Kto trzyma IV władzę?

print

Media to IV władza – przyjmijmy to stwierdzenie jako prawdziwe, a będziemy musieli przyznać, że rządzą nami obcokrajowcy. Od czasu śmierci Kazimierza Wielkiego my Polacy uparliśmy się obsadzać nasze władze przez kogoś z zewnątrz. Zwykle nie kończyło się do dla nas dobrze. Dość powiedzieć, że jeden z najlepszych nabytków zagranicznych, Władysław Jagiełło najpierw nie przyłożył się do pełnego wykorzystania owoców zwycięstwa pod Grunwaldem a potem zaniedbał możliwość odzyskania Śląska. Jego synów nie liczę, bo mam wrażenie, że byli oni już spolonizowani. A potem byli królowie elekcyjni, jeden gorszy od drugiego.

Może to historyczne dziedzictwo kazało nam w latach 90. dużą część naszej IV władzy oddać w obce ręce. W obcych rękach są rozgłośnie radiowe (w tym mająca najwięcej słuchaczy RMF), prasa (w tym zdecydowana większość dzienników regionalnych) a niedługo do rąk zagranicznego kapitału ma trafić jedna z najpopularniejszych polskich telewizji: TVN. W polskich rękach pozostaje jeszcze pewna liczba tygodników lokalnych. Większość z nich skupiona jest w Stowarzyszenie Gazet Lokalnych. Organizacja jest ostoją polskiego kapitału, chociaż taki cel nie był wysuwany na plan pierwszy i realizowany jest niejako przy okazji. Jak mówi prezes Stowarzyszenia, Dominik Księski SGL ma wspierać wydawnictwa w małych miejscowościach, a ponieważ są to podmioty zakładane przez osoby z tych miejscowości, a nie przez koncerny to przy okazji wspierają też polski kapitał. Dodaje też, że jest sens w tym, żeby polska prasa była w polskich rękach i nie tylko jest sens, ale oni (Stowarzyszenie) to robią i nie dają się przejmować.

Szansą dla zwiększenia udziału polskiego kapitału w mediach było pojawienie się Internetu. Koszty założenia biznesu internetowego (np.: lokalnego portalu informacyjnego) są dużo mniejsze niż lokalnego tygodnika drukowanego. Oczywiście ten rynek zaczęli też zagospodarowywać gracze zagraniczni tworząc sieciowe portale (np.: naszemiasto.pl kontrolowany przez należący do niemieckiego kapitału Polska Presse), ale polscy właściciele również potrafili zdobyć sobie kawałek rynku. Dobrym przykładem  jest portal trojmiasto.pl – prawdziwa potęga internetowa jednej z głównych polskich aglomeracji. W Białymstoku z kolei mamy dwa lokalne portale bialystokonline.pl oraz bstok.pl, a na Dolnym Śląsku rozwija się grupa TuPolska, z której najsilniejszy jest tuwroclaw.com. Jednak zarówno wydawcy prasowi jak i internetowi nie postrzegają polskości jako swojego dodatkowego atutu. Maciej Grzmiel prowadzący Tygodnik Tucholski i Czas Chojnic mówi, że nigdy nie odczuł, żeby to się liczyło w biznesie i przyznaje, że dla niego liczy się przede wszystkim uczciwość kontrahentów, którą nazywa, jak sam przyznaje: niepasującym do biznesu określeniem, honorem. Rozmówca w redakcji tuwroclaw.com mówi, że jeżeli ktoś z kontrahentów pyta o pochodzenie kapitału ich firmy to informują o polskości, ale nie jest to czynnik pierwszoplanowy. W podobnym tonie wypowiada się również Dominik Księski (który oprócz funkcji prezesa SGL prowadzi też tygodnik Pałuki) twierdząc, że swojej polskości tygodnik nie wykorzystuje promocyjnie co najwyżej informacyjnie i nigdy jako głównego argumentu.  Tomasz Kutkiewicz z z kolei zwraca uwagę, że pojęcie patriotyzmu (w tym również gospodarczego) ma raczej słabe przebicie w Białymstoku, ponieważ jest to konglomerat wielu kultur, podziały społeczne przebiegają raczej wg linii prawosławie – katolicyzm a nie wg polski kapitał – zagraniczny kapitał.

Jednak to czy jest to polski czy zagraniczny kapitał ma znaczenie dla użytkowników polskich: dróg, chodników, szkół, przedszkoli, ławek w parku, szpitali, przychodni, kolei i wszystkiego, co jest finansowane z podatków. Poza tym nie wiem czy dziennikarzowi pracującemu np.: dla niemieckiej redakcji nie włączy się mechanizm autocenzury, gdy przyjdzie zająć się sprawą nieuczciwych praktyk stosowanych przez firmę niemiecką na polskim rynku. Problemem polskich mediów jest być może to, co jest problemem innych gałęzi gospodarki. Zostały one wystawione na konkurencję z zachodnimi podmiotami w sytuacji, gdy za tamtymi stoją duże pieniądze i duże doświadczenie organizacyjne. Czy polskie media będą rosły w siłę zależy tak naprawdę od użytkowników informacji. Informacja sama w sobie jest wartością symboliczną, nienamacalną. Czy w ramach tej symboliki jest miejsce na biało-czerwoną tożsamość?

2 comments

  1. Na_ludowo pisze:

    Poważnym problemem wielu mediów w Polsce jest podawanie informacji i budowanie narracji w duchu interesu różnych partykularnych grup, a nie wspólnego interesu obywateli z kraju nad Wisłą. Przez całe lata 90. media nie podejmowały próby budowania poczucia dumy, pozytywnego autostereotypu Polski i Polaków. Dowiadywaliśmy się, że jesteśmy mało nowocześni, nie dość europejscy. Nikt nie starał się odbudować narracji pozytywnie motywującej. Czemu się tak dział/dzieje? Myślę, że struktura właścicielska jest jedną z odpowiedzi na to pytanie.

  2. Kujawiak z miasta Lwowa pisze:

    Ciekawy wpis. Zawsze myślałem kiedyś, że kapitał nie ma wpływu na treść mediów. To chyba jednak nieprawda, ponieważ rzeczywiście istnieje zjawisko autocenzury oraz zjawisko selekcji materiałów, tematów, pól informacyjnych wg oczekiwań właściciela. Media wychowują sobie odbiorców, zwłaszcza tam gdzie wszystkie są takie same.