Przeglądaj ostatnie wpisy:

<< >>

Zamki na piasku z dotacji UE

źródło: tvp.info

Na fali wakacyjnych klimatów w mediach pojawiła się informacja o bezrobotnym, który otrzymał 40 tys. dotacji i 1200zł wsparcia przez pół roku na działalność polegającą na budowaniu zamków z piasku. Obszarem działalności nowej firmy powstałej dzięki UE jest plaża w Kołobrzegu. Nie słyszałem o projekcie,

Patriotyzm ekonomiczny młodego konsumenta (cz II.)

Grafika2

Przedstawiamy drugą część pracy badawczej przesłanej PatriotyzmowiEkonomicznemu.pl do publikacji przez młodego badacza Roberta Stempkowskiego. —————————————————————————————————————————— 4. Wyniki i ich omówienie Wstęp W ankiecie wzięło udział łącznie 344 uczniów. Wykłady połączone z badaniem zostały przeprowadzone w maju i czerwcu 2013 r. oraz we wrześniu i październiku

Niemiecka obecność w mediach w Polsce

mapa

Gdy mieszkaniec kraju leżącego nad Wisła sięga po gazetę to z dużym prawdopodobieństwem pomnaża zysk jakiegoś niemieckiego potentata medialnego. Również, gdy słucha radia to pieniądze za reklamy, które sączą się mu do uszu wypełniają konta niemieckich koncernów. Nawet w Internecie obecność niemiecka jest znaczna, bo

Patriotyzm ekonomiczny młodego konsumenta (cz I.)

Grafika2

Przedstawiamy pierwszą część pracy badawczej przesłanej PatriotyzmowiEkonomicznemu.pl do publikacji przez młodego badacza Roberta Stempkowskiego. —————————————————————————————————————————— 1. Wstęp Tematem pracy jest zbadanie świadomość uczniów w wieku 15 lat – 17 lat szkoły gimnazjalnej oraz licealnej z zakresu patriotyzmu ekonomicznego ze szczególnym uwzględnieniem patriotyzmu konsumenckiego oraz wpływ

W kryzysie kapitał wraca na swój bazowy rynek

zielonawyspa

Czy w Polsce żyje się dobrze? Zależy jaki punkt odniesienia przyjmiemy. Z punktu widzenia mieszkańca afrykańskiego Czadu, w którym codziennym problemem jest zdobycie wody i jedzenia, Polska jest krajem dobrobytu. Z kolei jeżeli porównamy się do naszego bezpośredniego, zachodniego sąsiada jesteśmy krajem biednym, w którym

Wóz Drzymały znowu potrzebny

newspapers2

Serwis branżowy Press podaje informację o propozycji złożonej przez Polskapresse lokalnym tygodnikom w województwie kujawsko-pomorskim (podajemy za portalem biznes.pl). Jak wygląda sytuacja na polskim rynku prasowym? Na regionalnym i lokalnym rynku prasowym w Polsce dominuje  kapitał niemiecki. Do jednego niemieckiego koncernu (Verlagsgruppe Passau) należy dziś

Kod 590… wprowadza polskich konsumentów w błąd

IMAG0488-300x199

Często zdarza się, że w akcjach oraz działaniach na rzecz patriotyzmu konsumenckiego jego  rzecznicy powołują się na kod kreskowy zaczynający się od sekwencji 590. Kierowanie się przy wyborze produktu tym kodem ma rzekomo gwarantować płacenie za produkt polskich firm. Wiele jednak wskazuje na to, że nie musi to być prawda. Prezentujemy obok zdjęcia metki

Płacę więc jestem

logoPWJ_280x300

W ostatnim kwartale Fundacja Kazimierza Wielkiego realizowała projekt, w którym podjęła się wysiłku pokazania młodzieży licealnej związków pomiędzy aktywnym dbaniem o dobro wspólne a rozwojem społecznym. Projekt piętnując takie postawy jak uciekanie do rajów podatkowych czy do szarej strefy, namawia do dyskusji nad rolą obywatelską

Prezes PESA zarzuca politykom, że nie pomagają przedsiębiorcom

portalkujawski

Na PortaluKujawskim.pl znajdujemy ciekawy artykuł, który stanowi egzemplifikację szerszego problemu. Jest to problem tak zwanego patriotyzmu gospodarczego, który stanowi istotną część patriotyzmu ekonomicznego – a więc problem współpracy rządzących i instytucji publicznych z polskim biznesem (szczegóły terminologiczne można znaleźć tutaj). Za zgodą Portalu Kujawskiego przedrukowujemy

Kupujepolskieprodukty.pl – godna polecenia akcja społeczna

kupuje_polskie_produkty_01 (1)

Strona Kupuję Polskie Produkty stanowi ciekawy i dobrze rozwijający się projekt, który wpisuje się w promowany na naszym blogowisku trend patriotyzmu ekonomicznego. Jak pisze Autorka strony: Autorski projekt Kupuję Polskie Produkty w polskiej cyberprzestrzeni działa od 15 listopada 2012 roku. W zamierzeniu jego inicjatorki ma

Zamki na piasku z dotacji UE

źródło: tvp.info

Na fali wakacyjnych klimatów w mediach pojawiła się informacja o bezrobotnym, który otrzymał 40 tys. dotacji i 1200zł wsparcia przez pół roku na działalność polegającą na budowaniu zamków z piasku. Obszarem działalności nowej firmy powstałej dzięki UE jest plaża w Kołobrzegu. Nie słyszałem o projekcie, który stanowiłby lepszą alegorię systemu dopłat UE. Dotacje UE to „zamki na piasku”. Takie stwierdzenie zrani wiele uszu w Polsce, ponieważ dotacje UE są u nas traktowane jak manna z nieba, dar od losu, czymś co nie do końca rozumiemy, ale wielbimy – słowem: bóstwo. Jak w każdej religii i w tej nagromadziło się wiele mitów. Proponuję zweryfikować kilka z nich.

Mit pierwszy polega na przekoaniu, że dotacje UE dostajemy dzięki życzliwej postawie krajów starej UE (szczególnie Niemiec) do Polski. W tym założeniu kryje się między wierszami konieczność wyrażenia wdzięczności wobec nich. Tymczasem tu nie ma żadnych sentymentów i za dotacje UE zapłaciliśmy zanim zaczęliśmy je dostawać. I płacimy nadal. Kosztem jest otwarcie polskiego rynku zbytu na eksport z krajów UE oraz umożliwienie wykupienia polskich zakładów i ziemi. Czasami na tym zyskujemy (gdy zachodni inwestor ratuje upadający zakład i daje miejsca pracy) a czasami tracimy (gdy inwestor kupuje tylko po to, żeby zamknąć konkurencyjny zakład). W Polsce, w związku z wysokim bezrobociem, bardzo cenimy sobie tworzenie nowych miejsc pracy. Zagraniczni inwestorzy wiedząc o tym obiecują dużo miejsc pracy ale w zamian żądają dotacji i zwolnień od podatków, a polskie władze najczęściej się na to godzą. W specjalnych strefach ekonomicznych dzieje się to nawet systemowo. W efekcie polscy przedsiębiorcy muszą sumiennie płacić wysokie, polskie podatki, a zachodni inwestorzy są z nich zwolnieni.

Drugi mit, w który wierzymy to, że dotacje UE to dodatkowe pieniądze dla Polskiej gospodarki, dzięki którym może się ona rozwijać. Ciekawe jest to, jak często można w mediach znaleźć informację o tym ile dostajemy z UE a jak rzadko podawana jest wysokość polskiej składki do UE (około 18 mld zł w 2013). Licząc w prosty sposób wychodzimy na plus, ponieważ dotacja dla Polski jest kilkakrotnie wyższa. Nie uwzględnia się tu jednej ważnej rzeczy: kto realizuje projekty z pieniędzy UE. Największe pieniądze są w projektach infrastrukturalnych: drogi, mosty, obiekty użyteczności publicznej. W nich bardzo często wykonawcami są firmy ze starej unii (głównie z Niemiec).

Z badania MRR wynika, że suma pośrednich i bezpośrednich korzyści uzyskanych przez firmy zachodnioeuropejskie dzięki realizacji projektów finansowanych z funduszy europejskich jest ogromna: w okresie 2004-15 sięgnie 151 mld zł (czyli 37,8 mld euro)! To prawie 50 proc. całej kwoty, którą Unia przyznała Polsce w obecnie obowiązującym budżecie.
Najwięcej kontraktów zgarnęły firmy niemieckie (50 proc. łącznej wartości umów). Na drugim miejscu są Duńczycy (12 proc.), potem Austriacy (10 proc.), a dopiero na czwartym Francuzi (ok. 6 proc.).

Cały tekst: wyborcza.pl

I tak naprawdę to taką sytuację możemy nazwać budowaniem zamków z piasku. Jeżeli drogę wybuduje firma z Niemiec, to większość pieniędzy z tego kontraktu trafi do niemieckiego obiegu gospodarczego a nie do polskiego. Im więcej pieniędzy obraca się w gospodarce tym więcej państwo ma podatków, z których między innymi utrzymuje drogi. Jeżeli pieniądze obracane przy okazji budowy drogi nie zostają w Polsce to państwo polskie nie będzie miało za co tych dróg utrzymać, a więc fundujemy sobie kilkuletnią jednorazówkę. Bo drogę nie wystarczy wybudować. Trzeba ją odśnieżać, naprawiać, wykaszać pobocza itd. Oczywiście: lepiej jest mieć drogę (nawet jednorazówkę) niż jej nie mieć. Ale jeszcze lepiej mieć drogę, którą wybuduje polska firma. Firma, która zapłaci podatki w Polsce, zysk ulokuje w Polsce. Lepiej mieć solidny dom na skale niż piaskowy zamek na plaży.

Patriotyzm ekonomiczny młodego konsumenta (cz II.)

Grafika2

Przedstawiamy drugą część pracy badawczej przesłanej PatriotyzmowiEkonomicznemu.pl do publikacji przez młodego badacza Roberta Stempkowskiego.

——————————————————————————————————————————

4. Wyniki i ich omówienie

Wstęp

W ankiecie wzięło udział łącznie 344 uczniów. Wykłady połączone z badaniem zostały przeprowadzone w maju i czerwcu 2013 r. oraz we wrześniu i październiku 2013 r. w czasie zajęć z przedsiębiorczości oraz wiedzy o społeczeństwie.

Anonimowa ankieta składała się z dwóch części – „PRZED” – 8 pytań i „PO” – 9 pytań. Została przeprowadzana w dwóch momentach: przed prezentacją w celu sprawdzenia wiedzy początkowej uczniów i ich deklaracji czy zwracają uwagę na polskość produktów w czasie zakupów; po prezentacji w celu sprawdzenia tego co uczniowie zapamiętali z lekcji oraz jak zmienił się ich stosunek co do wybierania polskich produktów. Ankieta „PO” zawierała także pytanie dotyczące lekcji – czy była ciekawa, średnia, nudna. Miało to na celu potwierdzenie zainteresowania tematyką zajęć.

Cel

Ankieta była przeprowadzona w celu sprawdzenia wiedzy uczniów z zakresu znajomości produktów, polskich firm i marketów oraz tego, czy młodzi ludzie zwracają uwagę na pochodzenie firmy i miejsce wytworzenia produktów. Większość pytań, bo aż pięć, odnosiła się do sprawdzenia znajomości produktów polskich, które najczęściej nabywają młodzi uczniowie.

 

Wybór pytań

Pytania były wybrane tak, żeby uczniowie mogli uzmysłowić sobie jak mała jest ich świadomość związana z określaniem pochodzenia polskiego produktu.

Pytanie o kupowanie polskich produktów celowo zostało skonstruowane w formie zero-jedynkowej, żeby uczniowie nie mieli możliwości pozostania biernymi i zaznaczania opcji „nie wiem”. Wiązało się to z przeświadczeniem, że w takich sprawach młodzieży będzie trudno podjąć decyzję i będą woleli uciec w nie wiążącą odpowiedź „nie wiem”. Dzięki temu uczniowie musieli odpowiedzieć po dłuższym zastanowieniu i zgodnie ze stanem swojej wiedzy. Dla niektórych osób chwila podjęcia decyzji po prezentacji, przy ostatnim pytaniu mogła być momentem refleksji nad tym, czy w przyszłości będą przywiązywali uwagę do założeń patriotyzmu ekonomicznego w swoim życiu oraz czy dzięki prezentacji nauczyli się przynajmniej w podstawowym stopniu rozpoznawać polskie produkty. Odpowiedź na ostatnie pytanie była także deklaracją każdego ankietowanego przed samym sobą, co z punktu widzenia psychologii może mieć wpływ na decyzje podejmowane przez uczniów (nikt nie lubi okłamywać samego siebie). Pytanie 2 zostało skonstruowane tak, by wystąpiły w nim wszystkie najbardziej znane polskie markety oraz kilka zagranicznych. Pytania od 3 do 6 miały na celu dać uczniom jak największe pole wyboru, żeby ankieta jak najlepiej odzwierciedlała realną wiedzę ankietowanych, w tym zakresie. Pytanie 7 odnosiło się do znanych firm polskich, których obcojęzyczne nazwy niekoniecznie mogą kojarzyć się z Polską i celowo zostało skonstruowane tak, że wszystkie odpowiedzi były prawidłowe.

 

Analiza ilościowo-jakościowa
Ankieta PRZED

 

Pytanie 2 – Które sklepy są polskie?

Według przypuszczeń, aż 89% ankietowanych uznało Almę za firmę zagraniczną, Piotr i Paweł, Lewiatan, Polo i Stokrotka w większości prawidłowo ocenione jako polskie, Real, Tesco, Netto i Kaufland jako zdecydowanie zagraniczne, zaś Żabka błędnie jako polska. Jedynym zaskoczeniem jest sieć Biedronka, którą zadziwiająco dużo uczniów zaklasyfikowało poprawnie, jako market zagraniczny (Wykres 1).

wykres1

Wykres 1.  Ankieta „PRZED” – które sklepy są polskie wg badanych
Źródło: badania własne

 

Pytanie 3 – Które czekolady są produkowane przez (100%) polskie firmy?

wykres2

Wykres 2. Ankieta „PRZED” – które czekolady są polskie wg badanych
Źródło: badania własne

 

Okazuje się, że uczniowie zaskakująco prawidłowo rozpoznają Milkę i Alpen Gold jako produkty zagraniczne oraz Goplanę jako produkt polski. Gorzej jest z Baronem, który mimo, że jest wyrobem polskim został przyporządkowany jako zagraniczny oraz Wawel, który błędnie został uznany za produkt wytwarzany przez polską firmę. Wyrównana sytuacje jest w przypadku Wedla, który przez połowę ankietowanych jest uważany za produkt polski.

Nasuwają się wnioski, że w przypadku czekolad dużą role gra nazwa produktu. Milka i Alpen Gold jako nazwy nie kojarzące się z językiem polskim zostały zaklasyfikowane jako zagraniczne, a z drugiej strony Goplana jako polsko brzmiąca nazwa oraz Wawel zostały określone jako polskie. Przy określeniu Wedla uczniowie kierowali się prawdopodobnie ogólną informacją na temat tej firmy oraz polską historią marki. Baron został zaklasyfikowany jako firma zagraniczna prawdopodobnie przez mniejszą rozpoznawalność firmy oraz nazwę nie brzmiącą jednoznacznie jako polska (Wykres 2).

Pytanie 4 – Które napoje energetyzujące są produkowane przez (100%) polskie firmy?

wykres3

Wykres 3. Ankieta „PRZED” – które energetyki są polskie wg badanych
Źródło: badania własne

 

W tym przypadku także nie ma dużego zaskoczenia. Red Bull został prawidłowo zaklasyfikowany jako produkt zagraniczny, a co do Blacka i Tigera głosy były podzielone (Wykres 3).

 

Pytanie 5 – Które napoje są produkowane przez (100%)  polskie firmy?

wykres4

Wykres 4. Ankieta „PRZED” – które napoje są produkowane przez polskie firmy wg badanych
Źródło: badania własne               

 

Jak widać znowu przy określeniu polskości danego produktu dużą rolę grała nazwa. Tuptuś, brzmiący bardzo swojsko, przez większość ankietowanych został prawidłowo zaklasyfikowany jako polski. Także Fortuna jako nazwa znana Polakom została określona błędnie jako polska. Z drugiej strony mamy Caprio, Coste i Garden, które mając obco brzmiące nazwy zostały przyporządkowane jako zagraniczne. Przy Jupiku głosy były podzielone z przewagą głosów wskazujących, że produkt nie jest wytwarzany przez polską firmę (Wykres 4).

 

Pytanie 6 – Które wody są produkowane przez (100%) polskie firmy?

wykres5

Wykres 5. Ankieta „PRZED” – które wody są polskie wg badanych
Źródło: badania własne

 

Kolejnym bardzo dobrym przykładem odnośnie wpływu nazw na ocenę polskości produktu będą wody. Aqua Virgo w ponad 95% przypadków została błędnie oceniona jako woda produkowana przez firmę zagraniczną.

Pozostałe, polsko-brzmiące wody zostały w większości zaklasyfikowane jako produkowane przez polskie firmy (Wykres 5).

 

Pytanie 7 – Które firmy są polskie?

wykres6

Wykres 6. Ankieta „PRZED” – które firmy są polskie wg badanych
Źródło: badania własne

 

W oparciu o firmy Gino Rossi i Wittchen ponownie możemy wysnuć wnioski, że nazwa ma bardzo duże znaczenie przy określaniu polskości firmy. Pozostałe firmy poza Reserved były zarówno określane jako polskie jak i zagraniczne. Widać, że Smyk wiedzie prym rozpoznawalności przez uczniów (Wykres 6).

 

Pytanie 8 – Czy zwracasz uwagę na „polskość” produktów w czasie zakupów?

wykres7

Wykres 7. Ankieta „PRZED” – czy ankietowani zwracają uwagę na polskość produktów w czasie zakupów
Źródło: badania własne

 

Jak widać tylko trochę ponad 20% analizowanej grupy uczniów zwraca uwagę na polskość produktów w czasie zakupów. Podejrzewam, że te 20% chciałoby zdobyć większą wiedzę z zakresu rozpoznawania polskich produktów i firm, która pomogłaby im w zakupach. Pozostałe 80% uczniów nie zwraca uwagi na polskość produktów w czasie zakupów. Opcja, o której wspominałem wcześniej, czyli „nie wiem”. Pomimo, że nie było jej w ankiecie, przez dwie osoby została dopisana w ankiecie (Wykres 7).

Z ankiety „PRZED” można wyciągnąć wniosek, że wiedza uczniów z zakresu polskości wybranych produktów jest szczątkowa. Tylko najbardziej flagowe firmy i produkty zostały prawidłowo zaklasyfikowane, a większość wyborów opierała się prawdopodobnie o polsko lub niepolsko brzmiące nazwy.

 

Dalsze części wkrótce!

Niemiecka obecność w mediach w Polsce

mapa

Gdy mieszkaniec kraju leżącego nad Wisła sięga po gazetę to z dużym prawdopodobieństwem pomnaża zysk jakiegoś niemieckiego potentata medialnego. Również, gdy słucha radia to pieniądze za reklamy, które sączą się mu do uszu wypełniają konta niemieckich koncernów. Nawet w Internecie obecność niemiecka jest znaczna, bo największy „polski” portal informacyjny Onet nie jest tak naprawdę polski. To samo dotyczy niewiele mniejszej Interii.

Ktoś zadał sobie trud i sporządził mapę obecności niemieckiego kapitału na rynku medialnym w Polsce*.

Mapa dostępna tu:

Jakie to ma konsekwencje. W mediach praca redakcji i praca sprzedawców reklamy to naczynia połączone. Niewiele mediów stać na to, żeby zaatakować koncert dopuszczający się złych praktyk, gdy jednocześnie ten koncert jest dużym reklamodawcą. Czy spotkaliście się kiedykolwiek z prasie lokalnej z opisem złych praktyk w wykonaniu koncernów niemieckich? Pamiętamy jakie cięgi zebrała kiedyś Biedronka za traktowanie pracowników. Biedronka jest portugalska a ten kraj nie kupił w Polsce mediów. Czy wierzycie, że pracownicy w Lidlu mają lepiej od tych z Biedronki? W społeczeństwie polskim pokutuje przekonanie, że niemiecki przedsiębiorca do dobry pracodawca. Może dlatego, że grzechy niemieckich firm nigdy nie ujrzą w Polsce światła dziennego. Jak już jakiś dziennikarz upiera się na to, żeby prześwietlać ciemne sprawy biznesu to się go wypuszcza na polskich przedsiębiorców – oni w swoim kraju nie mają parasola ochronnego w postaci koniunkturalnych mediów.

Czy kiedy słuchasz radia lub przeglądasz wcześniej wspomniany Onet płacisz za coś? Oczywiście, że… tak. Na każdej podstronie Onetu znajdziesz reklamy. Każda komercyjna stacja przerywa swoje audycje reklamami. Czy Ci się to podoba czy nie za te reklamy zapłacisz w sklepie kupując reklamowane towary.

Większości współczesnych Polaków ta prawda nie obchodzi nic a nic podobnie jak naszych przodków w XVIII wieku nie obchodziło to, że w Polsce faktycznie rządził ambasador rosyjski, że szczytem zaradności ekonomicznej było zostać opłacanym przez obcy dwór zdrajcą Ojczyzny.

Nasi przodkowie doznali momentu przebudzenia, gdy nagle polskość stała się dla nich ważniejsza od rosyjskich rubli. Co prawda naiwnie wierzyli, że Prusy są po ich stronie (przedstawiciel Prus intensywnie tę wiarę podsycał aż do drugiego rozbioru).

Czy nas dziś stać na przebudzenie i zauważenie, że niemiecka obecność gospodarcza w Polsce działa na pewno na korzyść Niemiec – naszą niekoniecznie.

 

* Mapa zawiera jedną informację nieaktualną: Media Regionalne i Polskapresse zostały zmuszone przez UOKiK do sprzedaży Dziennika Wschodniego – gazety wydawanej na terenie woj. lubelskiego. Ta decyzja to listek figowy, którym UOKiK zakrywa fakt, że dopuścił do stworzenia monopolu na rynku prasy regionalnej. Niemiecki koncern Polskapresse ma tej chwili 95% prasy regionalnej w naszym kraju.

Patriotyzm ekonomiczny młodego konsumenta (cz I.)

Grafika2

Przedstawiamy pierwszą część pracy badawczej przesłanej PatriotyzmowiEkonomicznemu.pl do publikacji przez młodego badacza Roberta Stempkowskiego.

——————————————————————————————————————————
1. Wstęp

Tematem pracy jest zbadanie świadomość uczniów w wieku 15 lat – 17 lat szkoły gimnazjalnej oraz licealnej z zakresu patriotyzmu ekonomicznego ze szczególnym uwzględnieniem patriotyzmu konsumenckiego oraz wpływ wyborów, jakie młodzi konsumenci dokonują podczas zakupów, na rozwój i funkcjonowanie gospodarki polskiej. Jeśli młodzież będzie przyswajała tę wiedzę od najmłodszych lat to w przyszłości poprzez podejmowanie właściwych decyzji konsumenckich przyczyni się do realnego wzrostu gospodarczego Polski.

Inspiracja do przedstawienia młodzieży metod i założeń patriotyzmu ekonomicznego, mająca na celu zwiększeniem ich chęci do kupowania polskich produktów, zaczerpnięta została ze stron internetowych 590x.pl – „Gospodarka, polskie produkty i kapitał, jak wpływają na nasze życie i dobrobyt” oraz inicjatywa Polski Ślad – „pokazująca szeroki wachlarz korzyści płynący z postaw patriotyzmu ekonomicznego wśród konsumentów i przedsiębiorców”.

W prezentacji przygotowanej do zajęć zostały porównane, sprawdzone produkty, kupowane przez młodzież, najczęściej za swoje kieszonkowe, tj. słodycze, napoje, przekąski, które są sprzedawane w sklepie m.in. Stempkowski_Robert_Grafika1POLOmarket. Wiedza i świadomość wyboru polskiego produktu lub polskiej firmy została sprawdzona u młodzieży przed przedstawieniem prezentacji w formie krótkiej ankiety nazwanej „PRZED” oraz po zaprezentowaniu tematu ankiety nazwanej „PO”.

Read more

W kryzysie kapitał wraca na swój bazowy rynek

zielonawyspa

Czy w Polsce żyje się dobrze? Zależy jaki punkt odniesienia przyjmiemy. Z punktu widzenia mieszkańca afrykańskiego Czadu, w którym codziennym problemem jest zdobycie wody i jedzenia, Polska jest krajem dobrobytu. Z kolei jeżeli porównamy się do naszego bezpośredniego, zachodniego sąsiada jesteśmy krajem biednym, w którym marnuje się wiele ludzkiej energii poprzez biedę, bezrobocie i coraz gorszy system edukacji. Jestem daleki od fatalizmu i uważam, że w Polsce jest dobrze. Jednak wyznaję zasadę, że kto stoi w miejscu ten się cofa i dlatego za naturalne uznaję dążenie do poprawiania bytu ekonomicznego obywateli Rzeczypospolitej.

Jednym z kierunków wzrostu dobrobytu może być kształtowanie się wśród Polaków postawy patriotyzmu gospodarczego i konsumenckiego. Patriotyzm gospodarczy to odpowiednia polityka państwa sprzyjająca przedsiębiorstwom z rodzimym kapitałem. Mimo wielu wiążących umów międzynarodowych, szczególnie w Unii Europejskiej, jest to możliwe. Wiedzą o tym przedsiębiorcy w Niemczech, których rząd aktywnie wspiera „swoich”. Polscy przedsiębiorcy nie bardzo mogą liczyć na poparcie swoich władz. Może to zmieni się. Niebagatelna w tym rola mediów, które swoją narracją mogą ukierunkować zmiany społeczne i gospodarcze.

Ostatnio z dużą satysfakcją zauważyłem, że temat patriotyzmu gospodarczego wreszcie zaczął być dostrzegany przez polskich dziennikarzy. W Dzienniku Gazecie Prawnej możemy zobaczyć w tytule: „Ciemna strona polskiej gospodarki: Obce koncerny miały w 2013 roku 16,1 mld euro dochodu”. Autor przytacza opinię:

„Dariusz Winek, główny ekonomista Banku BGŻ, mówi, że duże wypłaty dla zagranicy nie powinny dziwić przy takim stanie gospodarki, w jakim była ona w ubiegłym roku. – W czasie spowolnienia mało kto inwestuje. Poza tym ostatni kryzys dość wyraźnie pokazał, że kapitał ma jakiś paszport i wraca na swój bazowy rynek, gdy dzieje się na nim źle – dodaje ekonomista”.

Po latach lansowania tezy, że kapitał nie ma ojczyzny polscy ekonomiści zaczynają więc mówić do rzeczy. Dla ścisłości dodajmy, że kapitał z BGŻ wraca na rynek holenderski, ponieważ tam mieści się siedziba Rabobanku, który jest właścicielem BGŻ.

W miesięczniku UważamRze pojawił się artykuł „Problem krajowy brutto”, w którym autor przedstawia w przystępny sposób różnicę między wskaźnikami: produkt narodowy brutto i produkt krajowy brutto. Ten drugi został w Polsce wprowadzony w 1990 roku. Jak zauważa autor zysk niemieckiej firmy operującej w Polsce (np.: Lidla) zwiększa PKB, ale nie zwiększa PNB. Kiedy zatem cieszymy się ze wzrostu polskiego PKB (i np.: nazywamy Polskę „zieloną wyspą”) pamiętajmy, że istotna część tego PKB to zyski i dochody zagranicznych koncernów, które nie przyczyniają się do wzrostu zamożności Polaków.

Takie publikacje w mediach można poczytywać za oznakę dobrych zmian, ale te zmiany nie odbędą się same. Potrzebne są zorganizowane działania zarówno odgórne (rządowe/parlamentarne) jak i oddolne. Jeżeli nam Polakom nie będzie zależało, żeby nasze rodzime firmy wzrastały to ani UE, ani Opatrzność za nas tego nie zrobią.

Wóz Drzymały znowu potrzebny

newspapers2

Serwis branżowy Press podaje informację o propozycji złożonej przez Polskapresse lokalnym tygodnikom w województwie kujawsko-pomorskim (podajemy za portalem biznes.pl).

Jak wygląda sytuacja na polskim rynku prasowym?

Źródło infografiki: PRESS.PL

Źródło infografiki: PRESS.PL

Na regionalnym i lokalnym rynku prasowym w Polsce dominuje  kapitał niemiecki. Do jednego niemieckiego koncernu (Verlagsgruppe Passau) należy dziś 95% sprzedawanych egzemplarzy gazet regionalnych. W Polsce koncern działa pod nazwą Polskapresse – ta spółka córka miała dotychczas dzienniki w połowie kraju (Polska Dziennik Zachodni, Polska Dziennik Bałtycki i pozostałe, których nazwy zaczynają się od „Polska…”). Po transakcji w roku 2013 Polskapresse przejęła również dzienniki regionalne z drugiej połowy Polski (m. in. Gazetę Pomorską, Echo Dnia, Głos – Dziennik Pomorza, Nowiny).

Kapitał zagraniczny: szkodzi i pomaga?

Do oceny tej sytuacji, którą mamy w Polsce użyjemy tez sformułowanych przez ekonomistę niemieckiego Heinera Flassbecka (cytat z portalu Forsal.pl):
” … kompetencji w temacie międzynarodowych przepływów kapitału odmówić mu nie sposób. Dość powiedzieć, że w latach 2003–2012 Niemiec był głównym ekonomistą UNCTAD, czyli Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju – wspomnianej już agencji ONZ, która z bliska przygląda się tematyce inwestycji zagranicznych. – W kręgach politycznych, a czasem nawet wśród ekonomistów dominuje naiwne przekonanie, że inwestycje zagraniczne to gra, w której obie strony wygrywają. Rzeczywistość jest niestety dużo bardziej skomplikowana – mówi nam Flassbeck. Działa to mniej więcej tak. Do kraju o niższym poziomie rozwoju wchodzi z nową inwestycją kapitał zagraniczny. On już na dzień dobry dysponuje dużo lepszą (przywiezioną ze sobą) technologią, a co za tym idzie produktywnością rodem wręcz z innej planety. Uzupełnia to jeszcze tanią siłą roboczą kraju przyjmującego i staje się graczem wręcz nie do pobicia. W starciu z takim rywalem większość lokalnych konkurentów jest bezradna. A to nie koniec przewag inwestora zagranicznego. Większość z nich stosuje bowiem tzw. ceny transferowe. Czyli preferencyjny sposób księgowania kosztów pomiędzy rozsianymi po świecie spółkami córkami jednej globalnej firmy. Takie ceny transferowe mają decydujący wpływ na konkurencyjność międzynarodowej grupy wobec innych przedsiębiorstw działających lokalnie. Bywa, że firma zagraniczna omija z ich pomocą zobowiązania wobec lokalnego fiskusa. W praktyce więc duże zachodnie korporacje nie mają zazwyczaj najmniejszych problemów, by w krótkim czasie uzyskać dominującą pozycję na najbardziej intratnych rynkach państw o słabszym potencjale ekonomicznym.”

Niemiecki ekonomista ujawnia nam wiedzę, której, mam wrażenie, bardzo boją się ekonomiści polscy, którym kapitał zagraniczny jawi się jako manna z nieba i jest używany często jako wskaźnik rozwoju kraju. Tymczasem może szkodzić, szczególnie w sytuacji, gdy uzyskuje przewagę monopolisty. Pamiętajmy, że Polskapresse to nie tylko wydawca prasowy, ale też właściciel wielu portali w tym Gratka.pl, naszemiasto.pl a po przejęciu Mediów Regionalnych również sieci portali Moje Miasto. Daje to mu możliwość ekspansji zarówno w przejmowaniu czytelników, jak i reklamodawców.

 

Atak na ostatni bastion

To, o czym mówi Flassbeck, już zadziało się w Polsce na rynku gazet regionalnych. Polskapresse najwyraźniej jednak chce „dorżnąć” watahę i przejąć również tygodniki lokalne – ostatni bastion polskiej prasy w Polsce powiatowej. Według relacji Press zaczęły się podchody do tego przejęcia:

„Tydzień temu menedżer „Gazety Pomorskiej” (należy do Mediów Regionalnych, które pod koniec października br. zostały przejęte przez Polskapresse) odwiedził Dominika Księskiego, prezesa Stowarzyszenia Gazet Lokalnych i właściciela tygodników „Pałuki” oraz „Pałuki i Ziemia Mogileńska” ukazujących się w województwie kujawsko-pomorskim. Menedżer zaproponował mu „współpracę kapitałową”. – Zapytałem, czy Polskapresse ma do sprzedania udziały. Odpowiedział, że chodzi o współpracę „w drugą stronę” – mówi Dominik Księski, który odrzucił propozycję. Uzasadniał, że modele biznesowe i redakcyjne obu wydawnictw zbyt się różnią, by współpraca mogła się udać. – Nie ukrywałem, że dalszy zanik konkurencyjności na rynku lokalnym będzie szkodliwy dla czytelników – dodaje Księski. Taką samą ofertę otrzymał Maciej Grzmiel, właściciel wydawnictwa Magraf wydającego w województwie pomorskim „Czas Chojnic” i „Tygodnik Człuchowski” oraz w województwie kujawsko-pomorskim „Tygodnik Tucholski”. – Nie jestem zainteresowany współpracą kapitałową z Polskapresse. Już cztery lata temu Polskapresse proponowała mi kupno moich tytułów, ale odmówiłem – mówi Grzmiel. – Polskapresse jest zainteresowana monopolizacją rynku prasy lokalnej. Nie wiadomo tylko, czy rozmowy prowadzone przez koncern z lokalnymi wydawcami służą do wypracowania decyzji w sprawie przejęcia lokalnych tygodników, czy decyzja ta już została podjęta – mówi Dominik Księski.”

Jak widzimy póki co trafiła kosa na kamień a Dominik Księski zachował się jak Drzymała (ten od wozu, który jest symbolem oporu przeciwko germanizacji za zaborów) i oparł się niemieckiej ekspansji w sposób dość finezyjny. Co prawda z jego wypowiedzi wynika, że bardziej kieruje się motywem rzetelności dziennikarskiej (chęć zachowania pluralizmu mediów w regionie) niż patriotyzmem gospodarczym, ale faktem jest, że obie motywacje w zaistniałej sytuacji idą ramię w ramię i są korzystne dla konsumenta mediów w Polsce (z czego niestety przeciętny czytelnik rzadko zdaje sobie sprawę).

Wróćmy do artykułu na Forsal.pl, ponieważ znajdujemy tam kolejne wątki pozwalające na właściwą ocenę kapitału zagranicznego w kraju.

„Symptomatyczne jest również to, że takie procesy przechodzą zazwyczaj niezauważone. Dlaczego? Dosyć łatwo wyliczyć, ile pieniędzy inwestor zagraniczny przeznaczył na reinwestycje w danym kraju albo ile utrzymuje tam miejsc pracy (w Polsce to ok. 1,5 mln stanowisk). Trudniej natomiast przedstawić wiarygodne wyliczenia na temat utraconych szans biznesowych lokalnych przedsiębiorstw związanych z pojawieniem się potężnego zagranicznego konkurenta, który pożarł im rynek.”

Ostatnią polską konkurencję wobec zagranicznego kapitału stanowią jeszcze tygodniki lokalne  i dwa dzienniki: Kurier Szczeciński i Super Nowości wychodzące w Rzeszowie. Oprócz Polskapresse rynek ten opanowały inne niemieckie firmy wykupując Gazetę Olsztyńską, Express Bydgoski i Nowości (Toruń).  Wielcy gracze zza Odry mając do dyspozycji dużo większą machinę marketingową i biznesową, przygotowują się teraz na rozdrobnionych, lokalnych wydawców.

A jak to się dzieje, że mają  tak wielki udział w rynku? Owo pożeranie rynku przez zagraniczne koncerny odbywa się poprzez codzienne decyzje zakupowe tysięcy polskich czytelników, którzy bardzo często kupując lokalną gazetę kierują się patriotyzmem. Uważają, że to ich lokalna/regionalna gazeta, często kupowana już w kolejnym pokoleniu. W ostatecznym rachunku ogólna sytuacja na rynku zależy od tysięcy indywidualnych decyzji podejmowanych świadomie lub bezrefleksyjnie przez nas – konsumentów. Swoimi decyzjami konsumenckimi możemy więc sobie szkodzić – nawet w dobrej wierze – lub pomagać.

Kod 590… wprowadza polskich konsumentów w błąd

IMAG0488-300x199
IMAG0486

Chiński ręcznik

Często zdarza się, że w akcjach oraz działaniach na rzecz patriotyzmu konsumenckiego jego  rzecznicy powołują się na kod kreskowy zaczynający się od sekwencji 590. Kierowanie się przy wyborze produktu tym kodem ma rzekomo gwarantować płacenie za produkt polskich firm.

Wiele jednak wskazuje na to, że nie musi to być prawda. Prezentujemy obok zdjęcia metki od ściereczki, na której widnieje kod zaczynający się od 590 oraz napis informujący, że ściereczkę wyprodukowano w CHRL (Chińskiej Republice Ludowej). Takich przykładów, jak ten, jest wiele.

Faktem jest, że kod rozpoczynający się od  590 może informować o tym, że produkt  wyprodukowano na zlecenie firmy zarejestrowanej w Polsce lub, że faktycznie został on wyprodukowany w Polsce  (w jakiejś części, np. złożony z przywiezionych komponentów). Powinniśmy więc przestać całkowicie ufać odwołaniu do kodu 590, nawet jeśli dopisano przy nim, że produkt został zrobiony w Polsce. Nie wiemy bowiem, czy:

  • produktu nie zrobiono z gotowych komponentów wwiezionych do Polski

    Wyprodukowano w Chinach

  •  nie wykonała go zarejestrowana w Polsce „córka” zagranicznej firmy, która za pomocą działań księgowych i tak nie płaci podatków w Polsce, a poza tym zysk wyprowadza zagranicę, tam gdzie mieszkają jej właściciele.

 

Oczywiście nie wyklucza to, że takim kodem może być oznaczony produkt wyprodukowany całościowo w Polsce, przez firmę należąca do polskich obywateli, uczciwie płacących podatki w Polsce. Jednak, jak pokazują przykłady, kod niczego nie gwarantuje.

Bezkrytyczne bazowanie na  kodzie 590 może nieść odwrotny, do zamierzonego skutek – zamiast bowiem zwiększać świadomą konsumpcję obywateli, zgodną ze swoim interesem, wdrukowuje fałszywy stereotyp, który może prowadzić do wydawania pieniędzy na produkty i w firmach niezwiązanych interesem z Polską.

IMAG0488-300x199

590 to za mało

Z tymi problemami radzi sobie Polski Ślad. Jego znak skojarzony z firmą oznacza, że firma jest polska i płaci w Polsce podatki. Natomiast znak na produkcie oznacza, że jest to produkt firmy Polskiego Śladu, który został wykonany w Polsce.

Promowanie interesów „szerokiego portfela społecznego” wymaga rzetelnej i kompleksowej wiedzy. Rozwój inicjatywy na stronie www.polskislad.pl ma na celu prowadzić, do jak najbardziej zobiektywizowanego sposobu oceny, czy dane zjawisko ekonomiczne niesie ze sobą Polski Ślad.

Płacę więc jestem

logoPWJ_280x300

W ostatnim kwartale Fundacja Kazimierza Wielkiego realizowała projekt, w którym podjęła się wysiłku pokazania młodzieży licealnej związków pomiędzy aktywnym dbaniem o dobro wspólne a rozwojem społecznym.

Projekt piętnując takie postawy jak uciekanie do rajów podatkowych czy do szarej strefy, namawia do dyskusji nad rolą obywatelską podatnika i działania na rzecz dobra wspólnego.W ramach działań projektowych zrealizowano 3 krótkie filmy, których zadaniem jest pobudzanie do dyskusji oraz przeprowadzono 10 pilotażowych szkoleń w 10 różnych regionach Polski.

Zapraszamy do odwiedzenia strony projektu www.placewiecjestem.pl oraz do skomentowania dostępnych tam filmów i materiałów.

Prezes PESA zarzuca politykom, że nie pomagają przedsiębiorcom

portalkujawski

Na PortaluKujawskim.pl znajdujemy ciekawy artykuł, który stanowi egzemplifikację szerszego problemu. Jest to problem tak zwanego patriotyzmu gospodarczego, który stanowi istotną część patriotyzmu ekonomicznego – a więc problem współpracy rządzących i instytucji publicznych z polskim biznesem (szczegóły terminologiczne można znaleźć tutaj).

Za zgodą Portalu Kujawskiego przedrukowujemy cały artykuł, a następnie dodajemy krótkie podsumowanie.

 

W dodatku biznesowym do ogólnopolskiego wydania Gazety Wyborczej ukazał się wywiad z Tomaszem Zaboklickim, właścicielem jednej z najprężniejszych firm w naszym regionie – PESA Bydgoszcz.

W wywiadzie prezes Tomasz Zaboklicki dziwi się, że przy zakupie nowoczesnych pociągów Pendolino od włoskiej firmy Fiat Ferroviana, PKP nie zadbało, aby część wartości zamówienia trafiła do polskich firm.

Będziemy mieli w Polsce włoskie Pendolino, ale widzieli państwo, aby ktoś z władz walczył, żeby w tych pociągach były jakieś polskie urządzenia, polskie elementy? Wydajemy 2,7 mld zł i jest nam to obojętne! – wypowiada się w Gazecie Wyborczej Zaboklicki, który zaznacza, że w przypadku państw zachodnich politycy dbają o interesy swojego przemysłu – Mało brakowało, a do umowy z Deutsche Bahn by nie doszło. Niemieccy związkowcy podnieśli bunt: „Jak to, jakaś nieznana firma z Polski będzie robić nam pociągi? Zabiorą nam pracę. Nie pozwolimy!”.

Grozili strajkiem, jeżeli wygracie – czytamy w wywiadzie. Efektem tych strajków było porozumienie, na mocy którego PESA zdecydowała się wykorzystać w produkowanych dla Deutsche Bahn podzespoły wyprodukowane przez niemieckie firmy.

Niedawno wygraliśmy przetarg na budowę pociągów dla Czechów. I co się dzieje? Przyjechał do nas, do Bydgoszczy ambasador Czech w Polsce z sześcioma firmami czeskimi, prosząc, abyśmy coś od tych firm kupili do tego czeskiego kontraktu. Prosił sam ambasador. Nie jakiś pracownik placówki dyplomatycznej czy niższej rangi urzędnik. On się nie wstydził – przedstawia jeden z przykładów Tomasz Zaboklicki.

W najsilniejszych europejskich gospodarkach obywatele robiąc zakupy starają się wybierać towary rodzimej produkcji. W ten sposób zyskuje zarówno budżet ich państwa, jak i więcej pieniędzy trafia do przedsiębiorców, co przekłada się na sytuację na rynku pracy. Ważne jest, abyśmy także jako Polacy się tego nauczyli.

 

 

Politycy powinni pamiętać, za czyje pieniądza pracują i dla kogo powinni pracować. My zaś jako wyborcy powinniśmy pamiętać, czyje interesy powinni reprezentować nasi politycy, i powinniśmy im to cały czas przypominać.

Jak widać w podanych przykładach, patriotyzm gospodarczy to norma w innych krajach. To musi się też stać normą w Polsce.

 

Kupujepolskieprodukty.pl – godna polecenia akcja społeczna

kupuje_polskie_produkty_01 (1)
Strona Kupuję Polskie Produkty stanowi ciekawy i dobrze rozwijający się projekt, który wpisuje się w promowany na naszym blogowisku trend patriotyzmu ekonomicznego. Jak pisze Autorka strony:
Autorski projekt Kupuję Polskie Produkty w polskiej cyberprzestrzeni działa od 15 listopada 2012 roku. W zamierzeniu jego inicjatorki ma on być miejscem, w którym można by znaleźć szczegółowe opisy i recenzje różnorodnych polskich produktów, wytwarzanych przez duże, średnie i małe przedsiębiorstwa oraz przez indywidualnych wytwórców.
Strona internetowa www.kupujepolskieprodukty.pl ma być bazą polskich firm i przestrzenią, w której polscy producenci mogą pokazać się potencjalnym klientom. Autorka strony chce wspierać producentów szczególnie na początku ich działalności, umożliwiając im bezpłatną reklamę na stronie.
Oprócz opisów polskich produktów Internauci znajdą na stronie omówienie najciekawszych inicjatyw obywatelskich, które promują patriotyzm ekonomiczny oraz różnego rodzaju zachowania prospołeczne i patriotyczne.

Autorka wg mnie słusznie odwołuje się do kwestii indywidualnych decyzji konsumenckich – to przecież z nich składa się całościowy obieg pieniądza, i w konsekwencji wynikające z niego korzyści dla nas wszystkich:

Wielu z nas narzeka na (pogarszającą się) sytuację ekonomiczną naszego kraju; wielu mówi, że zwykły obywatel nie ma realnego wpływu na władzę rządzącą. W związku z tym proponuję… głosowanie portfelem! Wybierając polskich producentów, wspieramy polskie przedsiębiorstwa, polskich pracowników, którzy płacą podatki w Polsce – w rezultacie wspieramy więc nie tylko polską gospodarkę, ale i służbę zdrowia, szkolnictwo, kulturę itd. Dajemy ludziom pracę, pozwalamy producentom na rozwój, udoskonalanie produkcji, poszerzanie asortymentu.
Pamiętajcie: pochodzenie ma znaczenie! Kupujmy polskie produkty!
Zachęcam do odwiedzania strony Kupuję Polskie Produkty oraz pomocy w propagowaniu zawartych tam idei.