Kapitał zagraniczny: korzyści czy straty?

buty

Jak co roku Narodowy Bank Polski opublikował raport prezentujący wyniki jakie osiągnęły zagraniczne firmy w Polsce. W 2010 roku zagraniczni inwestorzy mimo kryzysu zarobili 11,3 mld euro. Nie jest to kwota dużo mniejsza niż w rekordowym roku 2008, kiedy to z Polski wypłynęło 13,8 mld. Wg raportu średnia rentowność zainwestowanego w Polsce kapitału wyniosła 7,5%.

Najwięcej zarabiają na polskim rynku firmy z Holandii, Francji i Niemiec, natomiast najlepiej (czyli mając największą rentowność) Rosjanie. Zagraniczne firmy realizują swoje zyski poprzez wypłatę dywidendy, zwrotu pożyczek i ich oprocentowania lub opłat (na przykład za korzystanie ze znaków towarowych). Wysokość wyprowadzonego z Polski kapitału wystarczyłaby na załatanie dziury budżetowej. Oczywiście inwestycje kapitału zagranicznego w Polsce mają też swoje dobre strony. Niestety – nie wiem jakie.

Wydaje mi się, że lepiej dla polskiej gospodarki kiedy zysk wypracuje firma polska niż zagraniczna. Tym bardziej, że zagraniczne inwestycje w Polsce nie zapewniają nam na przykład skoku cywilizacyjnego. Nie dorobiliśmy się swojej Nokii jak Finowie. Przez inwestorów z Zachodu jesteśmy traktowani równorzędnie z krajami rozwijającymi się i inwestuje się u nas ze względu na tanią siłę roboczą. Przejęcie Telekomunikacji Polskiej przez Francuzów nie poprawiło jakoś znacząco zadowolenia polskich konsumentów z usług tej firmy. Poziom usług pozostał ten sam, ale ileś osób straciło pracę, żeby francuski właściciel mógł mieć większe zyski.

Nie uważam, aby inwestycje zagraniczne same w sobie były zjawiskiem niepożądanym. Nie podzielam jednak również bałwochwalczego entuzjazmu niektórych ekonomistów i komentatorów, którzy każdą inwestycję witają jak księcia na białym koniu, a nominalny poziom zaangażowania zagranicznych firm uważają za wskaźnik postępu. Przy inwestorach zagranicznych należy brać pod uwagę, czy wnoszą coś nowego do naszej gospodarki, czy uczą nas czegoś, na czym w przyszłości my Polacy będziemy mogli zarobić. Po co nam inwestycje, które pogryzają polskie firmy? Czy naprawdę dobrym rozwiązaniem jest oddanie w obce ręce ponad 3/4 sektora bankowego? Czy musieliśmy sprzedawać sieci komórkowe, które rozwijały się w tempie takim samym jak ich zagraniczni konkurenci. Krótko mówiąc pomyślmy też o jakości zagranicznych inwestycji nie podniecając się tylko ich ilością.

I chociaż wiele dobrych firm zostało sprzedanych całkiem niepotrzebnie to nie należy rozpaczać, że mleko zostało rozlane. Wszystko w rękach zwykłych konsumentów. Wystarczy, że zaczną wiedzieć który kapitał jest polski i uwzględniać tę zmienną w swoich codziennych zakupach.

7 comments

  1. Piotr pisze:

    @Aleks
    Trzeba dodać, że gazeta też może nie być polska.

  2. Aleks pisze:

    Żart, czy ponury żart? :

    Wstaję rano, właczam moje japońskie radyjko, zakładam amerykańskie spodnie, wietnamski podkoszulek i chińskie tenisówki, po czym z holenderskiej lodówki wyciągam niemieckie piwo. Siadam przed koreańskim komputerem i w amerykańskim
    banku zlecam internetowe zakupy w Anglii, po czym wsiadam do czeskiego samochodu i jadę do francuskiego hipermarketu na zakupy. Po uzupełnieniu żarcia o hiszpańskie owoce, belgijski ser i greckie wino wracam do domu, siadam na włoskiej kanapie i… szukam pracy w gazecie – znowu nie ma!
    Zastanawiam sie, dlaczego w Polsce nie ma pracy ?!?!?!

  3. badaniowiec pisze:

    Z kapitałem jak z przyjacielem – poznaje się go w biedzie. Jak wszystko jest ok, to inwestycja polska czy zagraniczna działa podobnie. Kiedy zaczynają się kłopoty – kapitał zagraniczny wraca skąd przyszedł. Widać to było najlepiej po tym jak włoski Fiat potraktował swoją najlepszą fabrykę w… Tychach.

  4. Mariusz Piotrowski pisze:

    Zgadzam się z Rebis. Problem jest też z oznaczaniem produktów polskich.

  5. Rebis pisze:

    Myślę, że problemem nie jest czy kupować polskie (bo kupować), ale co jest polskie? Często trudno to wyczuć.