nasz rynek z produktem z rodzimego kraju koncernu usuwając polską konkurencję. W przypadku rynku chemii gospodarczej dziś wiemy, że niemieckim firmom chodziło o zalanie polskiego rynku proszkami i płynami, które chociaż nazywają się tak samo jak niemieckie odpowiedniki, są dużo gorszej jakości. Dlatego tak wielu konsumentów albo kupuje na bazarach oryginalną chemię sprowadzaną z Niemiec, albo odkrywa na nowo polskie produkty firm, które pozostały w polskich rękach i jednocześnie dużo lepiej dbają od jakość (np.: Biały Jeleń).

Zagraniczne koncerny na rynku to przede wszystkim unikanie podatków (efekt „jazdy na gapę” jak nazywają to ekonomiści). Te wielkie firmy korzystając z infrastruktury, do której dorzucają się podatnicy w Polsce (drogi, Policja, infrastruktura komunikacyjna, utrzymanie zieleni) stosują mnóstwo trików, które pozwalają im wyprowadzać dochody bez opodatkowania albo do firm matek w rodzimych krajach, albo do rajów podatkowych. I tak na przykład zagraniczna firma kurierska działająca w Polsce płaci mniej na utrzymanie dróg w naszym kraju niż Jan Kowalski, który po tych drogach jeździ mniej.

Zagraniczni inwestorzy czasami czują trend rodzącego się w Polsce patriotyzmu gospodarczego i szczególnie mocno podkreślają, jakimi są polskimi patriotami. Temu służą wykupione znaki Teraz Polska wiszące na sklepach niemieckiej sieci Lidl, czy kampania „My Polacy tak mamy…” w należącej do portugalskiej rodziny sieci Biedronka. Jest w tym drugie dno, bo nawet jeżeli w tych sieciach są polskie produkty, to czy dostawcy polscy nie muszą bardziej ustępować, żeby umieścić swoje produkty niż dostawcy z rodzimego kraju sieci? Nie istniejąca już na naszym rynku sieć hipermarketów reklamowała się kiedyś hasłem „30% produktów polskich”. Pytanie, ile procent obrotów tej sieci (w PLN) stanowiło te 30% polskich produktów i ile z tego mieli dostawcy?

Czasami zagraniczne inwestycje są wprost działaniem wrogim. Tak było w przypadku wielu polskich browarów, które kupiono tylko po to, żeby je zamknąć. Tak obecnie jest z próbą przejęcia największych zakładów chemicznych w Polsce przez spółki rosyjskie. W tym drugim przypadku chodzi o uzależnienie polskiej gospodarki od dostaw gazu z Rosji oraz przejęcie kilku ciekawych patentów.

Czy można coś z tym zrobić? Po pierwsze musimy wymagać od rządzących, żeby chcieli i umieli walczyć z wykorzystywaniem nas przez koncerny. I rozliczać ich z tego przy urnach wyborczych. A między wyborami możemy sami kierować się na zakupach patriotyzmem konsumenckim wybierając produkty i usługi firm z polskim kapitałem.

P.S. Według badania Megapanel serwisy Grupy Google są od wielu lat liderem w Polsce pod względem liczby odwiedzających jej osób.

Comments are closed.